Tag: energia

  • Świat energii

    Świat energii

    Chciałam Wam przekazać drogie Kobiety co się dzieje w świecie energii podczas, gdy ćwiczymy gimnastykę słowiańską, ale nie tylko – także podczas każdej praktyki którą wykonujecie, wtedy kiedy uczucia przerodzą się w emocje, kiedy nasze ciało jest spięte itp.

    Dlaczego czasem kiedy zaczynacie nowe praktyki zaczynają się dziać różne historie w życiu, zwłaszcza te “negatywne”?

    Dlaczego kiedyś niektóre praktyki nie były dostępne dla wszystkich ludzi?

    Brak wiedzy i podstawowych zasad BHP w tym temacie może powodować negatywne skutki dla nas. A wprowadzenie czasem naprawdę niewielkich zmian może skutecznie poprawić jakość naszego życia i prowadzić do wzrostu duszy i naszego rozwoju.

    Temat uważam za istotny, gdyż stosujemy obecnie wiele technik, które powodują wzrost wibracji, a świadomość nie zawsze nadąża i warto wiedzieć co wtedy się dzieje i jak sobie pomóc.

    Zapraszam z serca na live w poniedziałek 3 sierpnia o godz. 11.11, który odbędzie się tutaj na fanpage, Małgosia ☯️

    LIVY z FB:

    Świat Energii – Część I 

    Świat Energii – Część II

     

  • Moje podróże po wymiarach

    Moje podróże po wymiarach

    ŻYCIE W MATRIKSIE I POZA NIM (3,4,5 wymiar)
    To prawda. Dawno nie pisałam. Od czasu kiedy rozpoczął się ten piękny i wyjątkowy czas. Od kiedy życie matriksowe stanęło. Od tego właśnie czasu wiele podróżowałam, wiele przeżyła, wiele odkryłam. Nie pisałam, bo to wszystko tak szybko się działo we mnie, że nie nadążałam sama w sobie tego poukładać, a teraz to nawet już nie próbuję 🙂.
    Bardzo dużo informacji otrzymuję poprzez sny, co jest dla mnie zaskakujące, gdyż od zawsze miałam na bakier ze snami. Teraz jest tak, że wstając jestem często zupełnie innym człowiekiem, niż byłam kładąc się. Zmiany w nas są co prawda w każdej chwili, bo rozwój idzie ciągle, lecz w snach są to jakby takie skoki kwantowe. Bardzo dużo dzieje się i szybkość informacji i odczuwania jest z pewnością ponad świetlna.
    Takie skoki kwantowe miewam też w ciągu dnia, na jawie i wtedy czuję się jakbym na nowo się narodziła. A zdziwiona jestem hahha wtedy jak dziecko, które widzi coś po raz pierwszy i pieje z zachwytu. Wtedy dzieje się też tak, że zmienia się wszystko wkoło mnie albo raczej ja to tak widzę. Zmienia się otoczenie w którym żyję, inaczej wyglądają drzewa, niebo, kwiaty i wszystko, wszystko dosłownie.
    Jak sięgnę pamięcią od dawna podróżuję po wymiarach, światach, rzeczywistościach. Tylko kiedyś było tego mniej i nie było tak fascynujące i magiczne jak teraz. Albo może ja nie chciałam, nie byłam gotowa tak tego odczuwać. Albo nie miałam czasu na to, bowiem pracując na kilku etatach bardziej skupiona byłam w innym kierunku. Kiedyś miałam wiele napięć i poprzez ekspresyjne działanie “wyrzucałam” je a raczej pogłębiałam hahah. Wydaje się, że poprzez szybkie i intensywne działanie wyrzucamy napięcia, ale jest inaczej, chyba że świadomie i celowo robimy coś w tym właśnie kierunku. Czyli dla przykładu idziemy na szybki spacer czy robimy medytacje dynamiczne i wtedy świadomie pracujemy, aby wyrzucić napięcia i emocje. Bez świadomości wygląda to przeważnie tak, że w coraz większym napięciu intensywnie działamy i pogłębiamy je.
    Sięgając dalej pamięcią do dzieciństwa okazuje się, że wtedy owe podróże były normą, ale potem wybito nam je z głowy. Pewnie większość z Was podróżuje, lecz w pędzie nie zawsze jest czas na uświadomienie sobie tego, poukładanie i nazwanie.
    ************************************************************
    Chciałam przekazać Wam drogie kobiety jak u mnie wyglądają podróże obecnie i jak ja to odczuwam.
    Ogólnie przyjęło się i tak to zostało umownie nazwane, że mamy obecnie trzeci, czwarty i piąty wymiar. Tych wymiarów jest oczywiście dużo więcej. Wydaje się, że ich liczba jest raczej nieskończona niż skończona.
    Skupię się teraz na wyjaśnieniu jak u mnie wygląda życie w matriksie i poza nim, bo tak to nazwałam dla swoich potrzeb. Wtedy można złapać szybciej tę różnicę.
    Jak już wspomniałam wcześniej od dawna podróżuję pomiędzy wymiarami, ale kiedyś wyglądały one zupełnie inaczej, bo ja byłam inna. Teraz bardzo wyraźnie odczuwam kiedy wchodzę do matriksa i kiedy w nim jestem i kiedy z niego wychodzę.
    Matriks to ten świat gdzie są korporacje, urzędy, prawo matriksowe, zasady zachowania, jedzenia, ubierania się, nawet siadania i uśmiechania się itp. itd.
    W tej innej terminologii można nazwać to trzecim wymiarem. W obu światach (Matriks – 3 wymiar i Poza Nim – 4 i 5 wymiar) jest zupełnie inne odczuwanie, rozumowanie, intencje.
    ***W matriksie idziemy do pracy, żeby zarobić pieniądze, żeby potem móc sobie kupić samochód, żeby podwyższyć niskie poczucie wartości, poczuć się lepszą i “zachwycić sąsiadów”. Poza matriksem jest zgoła inaczej. Tam realizujemy swoje pasje, często w służbie i wtedy wydatkujemy swoją energię. Za tę energię czujemy, że musimy wziąć energię, żeby nastąpiła równowaga. I bardzo wyraźnie to czuć. I wtedy bierzemy za to na przykład energię pieniądza albo inną, ale najczęściej pieniądza, bo żyjemy jeszcze w matriskie i trzeba zapłacić za prąd. Za pieniądze kupujemy też samochód, ale dlatego że jest nam POTRZEBNY do realizacji pasji i służby. Nie musimy zachwycać sąsiadów ani czuć się lepszą, gdyż wiemy, że jesteśmy doskonałą Istotą Boską.
    *** W matriksie jest osąd, pycha, zazdrość itp. itd. Nasze intencje nie są czyste. Jesteśmy interesowne, kombinujemy, przeliczamy. Poza matriksem też przeliczamy, ale po to, aby nie tworzyć długów energetycznych. W matriksie to wynika z poczucia braku i zachłanności, która jest konsekwencją braku.
    *** W matriksie pędzimy, jesteśmy w wyścigu szczurów, żeby udowodnić sobie i innym jacy jesteśmy ważni i lepsi. Doświadczamy bardzo powierzchownie, inne doświadczanie jest wręcz niebezpieczne, bo możemy rozsypać się na miliony kawałków i potem wszelkiej maści psychiatrzy, psycholodzy i terapeuci nas składają. Poza matriksem medytujemy, jesteśmy w tu i teraz, doświadczamy siebie głęboko, z uważnością. Delektujemy siebie, świat. Doświadczamy siebie jako Istotę Boską, mamy kontakt ze swoją duszą. Widzimy, czujemy zupełnie inaczej.
    *** W matriksie boimy się. Poza nim ufamy.
    *** W matriksie żałujemy swoich “wyborów” (bo tam oczywiście nie ma wyborów, jedynie karma, podświadome programy, przyczyna i skutek). Poza nim wiemy, że wszystko dzieje się dobrze i po prostu JESTEŚMY.
    ***W matriksie jesteśmy bardzo poważni, to taka maska ważności. Znowu kłania się poczucie niższości i usztywnienie. Boimy się puścić, a poważność nam w tym pomaga. I wyglądamy jak bioroboty w skafandrach i myślimy, że to nasza ochrona. Poza matriksem jest dziecięca radość, szczery zachwyt, wygłupy, żarty, śmiech.
    *** W matriksie gramy iluzję w nieświadomości w teatrze życia. Przeważnie są to melodramaty, tragedie, horrory. Komedie też, ale tylko po to, aby pośmiać się z kogoś z poziomu ego i poczuć się lepiej. Poza nim możemy bawić się grając, mogąc być w roli aktora i obserwatora jednocześnie. Możemy wybierać jaką rolę gramy i w jakiej sztuce.
    *** W matriksie jest stres, złość, frustracja. Poza nim jest spokój, akceptacja i miłość.
    *** W matriksie jest dualizm. Jest coś albo dobre albo złe. Przeważnie tylko moje zdanie się liczy i albo ktoś jest ze mną albo przeciwko mnie. Przyjaciel albo wróg. Poza nim wszystko się zlewa. Nie wiadomo co jest dobre a co złe. Nie wiadomo nawet czy chodzi o pieniądze czy o nie nie chodzi. Jednocześnie o nie chodzi i jednocześnie o nie nie chodzi. Wszystko jest we mnie i poza mną. Jestem wszystkim i niczym. Pełna, totalna mistyka, metafizyczność, enigma.
    I tak można by wymieniać bez liku tych różnic, ale żeby nie było za długo na tym poprzestanę.
    **********************************************************
    Jeszcze tylko napiszę jeden przykład z mojego życia, bo jest na czasie.
    Mam do zapłacenia dużą kwotę podatku dochodowego do US. Kiedyś bym bardzo żałowała wydać tych pieniędzy. Od kiedy pamiętam zawsze tak kombinowałam, żeby nie płacić podatków w swojej firmie. Oczywiście będąc na etacie nie miałam wyjścia, ale we własnej firmie mogę tym zarządzić. Teraz płacę z radością, w służbie i z oddaniem. Daję energię pieniądza do matriksa i wiem, że mam dać. Czuję wręcz, że muszę je dać, aby wyrównać energię. Nie mogłoby być inaczej. I to jest takie naturalne i oczywiste. Kiedyś to bym zęby zagryzła, paznokcie zjadła i wyrzucała sobie, że nie zarządziłam dostatecznie podatkiem i oddałam go. Co nie oznacza oczywiście, że mam nie zarządzać swoim podatkiem i pieniędzmi. Zupełnie nie o to chodzi. Mam zarządzać i będę zarządzać. Tu chodzi o to, żeby czuć kiedy jest dług, a kiedy go nie ma. Zresztą wtedy samo się układa. Nagle przychodzą jakieś wydatki, jakieś pomysły inwestycje i wtedy kwoty podatku same się zmniejszą. Nawet powiedziałabym, ze słowo dług jest tutaj nie do końca dobre, to jest wyrównanie rachunków. Mało tego bardzo się cieszę, że te pieniądze trafią do matriksa i że zostaną rozdane wedle życzeń rządu. Rządu jaki jest. Nie ważne kto rządzi. No właśnie poza matriksem nie istnieje osąd. Wszystko jest na swoim miejscu i dokładnie takie jakie ma być. W szczerej miłości mogę medytować i modlić się o mądrość i silę, dobre decyzje i połączenie z Bogiem dla rządzących. I nie ważne kto nimi jest, jaka partia. Poza matriksem nie ma takich podziałów.
    A w ogóle to jest tak fajnie, że jak się odpuści wszelaki osąd i myśli się, działa się z poziomu serca, to wtedy wchodząc do matriksa czuję jak rozkłada on przede mną czerwony dywan i jest bardzo, ale to bardzo przychylny. I im bardziej czuję, że jestem poza nim, tym bardziej mam wiele wdzięczności za to, że jest, jaki jest.
    Jeszcze jeden przykład 🙂. Króciutko. Miałam okazję ostatnio dostać z matriksa duże pieniądze. Skupiliśmy całe swoje siły, bo wymagało to sporo pracy, wszystko układało się pomyślnie, ale …. w konsekwencji nic z tego nie wyszło. Myślę sobie … no matriks najpierw rozłożył czerwony dywan, a potem go schował… myślę sobie… są tam zasadzki. I za chwilę olśnienie. ODPUŚĆ. W miłości, zrozumieniu, akceptacji. W prawdzie. I tak z całego serca, z wdzięcznością odpuściłam te pieniądze i “zasadzki” matriksa hahha. Oddałam je w miłości, obfitości komuś innemu. I wiecie co się stało? Pojawiła się kolejna możliwość. Także czystymi poza matriksowymi intencjami możemy zadziałać wszędzie i zawsze. Tu jest właśnie MOC KREACJI. Wtedy dopiero koryto rzeki poszerza się i można płynąć z nurtem, bez utraty energii i w dostatku.
    ************************************************************
    Pozdrawiam Was w służbie, w sobie, w uważności, odpuszczeniu, w dostatku Małgosia ❤
  • Kobiety Ziemi. Boginie.

    Kobiety Ziemi. Boginie.

    “– Jesteś całkowicie pewna, że kobiety są zdolne zmieniać Świat?
    – Są zdolne! Zdolne bez wątpienia, Władimirze! Zmieniając priorytet swojej miłości, one, jako doskonałe stworzenie Boga, przywrócą ziemi wspaniały pierwotny wygląd, całą ziemię przekształcą w kwitnący ogród boskiego marzenia.
    One – stworzenia Boga! Wspaniałe boginie boskiej ziemi.”
    Anastazja

    👩‍❤️‍💋‍👩👩‍❤️‍💋‍👩👩‍❤️‍💋‍👩👩‍❤️‍💋‍👩👩‍❤️‍💋‍👩👩‍❤️‍💋‍👩👩‍❤️‍💋‍👩👩‍❤️‍💋‍👩👩‍❤️‍💋‍👩👩‍❤️‍💋‍👩👩‍❤️‍💋‍👩👩‍❤️‍💋‍👩👩‍❤️‍💋‍👩👩‍❤️‍💋‍👩

    “Ramię w ramię popłyniemy razem
    Zmieniamy ten świat, wspierając się tak”
    Kayah

    Błogosławię, Małgosia ❤ ❤ ❤

  • Jakie są dziś Twoje myśli

    Jakie są dziś Twoje myśli

    JAKIE SĄ DZIŚ TWOJE MYŚLI KOBIETO🔥

    TWOJE MYŚLI STWÓRCZE CO TWORZĄ DZIŚ 🔥

    🔥🔥🔥MASZ MOC TWORZENIA MYŚLĄ 🔥🔥🔥

    CO DZISIAJ WYSYŁASZ 🔥

    CZYM KARMISZ MATECZKĘ ZIEMIĘ 🔥
    ********************************************

    Wczoraj miałyśmy live na temat MOCY MYŚLI. Wiem, że nie zawsze, w każdej minucie i sekundzie jesteśmy świadome w pełni, ale w tym pięknym i zarazem WAŻNYM czasie bądźmy bardziej UWAŻNE. Uważne na to co dopływa i co wypływa z naszych serc. I czym karmimy siebie, swoich najbliższych i Matkę Ziemię.

    Już wczoraj wieczorem dopłynął do mnie kolejny HIT – HACZYK matriksowy. Chodzi o Czarnobyl. I widzę dzisiaj krąży niemalże jak wirus po internecie.

    Usiądźcie proszę, rozluźnijcie ciało, wejdźcie głęboko w ciało, w siebie, w serce, w rozum i zastanówcie się co wysyłacie i czym karmicie dzisiaj Mateczkę Ziemię.

    Czy jest to energia i światło Miłości czy może trujecie ją myślą o skażeniu. Każdy post i wiadomość przesłana o treści zatrucia, każda Wasza myśl na ten temat materializuje zatrucie naszej planety.

    MYŚLI TWORZĄ RZECZYWISTOŚĆ.
    TO SIĘ NIE ROZPŁYNIE W ETERZE.

    Wszelkiej maści byli jasnowidze, przepowiednicy (dla przykładu Nostradamus i inni) stworzyli wszystkie kataklizmy na Ziemi swoją myślą. To oni je stworzyli. A my je podtrzymujemy. Wyjdźmy w końcu z tego koła samospełniających się matriksowych przepowiedni, no chyba że będą to przepowiednie sercem pisane, świetliste, zrodzone z czystych intencji dla dobra Matki Ziemi.

    Ja już od wczoraj wieczorem, dzisiaj z całą swoją rodziną wysyłamy z naszych SERC piękną, czystą, świetlistą energię MIŁOŚCI. Światło, które rozchodzi się na kilometry od nas, od naszego miejsca zamieszkania, od naszego domu na Ziemi, prosto z naszych serc promienieje i oczyszcza Mateczkę Ziemię, oczyszcza powietrze i wodę dla nas. My jesteśmy w PIECZY. Wychodzimy do natury, chłoniemy piękno i czyste powietrze.

    A CO WY WYSYŁACIE KOBIETY ZE SWOICH SERC DLA MATECZKI ZIEMI, DLA SIEBIE, SWOICH RODZIN I DOMÓW

    Jeszcze nie jest za późno. Dołącz do mnie. Pomóż Matce Ziemi, oczyszczajmy ją wspólnie   .

    Błogosławię z czystym i otwartym sercem, Małgosia   

    Linki do livów na FB:

    Część I

    Część II

  • Idziesz po moc czy niemoc

    Idziesz po moc czy niemoc

    IDZIESZ PO MOC CZY NIEMOC?

    Kochane Kobiety, chciałam rozwinąć temat przedstawiony w ostatnim livie DO KOBIET.
    https://www.facebook.com/MetamorphosisPoland/videos/443033910011453

    Głównym powodem jest to, że dzisiejszy świat potrzebuje MOCnych i świadomych kobiet, a nie marionetek, biorobotów do wykonywania zadań, które nie są nasze.

    Przypomnę, że żeńska energia jest energią stwórczą, energią która tworzy całą materię, więc wszystko co nas otacza. Ponieważ to my w większości reprezentujemy tę energię na ziemi (mężczyźni też, ale w dużo mniejszym stopniu), więc na nas spoczywa odpowiedzialność za STWORZENIE.

    Co wysyłasz do świata ze swojego wnętrza? To jest podstawowe pytanie dla współczesnej kobiety. Bowiem z Twoich myśli jest stwarzany świat. Myśli to najpotężniejsze narzędzie do kreacji jakie otrzymaliśmy od Boga.

    O czym mówisz? Nie tylko w domu i otoczeniu, ale też w mediach społecznościowych? Wiem i rozumiem. Mówisz o tym, co jest dla ciebie żywe w tym momencie.

    Ale ….

    Zanim wyślesz w świat swoje myśli i emocje, zatrzymaj się na chwilę, wejdź w siebie i dotrzyj do prawdy w sobie.

    *********************************************************************
    O CO TAK NAPRAWDĘ CHODZI?

    Jeśli oceniasz cokolwiek z zewnątrz, znaczy to jedno: chcesz przykryć to, co masz w sobie i nie chcesz tego ujrzeć. Dlatego za wszelką cenę skupiasz się na zewnętrznych okolicznościach. To taki najprostszy i najszybszy sposób, aby nie DOJRZEĆ. PRAWDY.
    *********************************************************************

    Kobiety, które najwięcej i najgorliwiej wypowiadają się na temat aborcji, które negują, oceniają śmierć noworodków w łonie kobiety – to kobiety, które mają najwięcej programów aborcyjnych w rodzie i najbardziej poranioną joni. A ponieważ mają je w sobie, to za wszelką cenę robią wszystko, aby się nie skonfrontować z nimi. Występując przeciwko aborcji, mają poczucie, że zrzucają odpowiedzialność z siebie, że zmywają winę. To dzieje się oczywiście na poziomie nieświadomym. Dlatego zwracam się do Was kobiety, abyście budziły się i żyły świadomie, bo tylko w tym miejscu jest PRAWDA.

    To nie jedyny powód. Są jeszcze inne wymiary praprzyczyny, ale zawsze i wszystkie powody są w nas. Niektóre z tych kobiet działają z poziomu agresji do mężczyzn, którzy “zrobili” im to niechciane dziecko, które potem trzeba było abortować. I za to ich winią, zamiast przerobić tę lekcję, bo skoro tak się zadziało, znaczy, że dusze na górze umówiły się na to doświadczenie, aby nauczyć się WYBACZYĆ – czytaj zaakceptować i ukochać tak zwanego sprawcę/kata. Przy okazji przepracować mentalność ofiary. Ale one nie chcą lub nie są gotowe. Przerzucają odpowiedzialność i szukają winowajców na zewnątrz. Cena jest zawsze taka sama; po prostu dalej kręcą się w kole Samsary, powiększając karmę. I tak wkoło Macieju, kolejne wcielenie i kolejne …. Oczywiście na poziomie duchowym wszystko dzieje się dobrze i widocznie to nie jest jeszcze ich czas, ale skoro czytasz tego posta …. to może Twój czas nadszedł …. ❤

    Osoby, które najbardziej są przeciwko pedofilii, mają w sobie najwięcej programów wykorzystywania dzieci. I tak dalej.

    Osoby, które z kimkolwiek/czymkolwiek walczą, walczą z SAMYM SOBĄ.

    Jeśli coś bardzo Cię porusza, znaczy jedno: masz ten temat nieprzerobiony w sobie. Dlatego w livie mówiłam o tym, aby pracować z wnętrzem, a nie przerzucać odpowiedzialności na zewnętrzne okoliczności i wykorzystywać je do tego, aby lepiej się poczuć. To, że bulwersują Cię tematy aborcji czy inne, to oznacza, że nie przepracowałaś tego tematu w sobie. Także zapraszam Was kobiety do pracy wewnętrznej.

    Media/silniejsze siły wykorzystują te schematy, tworząc wojnę, aby zyskać energię, a Wy ją oddajecie, czyli osłabiacie siebie, swoje rodziny, dzieci, rody. A temat pozostaje dalej nieprzepracowany i bardzo energochłonny na wszystkich poziomach.

    Strajk sam w sobie nie jest ani dobry, ani zły, bo jak pisałam na poziomie energii wszystko dzieje się dobrze i jest po coś.
    Pytanie: Co dla Ciebie to oznacza?
    Dla mnie osobiście był to impuls do wyczyszczenia rodowych traum na tle seksualnym, niechcianych, abortowanych dzieci, agresji wobec mężczyzn itp. Wypłakałam, zaakceptowałam, uznałam, ukochałam i uzdrowiłam siebie. Jestem wdzięczna rządowi i kobietom, które wyszły na ulicę za to właśnie, że mogła ujrzeć/dojrzeć i uzdrowić. Odzyskałam swoją moc.
    A co Ty robisz? Jeśli wyszłaś na ulicę, zapewne to Twoja droga, doświadczenie, które miałaś przeżyć, ale po coś …. i teraz zaczyna się najważniejsze … odpowiedz sobie na pytanie po co. Każda odpowiedź będzie dobra, ale każda będzie też rodziła odmienne konsekwencje, za które Ty jesteś odpowiedzialna. Czyli to TY TWORZYSZ. Tworzysz siebie i świat. Jesteś w swej mocy czy w swej niemocy?

    – Czy nasiliłaś swoją agresję? Agresja rodzi agresję.
    – Czy weszłaś w wojnę? Wojna rodzi wojnę.
    – Czy może nakarmiłaś ofiarę w sobie? Teraz jesteś jeszcze większą ofiarą.
    – Czy skontaktowałaś się z tym co w Tobie i przepracowałaś? Uzdrowiłaś? Wysłałaś miłość, wybaczenie, wdzięczność?

    I jeszcze dla wyjaśnienia tak króciutko. Agresja jest dobra, jeśli pozostaje na poziomie uczuć, jeśli zaś przeradza się w emocje i jest skierowana na zewnątrz wobec kogoś trzeciego/stworzonego iluzorycznego wroga, zaczyna tworzyć świat. Emocje wyzwalają wielkie ładunki energii i zasilają to, gdzie je skierujesz. Paradoksalnie Twojego wroga.

    Wszystko czego dotknęłaś w tym temacie i im podobnym (wirus, maseczki itp) jest Twoje. I Twoje są konsekwencje. I odpowiedzialność.

    DLACZEGO NEGUJESZ ŚMIERĆ?

    Śmierć jest nieodłączną częścią życia w kole życia.
    Życie – Śmierć – Życie – Śmierć….

    Na poziomie wyższego postrzegania świata wszystko dzieje się dobrze. Nie ma dualizmu, nie ma dobra i zła. Wiem, że z poziomu logiki czysto ludzkiej nie ma to sensu, ale logika boska/duchowa jest niepojęta przez ludzki rozum.

    Jeśli dusza potrzebuje i postanowi doświadczyć aborcji (zarówno jako rodzic jak i dziecko) to nic jej w tym nie przeszkodzi. Żadne prawo, zakazy, nakazy. Więc po co ta cała szopka?

    Ano po to, aby skierować Waszą świadomość na zewnątrz. Aby wykorzystać Wasze emocje do zasilenia silniejszej strony. Aby osłabić Was dla kontroli i manipulacji. Wszak tylko nieświadomą istotą można manipulować. Jeśli chcecie pozostawajcie dalej w nieświadomości, ale piszę ten post po to, abyście/abyśmy się przebudziły. A jeszcze do tego zasilą Was strachem i mają stuprocentowego, idealnie działającego biorobota.

    Widziałam wczoraj fragment wypowiedzi kobiety, która w bólu i trosce w imieniu nienarodzonych dzieci i w hołdzie życiu (nie śmierci) mówiła jak nie je mięsa i w taki sposób hołduje życiu i jest przeciwko śmierci i w taki oto sposób może wspomóc dzisiejszą sytuację.

    A teraz jaka jest PRAWDA? Co kryje się pod spodem? Kobieta owa jest w mentalności ofiary, robi z siebie ofiarę (nieświadomie), żeby zyskać energię, którą traci, bo program ofiary jest bardzo energochłonny. Ofiara zwykle ma wiele emocji, które bardzo osłabiają (nie mylić z uczuciami, które nadają wartość i koloryt życiu). Podpięta pod ideologię niejedzenia mięsa czuje się lepsza od innych, którzy to mięso jedzą. Na poziomie głębokim nie ma to nic wspólnego z wspomaganiem zaistniałej sytuacji, a jedynie jest oznaką nieświadomego zachowania, które ma na celu zakamuflować prawdę w sobie oraz rozgrzeszyć siebie. Nieświadome programy czynią nas marionetkami. Jesteśmy w ich władaniu. I nie dość, że podpinamy się p[od egregory myśli silniejszej strony, to na dodatek jesteśmy we władaniu naszych podświadomych programów.

    * Osoba świadoma wie, że jedni jedzą mięso, a inni nie. I nie zajmuje się tym tematem, nie mówi o tym i nie wykorzystuje go do tego, aby lepiej się poczuć, a tak naprawdę do tego, aby nie poczuć tego co głęboko wewnątrz niej. Niektórzy nawet muszą jeść mięso, tak jak muszą mieć ejakulację na zewnątrz, bo ich ciało fizyczne nie wytrzymałoby i nastąpiłaby degradacja. To jest wynikiem poziomu świadomości i póki się nie zwiększy, to mózg/organizm broni się przed degradacją i robi najlepiej jak na ten moment jest w stanie, aby zachować ciało w dobrej kondycji.
    * Osoba świadoma wie, że wszystko dzieję się dobrze, że życie jest “dobre” i śmierć jest “dobra”. Że to jedno i to samo. Gdyby nie było śmierci, nie byłoby życia. Jedno bez drugiego nie może istnieć.
    *Osoba świadoma nie ocenia matki i dziecka, których dusze umówiły się, aby doświadczyć programu aborcji.
    *Osoba świadoma wie, że często to co na zewnątrz zupełnie inaczej wygląda na poziomie energii i prawdy. Czasem wręcz odwrotnie aniżeli mogłoby się wydawać, o czym traktuje poniższa przypowieść, którą polecam przeczytać.
    ********************************************************************

    – Czy ja umarłem? – zapytał człowiek.
    – Tak. – skinął głową Kronikarz, nie odrywając oczu od wielkiej księgi. – Umarłeś. Niewątpliwie.
    Człowiek niepewnie przesunął się nieco do przodu.
    – I co teraz?
    Kronikarz spojrzał na człowieka i ponownie zajął się studiowaniem księgi.
    – Teraz musisz iść tam – powiedział, wskazując palcem niepozorne drzwi. – Albo tam – palec Kronikarza zwrócił się w stronę innych, identycznych, drzwi.
    – A co tam jest? – zainteresował się człowiek.
    – Piekło – odpowiedział Kronikarz. – Albo raj. Zależnie od okoliczności.
    Człowiek stał i patrzył raz na jedne drzwi, raz na drugie, nie mogąc się zdecydować
    – A ja dokąd mam iść?
    – To ty sam nie wiesz? – Kronikarz uniósł brew.
    – No… – zawahał się człowiek. – Nie wiem. Chyba tam, gdzie mnie skierujecie, zgodnie z moimi czynami…
    – Uhm. – Kronikarz włożył do księgi zakładkę i po raz pierwszy dokładnie przyjrzał się człowiekowi. – Czynami, powiadasz…
    – No bo jak inaczej?
    – Dobrze – Kronikarz otworzył księgę na pierwszych stronach i zaczął czytać nagłos. – Tu jest napisane, że w wieku dwunastu lat przeprowadziłeś staruszkę przez jezdnię. To prawda?
    – Prawda – potaknął człowiek.
    – To dobry uczynek czy zły?
    – Dobry!
    – Zaraz sprawdzimy… – Kronikarz przerzucił stronę. – Pięć minut później ta staruszka wpadła pod tramwaj na następnej ulicy. Gdybyś jej nie pomógł, to minęłaby się z tramwajem i żyła by jeszcze jakieś 10 lat. Więc?
    Człowiek słuchał z przerażeniem.
    – Albo tutaj – Kronikarz otworzył księgę na kolejnej stronie – w wieku dwudziestu trzech lat wraz z kolegami pobiliście kilku chłopaków.
    – To oni zaczęli!
    – Ja mam tu napisane co innego – zaprotestował Kronikarz. – Tak czy inaczej, złamałeś siedemnastolatkowi dwa palce i nos. Za nic. To dobrze czy źle?
    Człowiek milczał.
    – W wyniku czego chłopak nie mógł już grać na skrzypcach, a zapowiadał się całkiem dobrze. Zniszczyłeś mu karierę.
    – Niechcący… – wyszeptał człowiek.
    – No jasne – przytaknął Kronikarz. – Szczerze mówiąc, chłopak nienawidził tej gry na skrzypcach od dziecka. Po waszej bójce zajął się sztukami walki, żeby umieć się bronić, a po latach został mistrzem świata. Kontynuujemy?
    Człowiek skinął głową.
    – Uwiodłeś dziewczynę. Zaszła z tobą w ciążę, a ty uciekłeś. To było dobre czy złe?
    – Ale…
    – Urodził się chłopczyk. Został chirurgiem i uratował życie setek ludzi. Dobrze czy źle?
    – Chyba dobrze…
    – Wśród uratowanych osób był zabójca-psychopata. Dobrze czy źle?
    – Przecież…
    – Ten zabójca wkrótce udusi kobietę, która mogła zostać matką wielkiego naukowca. Dobrze? Źle?
    – Ja…
    – Naukowiec, gdyby się urodził, skonstruowałby bombę, mogącą unicestwić połowę kontynentu. Źle? Czy dobrze?
    – Ale ja przecież nie mogłem tego wiedzieć! – krzyknął człowiek.
    – No jasne – przytaknął Kronikarz. – Albo tutaj, strona 272 – nadepnąłeś na motylka!
    – I co z tego?
    Kronikarz w milczeniu przewrócił kilka kartek i pokazał człowiekowi zapisaną stronę.
    Człowiek przeczytał i włosy stanęły mu dęba na głowie.
    – Co za koszmar… – wyszeptał.
    – A gdybyś nie rozdeptał motylka, to byłoby tak – Kronikarz wskazał kolejną stronę.
    Człowiek spojrzał i zamarł.
    – Wygląda na to, że uratowałem świat?
    – Tak. Cztery razy – powiedział Kronikarz. – Kiedy nadepnąłeś na motyla, kiedy popchnąłeś staruszka, kiedy zdradziłeś przyjaciela i kiedy ukradłeś babci portmonetkę. Za każdym razem zapobiegłeś katastrofie, ocaliłeś miliony ludzi.
    – A… – człowiek zaczął się jąkać. – A do tej katastrofy to ja też się przyłożyłem…?
    – Tak, ty, bez wątpienia. Dwa razy. Kiedy nakarmiłeś głodnego kociaka i kiedy uratowałeś tonącą kobietę.
    Pod człowiekiem ugięły się nogi.
    – Nic nie rozumiem – powiedział kompletnie zbity z tropu. – Wszystko, co zrobiłem w życiu… wszystko, z czego byłem dumny i czego się wstydziłem… wszystko odwrotnie, do góry nogami, na lewą stronę… nic nie jest tym, czym się wydaje…
    – Dlatego właśnie nie możemy w żaden sposób sądzić cię według czynów – powiedział Kronikarz. – Tylko według intencji… ale w tym zakresie sam sobie jesteś sędzią.
    Kronikarz zamknął księgę i odstawił ją na regał, między inne księgi.
    – Więc jak się zdecydujesz, dokąd iść, to wejdziesz w te drzwi, które wybierzesz. A ja muszę już iść, mam masę pracy.
    Człowiek podniósł głowę i spojrzał na Kronikarza.
    – Ale ja nie wiem które drzwi są do piekła, a które do raju.
    – A to już zależy od tego, co wybierzesz. – odpowiedział Kronikarz.
    ************************************************************
    Reasumując: TU NIE CHODZI O ABORCJĘ, NIE CHODZI O WIRUS, NIE CHODZI O MASECZKI.
    Chodzi o kolejną wojnę, która bazuje na nieświadomych reakcjach i emocjach. Chodzi o ENERGIĘ. Wojna energetyczna, która rozpoczyna się już w Waszych domach. Jeśli uprawiacie seks Nr 1 ta wojna jest. Jeśli jest w domach kobiet, jest i na świecie.

    Zachęcam zatem Was Kobiety do głębokich wglądów, do pracy w sobie, ze sobą, zamiast przeżywać na zewnątrz to, co same stworzyłyście/stworzyłyśmy – bo ja też biorę za to odpowiedzialność. Do docierania do prawdy i praprzyczyny, zamiast nieświadomego podpinania się pod programy swojej pamięci komórkowej i nieświadomego działania oraz pod egregory myśli silniejszej strony.

    I zapraszam na swoje warsztaty, gdzie pracujemy z energią seksualną, gdzie dojrzewamy do prawdy, zyskujemy mądrość i moc dla siebie, rodziny, rodów i Mateczki Ziemi. Link do mojej strony, zachęcam do poczytania: https://metamorphosis.gs/

    Pozostaję w służbie, prawdzie, miłości i pokorze, Małgosia 🤍❤️🖤

  • Osąd – białe czy czarne?

    Osąd – białe czy czarne?

    Od lat mało mówiłam o tym, gdyż ludzie mnie nie rozumieli. Nawet najbliżsi. Gdy mówiłam, próbowali wpędzać mnie wręcz w poczucie winy. Że to jestem bezduszna, bez serca itp.

    A ja czułam, głęboko, że KAŻDA SYTUACJA/WYDARZENIE jest po coś i jest “DOBRE”. Piszę w cudzysłowie, gdyż na poziomie duszy nie ma dobrego i złego. Nasza ludzka etyka i zasady moralne nie mają nic wspólnego z etyką duszy.

    ——————————————————————————-

    Zawsze miałam takie poczucie, że nie mnie oceniać, co jest “dobre” a co “złe”. To nie moja rola. A poza tym wszystko dzieje się dobrze. Na poziomie duszy wszystko, co się dzieje jest uzgodnione i jest na to pełna zgoda i przyzwolenie, więc po co się wtrącać w umowę dusz. Piszę tu o przypadku “kat” i “ofiara”. Kiedyś mój znajomy powiedział, że najbardziej idealny związek to związek kat-ofiara, gdyż kat szuka ofiary, a ofiara kata. I zawsze siebie znajdą i trafią, jak to się mówi, swój na swego. 

    Co innego, jak ofiara nie chce być już ofiarą i coś z tym robi. Wtedy często szuka pomocy, wsparcia i wówczas można jej pomóc, ale nigdy bez jej zgody. 

    Inny temat to też taki, że ofiara jest katem, a kat ofiarą. W duchowości nie ma logiki rozumu. Tam są inne prawa. I dużo paradoksów – na ludzki rozum. Ofiara będąc w roli ofiary potrzebuje dużo energii z zewnątrz, więc będzie szukać jej, poprzez użalanie się, wciąganie w wyjaśnianie spraw, stosunków. I świadomość tego pozwala się uchronić, no chyba, że mamy coś do przerobienia w tym temacie i musimy wejść w ten schemat, razem z ofiarą. 

    W każdym razie ZAWSZE CHODZI O TO, ŻEBY WYBACZAĆ i KOCHAĆ. To dwa cele ŻYCIA. Nie ma innych. 

    I o tym traktuje książka i film Chata, które bardzo polecam przeczytać i obejrzeć: https://m.cda.pl/video/3373405c6?fbclid=IwAR3CZXd8rzwkZjozugRvorKUE9aiBfourpA2qvl-g6DerUzBz_TWd-T_IJs

    I żeby nauczyć się kochać i wybaczać czasem musimy wejść w schemat kat-ofiara, bo przecież nie sztuka kochać i nie ma czego wybaczać tym, którzy nas kochają. Nauczyć się tej sztuki można jedynie poprzez tak zwane “zło”. Czyli wszystko to, co po ludzku się osądza i mówi, że to złe jest. A to wszystko po to, żeby nas nauczyć dwóch podstawowych celów Życia. KOCHAĆ I WYBACZAĆ.

    ——————————————————————————

    Wiele razy w rodzinie mojej dochodziło do dyskusji o politykach czy innych zdarzeniach ze świata, że ktoś kogoś skrzywdził. 

    Co dzieje się na poziomie energii przy takich dyskusjach. Osoby oceniające tracą energię, oddają ją w kierunku osądzanych – to pierwsza rzecz. A druga to taka, że wchodząc w rolę Boga, krzywdzą Siebie i swoje Rodziny i Rody. Nic bowiem nie rozpływa się w eterze. Jeśli osoba nie przerobi tematu (a osądzi, wtrąci się lub pomoże bez zgody), idzie to w Ród: na dzieci, wnuki itd., aż któryś z nich tak dostanie w kość w danym temacie, że musi coś z tym zrobić. Nie ma wyjścia. Ale wtedy jest już bardzo ciężko. 

    Jeśli coś oceniamy, znaczy, że nas poruszyło, a to znaczy, że nas dotyczy. Że to temat do przerobienia dla nas, a nie do osądu. Osądzając chcemy pokazać sobie, że jesteśmy lepsi od osądzanych. Przez to chcemy ukryć przed sobą, że to nas dotyczy. Im bardzie zagorzałe osądy, tym bardziej panicznie chcemy ukryć przed sobą. 

    Jeśli pomożemy komuś bez zgody powodujemy, że odbieramy osobie i jej rodowi przepracowanie sprawy, odbieramy karmę rodu i jednocześnie bierzemy tę karmę na swój ród. Jest to niekorzystne dla obu stron. 

    ——————————————————————————-

    Zatem, jeśli ktoś kogoś zabije, zgwałci, okradnie, pobije, skrzywdzi, znaczy, że tak ma być. Dusze się na to umówiły. Żeby nauczyć się WYBACZAĆ. Co nie oznacza, że jak ofiara chce świadomie wyjść z roli i poprosi nas o pomoc, mamy stać w bezruchu. Nie oznacza to też tego, że jeśli tak się stało, możemy to osądzać. Możemy coś zrobić, zadziałać, ale ważna jest intencja z jaką to robimy oraz przyzwolenie ofiary. 

    Czy robimy po to, aby podświadomie siebie wybielić, pokazać jacy my dobrzy, lepsi jesteśmy? 

    Czy, aby nie czuć, że rola kata jest w nas?

    ——————————————————————————-

    W każdym razie najlepiej jest robić swoje, patrzeć na siebie i swoje INTENCJE. Nie CZYNY, a INTENCJE.

    A o tym pięknie traktuje ta przypowieść:

    “– Czy ja umarłem? – zapytał człowiek.

    – Tak. – skinął głową Kronikarz, nie odrywając oczu od wielkiej księgi. – Umarłeś. Niewątpliwie.

    Człowiek niepewnie przesunął się nieco do przodu.

    – I co teraz?

    Kronikarz spojrzał na człowieka i ponownie zajął się studiowaniem księgi.

    – Teraz musisz iść tam – powiedział, wskazując palcem niepozorne drzwi. – Albo tam – palec Kronikarza zwrócił się w stronę innych, identycznych, drzwi.

    – A co tam jest? – zainteresował się człowiek.

    – Piekło – odpowiedział Kronikarz. – Albo raj. Zależnie od okoliczności.

    Człowiek stał i patrzył raz na jedne drzwi, raz na drugie, nie mogąc się zdecydować

    – A ja dokąd mam iść?

    – To ty sam nie wiesz? – Kronikarz uniósł brew.

    – No… – zawahał się człowiek. – Nie wiem. Chyba tam, gdzie mnie skierujecie, zgodnie z moimi czynami…

    – Uhm. – Kronikarz włożył do księgi zakładkę i po raz pierwszy dokładnie przyjrzał się człowiekowi. – Czynami, powiadasz…

    – No bo jak inaczej?

    – Dobrze – Kronikarz otworzył księgę na pierwszych stronach i zaczął czytać nagłos. – Tu jest napisane, że w wieku dwunastu lat przeprowadziłeś staruszkę przez jezdnię. To prawda?

    – Prawda – potaknął człowiek.

    – To dobry uczynek czy zły?

    – Dobry!

    – Zaraz sprawdzimy… – Kronikarz przerzucił stronę. – Pięć minut później ta staruszka wpadła pod tramwaj na następnej ulicy. Gdybyś jej nie pomógł, to minęłaby się z tramwajem i żyła by jeszcze jakieś 10 lat. Więc?

    Człowiek słuchał z przerażeniem.

    – Albo tutaj – Kronikarz otworzył księgę na kolejnej stronie – w wieku dwudziestu trzech lat wraz z kolegami pobiliście kilku chłopaków.

    – To oni zaczęli!

    – Ja mam tu napisane co innego – zaprotestował Kronikarz. – Tak czy inaczej, złamałeś siedemnastolatkowi dwa palce i nos. Za nic. To dobrze czy źle?

    Człowiek milczał.

    – W wyniku czego chłopak nie mógł już grać na skrzypcach, a zapowiadał się całkiem dobrze. Zniszczyłeś mu karierę.

    – Niechcący… – wyszeptał człowiek.

    – No jasne – przytaknął Kronikarz. – Szczerze mówiąc, chłopak nienawidził tej gry na skrzypcach od dziecka. Po waszej bójce został zajął się sztukami walki, żeby umieć się bronić, a po latach został mistrzem świata. Kontynuujemy?

    Człowiek skinął głową.

    – Uwiodłeś dziewczynę. Zaszła z tobą w ciążę, a ty uciekłeś. To było dobre czy złe?

    – Ale…

    – Urodził się chłopczyk. Został chirurgiem i uratował życie setek ludzi. Dobrze czy źle?

    – Chyba dobrze…

    – Wśród uratowanych osób był zabójca-psychopata. Dobrze czy źle?

    – Przecież…

    – Ten zabójca wkrótce udusi kobietę, która mogła zostać matką wielkiego naukowca. Dobrze? Źle?

    – Ja…

    – Naukowiec, gdyby się urodził, skonstruowałby bombę, mogącą unicestwić połowę kontynentu. Źle? Czy dobrze?

    – Ale ja przecież nie mogłem tego wiedzieć! – krzyknął człowiek.

    – No jasne – przytaknął Kronikarz. – Albo tutaj, strona 272 – nadepnąłeś na motylka!

    – I co z tego?

    Kronikarz w milczeniu przewrócił kilka kartek i pokazał człowiekowi zapisaną stronę.

    Człowiek przeczytał i włosy stanęły mu dęba na głowie.

    – Co za koszmar… – wyszeptał.

    – A gdybyś nie rozdeptał motylka, to byłoby tak – Kronikarz wskazał kolejną stronę.

    Człowiek spojrzał i zamarł.

    – Wygląda na to, że uratowałem świat?

    – Tak. Cztery razy – powiedział Kronikarz. – Kiedy nadepnąłeś na motyla, kiedy popchnąłeś staruszka, kiedy zdradziłeś przyjaciela i kiedy ukradłeś babci portmonetkę. Za każdym razem zapobiegłeś katastrofie, ocaliłeś miliony ludzi.

    – A… – człowiek zaczął się jąkać. – A do tej katastrofy to ja też się przyłożyłem…?

    – Tak, ty, bez wątpienia. Dwa razy. Kiedy nakarmiłeś głodnego kociaka i kiedy uratowałeś tonącą kobietę.

    Pod człowiekiem ugięły się nogi.

    – Nic nie rozumiem – powiedział kompletnie zbity z tropu. – Wszystko, co zrobiłem w życiu… wszystko, z czego byłem dumny i czego się wstydziłem… wszystko odwrotnie, do góry nogami, na lewą stronę… nic nie jest tym, czym się wydaje…

    – Dlatego właśnie nie możemy w żaden sposób sądzić cię według czynów – powiedział Kronikarz. – Tylko według intencji… ale w tym zakresie sam sobie jesteś sędzią.

    Kronikarz zamknął księgę i odstawił ją na regał, między inne księgi.

    – Więc jak się zdecydujesz, dokąd iść, to wejdziesz w te drzwi, które wybierzesz. A ja muszę już iść, mam masę pracy.

    Człowiek podniósł głowę i spojrzał na Kronikarza.

    – Ale ja nie wiem które drzwi są do piekła, a które do raju.

    – A to już zależy od tego, co wybierzesz. – odpowiedział Kronikarz.”

    Kobieto jeśli dobrnęłaś do końca 🙂 i post coś Ci rozjaśnił, pomógł w jakiś sposób czy spodobał się zwyczajnie, proszę udostępnij innym Kobietom. 

    —————————————————————————–

    Pozdrawiam Was bez osądu, Małgosia <3

    Jeśli ktoś osądza, też nie osądzam. Daję przestrzeń i wolność. Czasem coś powiem, żeby uświadomić, ale bez osądu i bez emocji. Jeśli zaskoczy ok, jeśli nie zaskoczy też ok. A w konsekwencji to wszystko i tak lekcja dla mnie.

  • Równowaga energii i obfitości

    Równowaga energii i obfitości

    Kiedyś, jeszcze za czasów korporacyjnych, na wykładach przytaczałam teorię Roberta Kiyosakiego – Kwadrant przepływu pieniędzy. 

    Reasumując tę teorię wychodziło, że na świecie jest 95% ludzi, którzy posiadają 5% majątku świata oraz 5% ludzi, którzy posiadają 95% majątku świata. 

    Niektórzy powiadają, że obecnie jest nawet 99% do 1%. Wiele lat temu w NY młodzi ludzie wyszli na ulice i krzyczeli: 

    “We are ninety-nine”.

    Ale czyja to zasługa? Dlaczego tak jest?

    Ten tekst poniżej wspaniale opisuje ten proces po względem energii. Równowaga musi być. Nie ma inaczej. Natura dąży zawsze do równowagi.

    WNIOSEK: Im więcej ludzi będzie myślało o biedzie i niedostatku, tym mniej ludzi będzie posiadało owe bogactwo. Jednak u tej mniejszości obfitość będzie się przelewała. Wszak gdzieś energia dostatku musi się upchać. A nie ma gdzie, nie ma miejsca. Idzie więc wszystkimi możliwymi kanałami do tych, którzy się na nią otworzą. Będzie wręcz ich zalewać, osaczać, bo gdzieś musi się podziać. 

    I potem tak się zastanawiamy: Dlaczego niektórzy mają wszystko i to bez wysiłku. Po prostu urodzeni pod szczęśliwą gwiazdą – mawia się. A oni po prostu dają szansę tej energii. 

    Wyobrażacie sobie jaki ogrom obfitości muszą Ci nieliczni (5%) przyjąć!!! To dopiero wyczyn. Haha.

    Życzę Sobie i nam wszystkim, abyśmy w obfitości kąpali się co dzień. I tej w zdrowiu, i tej w relacjach, i miłości i w obfitości pieniądza, dostatku.

    Pozdrawiam pławiąc się w energii obfitości, czując ją do kości, Małgosia <3

    A oto ten tekst:

    ———————————————————————————–

    “Gdy powstał Wszechświat, zostało przewidziane wszystko: ilość atomów i molekuł, moc energetycznych zasobów, możliwy wzrost zaludnienia, grzechy i fluktuacja…

    – Każdy człowiek otrzyma taką samą Energię Dostatku, – zdecydował Stwórca. – To będzie sprawiedliwe! Przecież nie skrzywdzę żadnego człowieka! Stworzę niewyczerpalne Źródło Dostatku i powołam Bank Wszechświata, w którym automatycznie zostanie otwarty rachunek dla każdego noworodka. Zanim człowiek stanie się pełnoletni – otrzyma już niezły kapitał z oprocentowania wkładu. Prócz tego, każdy może przez całe swoje życie czynić dobro i zasilać swoje konto. W tym celu daję ludziom wolną wolę. Niech robią co chcą: zasilają konto lub korzystają z procentów. Jednym słowem – darowuję ludziom bogactwo! Koniec, idę odpocząć, o ludzkość jestem już spokojny!

    – Stwórca przekazał sprawy swoim zarządcom i pomocnikom i udał się na odpoczynek, a następnie zajął się tworzeniem innych wszechświatów. Minęło sporo czasu, zanim zdecydował się spojrzeć na swój poprzedni eksperyment.

    Na Ziemi kwitło życie i rozwijała się cywilizacja. Początkowo Stwórca był nawet zadowolony, ale potem przyjrzał się bardziej…

    – Co za cholera? Przecież stworzyłem ich świat w taki sposób, żeby każdy z nich żył w takim samem dostatku! Dlaczego jedni żyją w nędzy, a inni pławią się w luksusach? Kto jest odpowiedzialny za to niedopatrzenie???

    – Jakie niedopatrzenie!.. – spytał skonfundowany Archanioł Zarządca. – Pilnujemy Źródła, nie dopuszczamy do żadnych przecieków energii, zasilanie stale na tym samym poziomie, awarii żadnej nie było! Ale redystrybucja środków to już nie nasza sprawa, ludzie dostali wolną wolę i sami decydują!

    – Ale jak to się mogło stać?

    – Po prostu. Wielu ludzi zapomniało o swoim wkładzie na konto i przez całe życie nie skorzystali nawet z procentów od kapitału. Powiem więcej – wielu ludzi uznało, że bieda i niedostatek to zaleta, że to jest dobre i należy nędzę popierać. Zaś bogactwo to bezwstydność, źle, tępić. Musieliśmy oddać nagromadzone środki tym, którzy zechcieli wziąć, bo nam się cała równowaga światowa zburzyła! Energia Dostatku jest niewyczerpalna, nie mamy gdzie lokować nadwyżek, a Bank Wszechświata pęka w szwach…

    – Rozumiem… – zdumiał się Stwórca. – Równowaga… No cóż, nic nie poradzę, trzeba ją utrzymać.Mnie to jest akurat wszystko jedno czy oni są bogaci, czy biedni, ale chciałoby się, żeby doszli do jakiejś harmonii… I żeby wszyscy byli bogaci… Wiecie co? Zapalcie może każdemu jakieś światełko wiedzy, żeby każdy mógł, w razie czego, znaleźć i poznać własne prawa.

    Teraz każdy człowiek może spojrzeć w gwiazdy i przypomnieć sobie, że otrzymał takie same możliwości, że Wszechświat jest wypełniony różnymi cudami, a do dyspozycji każdy ma niewyczerpalne Źródło Dostatku, z którego może brać tyle, ile pozwoli sobie wziąć.”

    Elfika – Irina Siemina.

    Tłumaczenie Inga Zawadzka

    ———————————————————————————————————–

    Jeśli tekst przemówił do Ciebie i chcesz, aby poszedł dalej w świat, udostępnij proszę.

  • Życie to teatr!

    Życie to teatr!

    Ostatnio rozkoszuję się TEATREM ŻYCIA i nie mogę wyjść z tej bajki, matrixu, ułudy czy jak tam zwał :-).

    Pewnie znacie te uczucie kiedy to, co wiedzieliście od 20-30 lat, nagle staje się częścią Nas. Ja to nazywam olśnieniem. Czyli przejście z umysłu do ciała, do trzewi, do głębi nas, do podświadomości.

    W końcu poczułam do kości, że jestem AKTORKĄ W TEATRZE ŻYCIA. 

    I wiecie co czuję się z tym świetnie. Choć na samym początku doznałam chwilowego załamania i paniki. Jakbym straciła osobowość. Nie wiedziałam kim jestem przez chwilę i przestraszyłam się. Nerwowo zaczęłam poszukiwać KIM JESTEM i bardzo chciałam wiedzieć to już i teraz.

    Ale teraz wiem, że nie chodzi o to, żeby nagle zobaczyć KIM JESTEM. Mam na to całe życie. Przyszła nawet taka myśl – że jak już odkryję to, to trza się pakować z matrixu – tam skąd przyszłam. 

    Ale jakoś na razie nie śpieszy mi się aż tak bardzo hahahha.

    Więc postanowiłam grać te role. I wiecie co bawię się jak małe dziecko. Po prostu stwarzam TU I TERAZ. Skoro to Ja jestem aktorem, scenarzystą i reżyserem to w sumie czemu mam nie korzystać ile wlezie :-).

    I moja wyobraźnia, fantazja mają w końcu wielkie pole do popisu. Mogę być w KRAINIE CUDÓW. Mogę być królewną, rusałką, kwiatem, ziemią, babą jagą, czerwonym kapturkiem. Kurde czym tylko zechcę.

    I wiecie co ZAJEBIŚCIE jest :-).

    Jak zauważam, że w teatrze zaczyna być odgrywana tragedia jakaś albo dramat, to natychmiast to zauważam i nie tyle, że natychmiast zmieniam, bo to też nie o to chodzi. Czasem trzeba przeżyć, głęboko odczuć CIEŃ, wejść w niego i przepuścić go przez Siebie. Wtedy jestem (dokładnie w tym czasie jednocześnie) w tym i poza tym. I dzięki temu nie utożsamiam się z cieniem. Nie wchodzę w mentalność ofiary.

    To jest taka PRZEDNIA ZABAWA, kurde hahaha.

    NAPRAWDĘ 

    A na dodatek daje mnóstwo siły i energii. Okazuje się, że życie w matriksie BEZ ŚWIADOMOŚCI pochłania mnóstwo naszej energii życiowej. Jakby coś nas wsysało i wysysało z nas jednocześnie. A potem wypluwało ILUZJĘ NAS.

    Warto więc wyszkolić się w ŚWIADOMYM AKTORSTWIE i korzystać z teatru, ile wlezie dla Siebie i dla swojej Rodziny.

    Na razie jeszcze nie wiem czy to Ja czy to nie Ja, ale dobrze się bawię na tę chwilę. Wiem natomiast, że to kim byłam dotychczas – to na pewno nie była prawda o Mnie. To było raczej moje ego, moje wyobrażenie o Sobie i nieświadoma gra aktorska oraz wiele, wiele masek nałożonych, aby przykryć wszelkie niedoskonałości. 

    * I naprawdę odzyskałam mnóstwo SIŁY i też WIARY W SIEBIE. I nie potrzebuję już tyle akceptacji z zewnątrz.

    * I tak jakoś odważniej mówię, co myślę, bez chęci przypodobania się komuś czy nie urażenia go – jak bywało wcześniej. Przyszła do mnie taka pewność, że jeśli mówię, co czuję jest to dużo lepsze dla mnie i świata, nawet jeśli na dany moment jest trudnej. I nie mam wyrzutów sumienia z tego powodu.

    * I ostatnio zauważyłam, że mam większą potrzebę, niż dotychczas uziemiania się. Najpierw w okresie paniki myślałam, że to po to, żeby nie zwariować od utraty “osobowości”. To też pewnie na tamten moment – tak ratowałam swą psychikę. Ale teraz mam poczucie, że to też dla RÓWNOWAGI i HARMONII, żeby nie odlecieć za bardzo z tymi rusałkami i krasnalami, królowymi śniegu itp. Bardzo cieszy mnie ten fakt, gdyż zaczęłam kontaktować się z mamą, z rodziną i dobrze mi z tym :-).

    Z ogromną Wdzięcznością dla Tantra Radosnych Chwil w Szamańskim Teatrze Życia oraz Wędrówka Bohatera – warsztat szamański, bo to pokłosie moich ostatnich wędrówek do Modrej Rzeki Modra Rzeka Rodzinny Dom Twórczego Życia

    Małgosia <3 <3 <3

  • Teatr życia – anioł czy demon?

    Teatr życia – anioł czy demon?

    Ostatnio dotarło do mnie, głęboko, tak do kości, że wszystko wokół to ułuda. Jestem aktorką w teatrze życia. 

    Ale gdzie Ja?

    Gdzie Prawda?

    Owe określenie – teatr życia – usłyszałam dawno temu. Nawet posługiwałam się nim i myślałam, że rozumiem o co chodzi. Jednak dopiero teraz POCZUŁAM o co tak naprawdę kaman.

    Często powtarzałam Sobie i uczyłam studentów, kursantów, że warto bardziej być obserwatorem, aniżeli uczestnikiem. Wówczas można złapać dystans do Siebie i nie angażować się emocjonalnie. 

    Mówiłam, żeby wyobrażać sobie, że jesteśmy aktorami na scenie i gramy swoje role. Wtedy to był po prostu jeden ze sposobów na to, aby sobie ulżyć. Taka technika, manipulacja, żeby przechytrzyć Ego, żeby nie czuć tego, co dopływa i żeby było po prostu lżej żyć. 

    Teraz już WIEM na pewno, dotarło to do moich trzewi, do kości, że to nie jest tylko technika. Okazało się, że naprawdę gram w teatrze i naprawdę jestem aktorką. 

    To jak się ubieram, jakim autem jeżdżę, co myślę, co mówię, jak wyglądam – to tylko kolejne przebrania.

    Kim więc JESTEM?

    Aniołem?

    Demonem?

    A może Rusałką? Albo Syreną? Słowianką? Polką? A może obywatelką świata?

    Albo dzisiaj taka, a jutro taka? 

    Normalnie komedia hahaha. Czasem tragedia. A czasem bajka :-).

    Wszystko fajnie, ale to tylko granie kolejnych aktów, scen.

    Fajne to, bo właściwie to już niczym nie trzeba się przejmować. To tylko GRA. UŁUDA. Nic poważnego zatem. Nie muszę się przejmować, zamartwiać czy katować, że nie jestem wystarczająco doskonała, wystarczająco dobra, ładna czy jakaś tam jeszcze …… 

    AMEN

    Tylko jeszcze muszę załapać, POCZUĆ do końca KIM NAPRAWDĘ JESTEM :-). Poczuć Źródło. 

    Jak odnajdę, to napiszę Wam.

    A póki co do później,

    DOSKONAŁA AKTORKA Małgosia <3

  • Kraina cudów

    Kraina cudów

    “Zwykło się uważać za cud

    chodzenie po powierzchni wody

    czy unoszenie się w powietrzu

    ale myślę, że prawdziwym cudem

    jest chodzenie po ziemi.”

    /Thich Nhat Hanh

    Znalazłam ten tekst tak zwanym “przypadkiem” dzisiaj. Aż mnie zatkało. Bo to moja Kraina Cudów. Był fragmentem tekstu o pełni księżyca i zaćmieniu w Koziorożcu. A Ja właśnie koziorożcem jestem. To też nie może być zbieg okoliczności :-).

    Na warsztacie Wędrówka Bohatera oprócz tego, że spotkałam się ze swoim Demonem (cieniem) o którym napisałam co nieco w poprzednim poście, to byłam też Bohaterem oraz byłam w Krainie Cudów. 

    Moja Kraina Cudów nie miała zwykłego podłoża, znaczy ziemi, a podłożem była woda. Ja chodziłam po tej wodzie, jak Jezus, tak jakbym chodziła po ziemi. Kiedy chciałam to mogłam też latać. Mogłam być czymkolwiek zamarzyłam. Kwiatem, deszczem, słońcem, wiatrem, ptakiem, tygrysem ….. Wszystko wokół było wypełnione światłem i słońcem. Światło było wszędzie i wszystkim i we wszystkim, jakby przenikało świat, a świat przenikał światło. Kwiaty, ptaki i wszystko, co spotykałam żyło. Kwiatom pulsowało serce, uśmiechały się do mnie. I wszystko świeciło złotym światłem. I w ogóle wszystko się uśmiechało do mnie. 

    Ostatnio wciąż miewam takie zbiegi okoliczności. Cuda. 

    Idę na przykład do rzeki i myślę: co ten zachodni wiatr chce mi powiedzieć. Tak rzadko tutaj wieje. I jak nigdy sprawia mi wiele przyjemności. Czuję jak mnie obmywa, oczyszcza ta chłodna bryza. I zastanawiam się czemu nie denerwuje mnie, bo zwykle silne wiatry powodują, że czuję się podenerwowana. Tym razem czuję się błogo, wręcz czuję jak schodzą ze mnie kolejne i kolejne warstwy emocji oraz gęstych energii. 

    Następnego dnia … “całkiem przypadkiem” haha, siedząc w kawiarence podchodzi do mnie mężczyzna i zaczyna opowiadać, że nazywa się West Wind (zachodni wiatr) i przyjechał ze Stanów od Indian, gdzie mieszkał przez ostatnie 15 lat. I mówi, że kolekcjonuje pióra, a Ja znajduję kilka dni wcześniej przed drzwiami domu pióro czarnego bociana. I w ogóle to podszedł do mnie, bo wącham olejki Young Living, a On też ma te olejki. I w ogóle olejków tej firmy mało kto w Polsce używa i dlatego postanowił podejść do mnie.

    I tak ciągle mam. Wy też tak macie?

    JESTEM W KRAINIE CUDÓW. 

    CODZIENNIE. 

    KAŻDEGO DNIA.

    I nieważne co mnie spotyka. Czasem jest też ciężko. Napłyną emocje. Coś w ciele się zagnieździ. Czasem jest szybko, a czasem wolno. Czasem działam jak szalona, a czasem ogarnie mnie marazm i beznadzieja. Ale to jest MOJA KRAINA CUDÓW. Niepowtarzalna. I tylko Moja. Święta. 

    Pozdrawiam Was z Krainy Cudów, Małgosia <3