Tak dużo ostatnio wydarza się w życiu wielu kobiet.
I czasem wydaje się, że to już tak zwany “koniec świata”.
Jak się potem okazuje to często dopiero początek tego NOWEGO ŚWIATA, nowej jakości.
Warto odpuścić stare, żeby powstała przestrzeń na nowe. I zamiast psioczyć i użalać się nad sobą, warto wejść na nowe tory i otworzyć się dla nowego, lepszego – powiedzmy – bo i tak nie ma lepszego czy gorszego. ZAWSZE DZIEJE SIĘ DOBRZE. Tylko nasz umysł nie chce w to uwierzyć. Ego sabotuje wszystko, co wyprowadza go ze sfery komfortu.
Obecnie wszystko przyspieszyło absolutnie. W ciągu roku dzieje się tyle, co kiedyś w ciągu dziesięciu lat. Dlatego czasem warto tak zwyczajnie przysiąść i odpocząć. Niektóre z nas bowiem lubią iść na całość i zatracić się w zmianach, bez oddechu.
A niektóre nie mogą wytrzymać tego przestoju, który jest naturalny w przejściu w nową jakość. Bo stare już się skończyło, a nowe jeszcze nie nadeszło.
I w owym czasie, zamiast odpocząć, nabrać sił i poczekać z ufnością i akceptacją wszystkiego, co spotkałyśmy, to nerwowo działamy. Uruchamiają się takie programy, jak poczucie braku, wszelakiego braku. I tego w materii i tego w poczuciu własnej wartości. Może pojawić się strach, że nie damy rady. Też strach przed nieznanym. Do tego złość, może zawiść, że ktoś ma lepiej – choć nie wiemy tak naprawdę czy ma lepiej. To tylko nasza subiektywna ocena. Nie będąc w skórze innej osoby tak naprawdę nie wiemy, co kryje się wewnątrz. Nadal jeszcze dużo pozorów stwarzamy, choć już coraz więcej w nas autentyczności jest.
———————————————————————————–
Na zakończenie przytoczę starą przypowieść, którą znam od jakiś dwudziestu paru lat, nie pamiętam już skąd.
To jest przypowieść o Gospodarzu i koniu.
Gospodarz miał konia. Pewnego dnia koń uciekł.
Przyszli do Gospodarza wieśniacy i mówią: – Ale Gospodarzu spotkało cię nieszczęście. Koń ci uciekł.
Na to Gospodarz: – Nieszczęście albo szczęście ….
Po kilku dniach koń powrócił na czele stada koni, które przyprowadził do gospody.
Przyszli do Gospodarza wieśniacy i mówią: – Ale Gospodarzu spotkało cię szczęście. Masz teraz stado koni.
Na to Gospodarz: – Szczęście albo nieszczęście ….
Syn Gospodarza zaczął ujeżdżać konie, spadł i połamał sobie nogi.
Przyszli do Gospodarza wieśniacy i mówią: – Ale Gospodarzu spotkało cię nieszczęście. Twój syn się połamał.
Na to Gospodarz: – Nieszczęście albo szczęście ….
Za kilka tygodni do wioski przybyli żołnierze, zabierając wszystkich chłopców na wojnę. Pozostał w wiosce tylko syn Gospodarza z połamanymi nogami.
Przyszli do Gospodarza wieśniacy i mówią: – Ale Gospodarzu spotkało cię szczęście. Wszyscy chłopcy poszli na wojnę, a twój syn został w domu.
Na to Gospodarz: – Szczęście albo nieszczęście ….
I tak dalej, i tak dalej ….
———————————————————————————–
Pamiętam jak kiedyś ta przypowieść odmieniła moje postrzeganie wszystkiego, co się wydarza w moim życiu.
Pamiętam chwile z serii:
Jak samochód stawał na środku skrzyżowania, a ja jechałam na ważne biznesowe negocjacje i miałam zarobić dużo pieniędzy i nagle na ułamek sekundy świat mi się rozpadał, a za chwilę wychodzę z samochodu, staję na środku skrzyżowania, unoszę ręce w górę i mówię: Dzięki Ci Boże, że nie pojechałam dalej. Dziękuję za tę chwilę tu i teraz. Zawsze z myślą, że to, co się teraz stało jest NAJLEPSZE dla mnie (bo przecież jadąc dalej mogłoby się stać coś “gorszego” – pisane w cudzysłowiu, bo wracając do przypowieści – ZAWSZE DZIEJE SIĘ DOBRZE). I czasem sama śmiałam się do Siebie na głos. Bo jak ta wariatka, na środku skrzyżowania, zima, minus 20, wichura, śnieżyca. A ja w szpileczkach i rajstopkach cienkich gotowa klękać na śniegu. W korpo mówili na mnie nawiedzona hahahha. Tak mieli rację. Poznali się na mnie.
Teraz przekazuję dalej, może komuś się przyda.
Aaaa i jeszcze dobry tekst :-).
Jak wdepniesz w gówno, to się ciesz, bo na gównie przecież tak wszytko pięknie rośnie. To nawóz. Zasili i da plon. Często się wydaje, że tak wdepnęliśmy, że hej, a potem okazuje się, że to był początek PIĘKNEGO. I bywa też na odwrót. Czasem jesteś w euforii, bo tak wszystko pięknie się układa, a potem piździec. Zdaje się, że popadłaś w gówno. Hahah. Ale gówno to nawóz, Zasili i da plon. Więc tak wkoło Macieju. I powracam do przypowieści.
A tak na marginesie tego tematu: to warto oddzielić się od swoich emocji. One nie są nami i nie są nasze. My to Źródło, Światło i Miłość. Reszta to nie my. Czyli warto być obserwatorem życia, aniżeli uczestnikiem. Jak w teatrze, oglądając sztukę. Wtedy nie popadamy w mentalność ofiary. Nie taplamy się we własnych emocjach, nieszczęściu. Owszem zauważamy je, przeżywamy, akceptujemy i wypuszczamy. To nie nasze. Tak tylko sobie na chwilę przeszły przez nasze ciała, umysły i dusze.
Życzę samych DOBROCI dla Was, Małgosia <3



