W niedzielę o 5 rano narodził się mój pierwszy bęben szamański. Poród trwał od 12.00 w sobotę do 5.00 nad ranem w niedzielę.

Wczoraj jak wróciłam do domu, zasiadłam w swoim fotelu, położyłam bęben na stoliku w salonie, zrobiłam sobie drinka z czerwonego martini i świętowałam tę chwilę. Tak witałam bęben w swojej przestrzeni. 

Widać jak dłonie zmęczone. To był nie lada wyczyn. Piękny rytuał, ale też artystyczne rzemiosło. 

Wiele się dla mnie zadziało podczas narodzin bębna. I ciekawe, że jechałam tam z zupełnie inną intencją stworzenia bębna, a wyjechałam z zupełnie inną. 

Pierwotnie i tak logicznie pojechałam po bęben do rytuałów w kręgach, ale bardzo szybko, bo podczas pierwszych kilku godzin warsztatu narodzin bębna, ujawniła się prawdziwa intencja. Choć czuję, że ta intencja jest tylko drogą do czegoś większego. Jakby otworzył się dla mnie jakiś portal, którego jeszcze nie doświadczyłam. Czuję to w Sobie. Inaczej myślę i czuję. Bardzo inaczej. Nie potrafię tego dokładnie opisać, ale spróbuję co nie co. Odbieram rzeczywistość bardziej obrazami, bardziej poetycko, metaforycznie, wzniośle. I ta jakość jest we mnie. Zrodziła się wraz z narodzinami bębna. Coś niesamowitego i magicznego.

Bęben dla mnie to symbol równowagi męskiego i żeńskiego we mnie, w moim związku, w życiu Jak go trzymam, czuję jak się równoważy. Bęben to żeńskie, a pałka męskie. Bardzo transcendentalne przeżycia miałam podczas narodzin, właśnie w tym temacie. I między innymi po to zrodził się bęben. Ponieważ jest to dla mnie bardzo osobisty temat, więc nie napiszę w szczegółach. Może kiedyś, może nawet wkrótce :-). 

Jestem bardzo wdzięczna i szczęśliwa, że mogłam go zrobić pod opieką Robert Prokeš oraz w takim akurat kręgu Kobiet. Dziękuję Kasi, gospodyni Gajówka Marynka za przestrzeń, którą dla nas otworzyła.

Pozdrawiam w nowej jakości, Małgosia