Ale ładny garnitur!

Po przeczytaniu tej oto opowieści przypomniałam sobie Siebie z lat korporacji. Kiedy byłam biznesłumen jeździłam pięknymi samochodami, miałam najdroższe ubrania i byłam pięknie opakowana. Ale coś uwierało. Bardzo dobitnie przekazuje to opowieść, którą znalazłam w Biegnącej z wilkami i tutaj ją przytaczam. Warto przeczytać. Ten tekst dociera bardzo głęboko i porusza duszę, “ustawia” mental i ego. 

Tak naprawdę teraz też mam wszystko, co mi trzeba, a właściwie jak się przyjrzałam, to nawet mam lepiej. Tylko, że wewnątrz już nie uwiera tak. A jak uwiera, to natychmiast kontaktuję się z tym i uwalniam. Kiedyś tego nie umiałam, bo nie kontaktowałam się z podświadomością. Wolałam widzieć tylko “miłość” i “radość”. Piszę to w cudzysłowiu, gdyż to była ułuda tylko. Wychowana na lekturze amerykańskich książek o pozytywnym myśleniu, zadbałam o zewnętrzną część Siebie i swojego życia. Jednocześnie skrywając i nie dopuszczając do Siebie programów z podświadomości, które często są brudne, śmierdzą i trzeba coś z tym zrobić. 

Tak oto Ja na zdjęciach w pięknym opakowaniu. I niby szczęśliwa, ale …. jednak …. Jak wspominam tamte czasy to widzę taką niedowartościowaną dziewczynkę, która musiała Sobie i światu udowadniać, że jest wystarczająco dobra. Stąd te sukcesy, pieniądze, piękne opakowanie. Poszukująca swej Mocy we władzy, pieniądzach i sukcesie. A Moc Kobiety jest przecież w jej Łonie i Sercu :-).

To nie oznacza, że sukcesy, pieniądze i piękne opakowanie są złe. Teraz też mam to wszystko, ale nie żyję dla sukcesów i pieniędzy. Cel jest inny. Zupełnie inny. Całkowicie inny.

Cel to życie, podążanie. Cel to dbanie o Siebie, o Rodzinę. Cel to dbanie o energię Kobiety. Cel to bycie Kobietą, Żoną, Matką. Cel to Istnienie i Radość z Istnienia. Cel to Miłość, Harmonia i Równowaga. Cel to doświadczanie Natury, Żywiołów. Dotykanie liści i kwiatów. Dreptanie boso po trawie w zachwycie codzienności. I tak dalej, i tak dalej. 

A sukcesy, pieniądze, obfitość i dobrobyt to jakby konsekwencja, skutek, coś wtórnego, coś co przychodzi w odpowiedzi na wewnętrzną obfitość. 

A teraz czas na opowieść:

“Pewien mężczyzna miał przymiarkę i szabo (krawca). Stając przed lustrem, zauważył, że kamizelka jest u dołu trochę nierówna. 

– Och – powiedział krawiec – nie ma się czym przejmować. Musi pan tylko przytrzymać krótszy koniec lewą ręką i nikt nie zauważy.

Kiedy klient zrobił, jak mu polecono, zauważył, że klapa marynarki odstaje, zamiast leżeć płasko.

– To? – zdziwił się krawiec. – To drobiazg. Niech pan przekręci trochę głowę i przytrzyma klapę podbródkiem.

Klient przystał na to i wtedy odczuł, że wewnętrzny szef w spodniach jest za ciasny i spodnie uwierają go w kroku.

– To też nic wielkiego – uznał krawiec. – Prawą ręką niech pan pociągnie za szew i wszystko będzie dobrze.

Klient się zgodził i zapłacił za ubranie. 

Następnego dnia włożył garnitur, nie zapominając o radach krawca. Kiedy kuśtykał po parku z brodą przyciśniętą do klapy, jedną ręką ciągnąc kamizelkę, a drugą – spodnie w kroku, dwóch staruszków przerwało grę w warcaby, by mu się przyjrzeć.

– M Isten, mój Boże – odezwał się jeden. – Spójrz na tego biednego kalekę!

Drugi człowiek podumał chwilę, a potem mruknął:

– Igen, rzeczywiście, ledwie idzie, ale wiesz …. zastanawiam się, gdzie on dostał taki piękny garnitur?”

Clarissa Pinkola Estes

Pozdrawiam z Miłością, Małgosia <3

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *