Oj jaka jestem biedna. Ach!!! 

Taka ofiara losu ze mnie. 

Nikt mnie nie rozumie. 

Nikt mnie nie „szkoduje”. 

Nikt się mną nie zajmuje. 

Potrzebuje uwagi. Zainteresowania. Akceptacji. Miłości. 

Może chcę się pognębić i pobiczować – tak zwana autoagresja.

A tak naprawdę potrzebuję ENERGII. Tak zwana OFIARA jest biorcą energii, też KATEM. 

Ale chciałam napisać tu o słowach. O wibracji słów. O tym jakie wywołują emocje i dlaczego. 

Kiedyś nie lubiłam słów „TRZEBA” i „MUSZĘ”. Ilekroć zorientowałam się, że tak mówię, zamieniałam je na „CHCĘ”, „WYBIERAM”. I myślałam, że taka to oto mądra jestem i uczona i świadoma. Ego to spryciula mała, zawsze jest o krok przed nami hahahha – tak na marginesie.

Niektóre słowa są niskowibracyjne, a właściwie to nadal my nadajemy im tę wibrację, bo trudno czasem jest odłączyć się od świadomości zbiorowej i nadać im inny wymiar – choć nie jest to niemożliwe. Do taki słów należą: masakra, martwię się (czynię martwym), katastrofa itp. 

Odkryłam, że wartość słów, ich wibracje i to jak na mnie działają związane jest ze MNĄ i z tym, co dla mnie osobiście oznaczają i jakie emocje wywołują, z czym się kojarzą. 

W okresie korporacyjnym nie cierpiałam tych słów. Myślałam, że odbierają mi WOLNOŚĆ, że jestem zależna, odbierana mi jest kontrola. Ale też nieodłącznie związane to było z mentalnością ofiary. 

W momencie, kiedy przerobiłam ofiarę we mnie, NAGLE w przedziwny i cudowny sposób przestały mi przeszkadzać. 

Po prostu spinam pośladki i robię jak TRZEBA i jak MUSZĘ coś wykonać. Nie użalam się nad Sobą i nie zajmuję Sobą otoczenia. 

PO PROSTU DZIAŁAM.

Mam akurat na myśli czynności, których nie lubiłam, jak rozliczanie pracowników, robienie list płac, wypłat, rozliczeń z ZUS i US, księgowości jednym słowem. Ale nie tylko. Takich rzeczy jest więcej. 

Także NIECH ŻYJE MUSZĘ I TRZEBA hahahha 

Pozdrawiam Was z Miłością, Małgosia <3