Tag: teatr życia

  • Czy ja zwariowałam?

    Czy ja zwariowałam?

    Zwariowałam?
    Takie oto wizje mają kobiety teraz już na warsztatach podstawowych. Ja osobiście swoje pierwsze spotkanie na jawie ze Źródłem, Pramatką, Początkiem, miałam podczas jednego z zaawansowanych rytuałów tantrycznych, a teraz jak widzicie wystarczy wejście w stan alfa, króciutka medytacja, aby kobiety osiągały takie stany.

    Pamiętam jak podczas mojej wizji przeleciałam przez nieskończoną ilość wcieleń, czasów, wersji, rzeczywistości, aż do Adama i Ewy, Praojca i Pramatki. Jest to taki stan świadomości, że po nim już nic nie jest takie samo. Wtedy zaczyna się inaczej widzieć, rozumieć, doświadczać. Inaczej to znaczy bez logiki ziemskiej, z zupełnie innego punktu. Zaczyna się pojmować wszystko inaczej, ludzi, zdarzenia, emanacje. Zanika lub zmniejsza się znacznie ocena, krytyka, oczekiwania, dążenia. Nabiera większego znaczenia doświadczanie chwili, ludzie wokół stają się ważni, przychodzi szacunek dla siebie, ludzi i świata, pokora i inne, niezgodne z regułami ziemskimi, współodczuwanie i pojmowanie wszystkiego.

    Oto przepiękny opis/wizja od jednej z kobiet z ostatnich warsztatów podstawowych z gimnastką słowiańską, mięśniami dna miednicy, oddechem i elementami tantry. Bardzo dziękuję za podzielenie się i możliwość udostępnienia dalej.

    “Małgosiu,
    chciałam Ci jeszcze raz bardzo podziękować za warsztat, nie przypuszczałam, że tak się to skończy – zacznie raczej dla mnie. Do ostatniego dnia myślałam, że fajnie, że korzystam, że włączę praktykę słowiańską w moją jogę bo dobrze mi się pracuje ale stało się dla mnie oczywiste, że weszłam na drogę z której nie mogę zejść, że sama nie udźwignę, potrzebuję przewodniczki. Chcę żebyś wiedziała co mnie spotkało ostatniego dnia bo mam wrażenie, że to jest związane jakoś z Twoim snem. Nie powiem, że to nie jest moje bo już jest, ale jest to trochę albo nawet mocno niepokojące dla mnie, nowe i duże, więc wrócę do Ciebie w czerwcu mam nadzieję i poproszę o dalszą pomoc. Poniżej zamieszczam to co spisałam po wyjeździe z Podlasia, najwierniej jak umiałam chociaż słowa to za mało.

    19 marca, trzeci dzień warsztatów Słowianka budzi się na Podlasiu. Na sam koniec po zaplataniu bransoletek, po rozdaniu kart rodowych, po mojej niezgodzie na „ciągle naprawianie” i przyjęcie odpowiedzialności za swoje powołanie, po przyznaniu ze nie jestem biała i puchata tylko z mroku idę do światła i to jest trudne, po rozmowie o córkach i śnie Małgosi, po dolnym świecie był… relaks. Gosia puściła muzykę, która „zataczała kręgi”, prowadziła medytację rozluźniająca ale ja nie szłam za nią bo… miałam wizję. Wyraźną namacalną silną, zatopiłam się w tym i popłynęłam:

    Byłam z córką na jakiejś pustej przestrzeni, trzymałam ją za rękę, stałyśmy trochę wyżej jakby na pagórku, górce? Poczułam połączenie z nią i też coś jeszcze … połączenie jakby z innymi, poczułam, że zapraszam, przywołałam moją mamę – bez słów- to było czucie, jakby działo się samo, ja to obserwowałam, ale wychodziło ze mnie. Moja mama przyszła, pojawiła się, przytuliłam ją do siebie, do nas, było między nami światło na wysokości serca, ona zgięła kolana i usiadła obok nas pod kolanami przytulając się, potem zaprosiłam babcię pierwszą i drugą, były obie i żywa i nieżywa, podeszły i zrobiły to samo, klękając wtuliły się w nas, potem siostry babć, potem zorientowałam się, że przecież muszę zaprosić też moją siostrę i że chyba powinna być przed mamą ale nie byłam pewna czy przed czy za, czy obok, ogólnie powstało małe zamieszanie i finalnie chyba weszła obok mnie, ją też utuliłam i zlała się z nami z tą dziwną tworząca się figurą ciał, kobiet z której wyrastałyśmy.

    Napływały ze spokojem ze wszystkich stron, znane i nieznane, żywe i nieżywe, przychodziły i dołączały, były ich legiony.

    Przyszła mama mojego partnera, jego siostra, napływały ciotki, kuzynki, koleżanki. W pewnym momencie przyszła mama byłego męża, ją też utuliłam i zaprosiłam, zlała się z innymi blisko mnie. Wszystko było skąpane w jasnym lekko żółtym świetle. Kobiet było tak dużo, że rozpościerały się aż po horyzont z każdej strony i wciąż dołączały, stapiały się tworząc tę niezwykłą piętę. Nie wiem czy to była muzyka Małgosi czy szepty tych kobiet, ale ja z tym dźwiękiem, który stał się jakby moim rykiem uniosłam córkę nad głowę, trzymając ją w dłoniach ułożonych w kielich. Wyniosłam ją z ogromną mocą i siłą prosto w niebo, jak ofiarowanie, jak moc, czułam siłę i to, że to jest następna z nas, że jest najwyżej, że to dar życia, że to dar rodu, kontynuacja, potęga i moc stworzona ze mnie i z nas.

    Wtedy nagle zobaczyłam tę scenę z góry. Byłam nad tym wszystkim, unosiłam się i widziałam siebie z córką wyniesioną w górę w kielichu z moich rąk, wyrastające z góry wtulonych w siebie, posklejanych, ułożonych warstwami jakby kobiet. Miałam skrzydła i byłam smokiem, patrzyłam w dół rozglądałam się napawałam widokiem i usłyszałam głos Gosi żeby pójść do ogrodu pod złoty i srebrny prysznic, żeby wejść do ogrodu pełnego kwiatów i iść pod ten prysznic, że to jest ważne… nie chciałam, wahałam się, bo musiałabym zostawić tę piękną i przyjemną dla mnie scenę, rozstać się z nimi, ale ona powtarzała to tak, że stwierdziłam, że trudno, że wyjdę z tego stanu. Wzięłam młodą i znalazłyśmy się same na zielonej soczystej trawie, dałam jej do zabawy kwiaty lotosu i jaśminu i poszłam pod prysznic, który był pod pergolą z kwiatów. Gosia mówiła coś o srebrzystej i złotej wodzie, byłam naga i nie poczułam tego ale wiem, że mnie obmyło i wtedy z kobiety znów stałam się zwierzęciem. Uniosłam się z mocą do góry, byłam wielka potężna i … złota. CAŁA ZŁOTA, złote skrzydła, złote pazury, złoty ogon, pysk… wszystko miałam złote, tylko oczy zostały moje niebieskie. Widziałam moją córkę, zabrałam ją uniosłam wysoko w górę i wydałam tak potężny ryk… Znowu zobaczyłam całą scenę skąpaną w jasnym żółtym świetle. Górę łagodnie rozszerzającą się na boki i w przestrzeń. Wciąż napływające kobiety, dołączające, oblepiające, stapiające się ze sobą zastępy. Ja z córką na szczycie, przytulone do piersi a nad tym wszystkim ogromny wciąż się rozrastający, zawieszony, falujący jak jakiś motyl, potężny złoty smok. Smoczyca wydała ryk i wypuściła dookoła potężny ogień jakby zamykający wszystko w kole. To był ryk radości i triumfu, to było jak zwycięstwo, jakaś potężna siła, to było jak wyzwolenie, jak wyswobodzenie – widziałam to z boku, ale jednocześnie czułam i byłam tą mną na dole z przytuloną córką i byłam smoczycą. Powiększałam się i falowałam, rozpościerałam, ryczałam i zionęłam ogniem w górę i na boki triumfując – byłam Lilith i tysiącami innych imion. Byłam nią w tym momencie, pierwotną, łącząca, potężną i wolną. Złotą, błyszcząca, uwolnioną, oswobodzoną, falująca obejmującą PRAMATKĄ w pełni mocy, opiekunką strażniczką. Czułam, że trwam.

    No, także tego…. Dlatego chcę wrócić na Podlasie i pracować dalej…i mam nadzieję, że nie zwariowałam 😉“.

    Całuję i czekam na Was, Gosia ❤

    Zdjęcie od: Emilia Bartkowska Selene The Korpo Witch Bartkowska photography

  • Moje podróże po wymiarach

    Moje podróże po wymiarach

    ŻYCIE W MATRIKSIE I POZA NIM (3,4,5 wymiar)
    To prawda. Dawno nie pisałam. Od czasu kiedy rozpoczął się ten piękny i wyjątkowy czas. Od kiedy życie matriksowe stanęło. Od tego właśnie czasu wiele podróżowałam, wiele przeżyła, wiele odkryłam. Nie pisałam, bo to wszystko tak szybko się działo we mnie, że nie nadążałam sama w sobie tego poukładać, a teraz to nawet już nie próbuję 🙂.
    Bardzo dużo informacji otrzymuję poprzez sny, co jest dla mnie zaskakujące, gdyż od zawsze miałam na bakier ze snami. Teraz jest tak, że wstając jestem często zupełnie innym człowiekiem, niż byłam kładąc się. Zmiany w nas są co prawda w każdej chwili, bo rozwój idzie ciągle, lecz w snach są to jakby takie skoki kwantowe. Bardzo dużo dzieje się i szybkość informacji i odczuwania jest z pewnością ponad świetlna.
    Takie skoki kwantowe miewam też w ciągu dnia, na jawie i wtedy czuję się jakbym na nowo się narodziła. A zdziwiona jestem hahha wtedy jak dziecko, które widzi coś po raz pierwszy i pieje z zachwytu. Wtedy dzieje się też tak, że zmienia się wszystko wkoło mnie albo raczej ja to tak widzę. Zmienia się otoczenie w którym żyję, inaczej wyglądają drzewa, niebo, kwiaty i wszystko, wszystko dosłownie.
    Jak sięgnę pamięcią od dawna podróżuję po wymiarach, światach, rzeczywistościach. Tylko kiedyś było tego mniej i nie było tak fascynujące i magiczne jak teraz. Albo może ja nie chciałam, nie byłam gotowa tak tego odczuwać. Albo nie miałam czasu na to, bowiem pracując na kilku etatach bardziej skupiona byłam w innym kierunku. Kiedyś miałam wiele napięć i poprzez ekspresyjne działanie “wyrzucałam” je a raczej pogłębiałam hahah. Wydaje się, że poprzez szybkie i intensywne działanie wyrzucamy napięcia, ale jest inaczej, chyba że świadomie i celowo robimy coś w tym właśnie kierunku. Czyli dla przykładu idziemy na szybki spacer czy robimy medytacje dynamiczne i wtedy świadomie pracujemy, aby wyrzucić napięcia i emocje. Bez świadomości wygląda to przeważnie tak, że w coraz większym napięciu intensywnie działamy i pogłębiamy je.
    Sięgając dalej pamięcią do dzieciństwa okazuje się, że wtedy owe podróże były normą, ale potem wybito nam je z głowy. Pewnie większość z Was podróżuje, lecz w pędzie nie zawsze jest czas na uświadomienie sobie tego, poukładanie i nazwanie.
    ************************************************************
    Chciałam przekazać Wam drogie kobiety jak u mnie wyglądają podróże obecnie i jak ja to odczuwam.
    Ogólnie przyjęło się i tak to zostało umownie nazwane, że mamy obecnie trzeci, czwarty i piąty wymiar. Tych wymiarów jest oczywiście dużo więcej. Wydaje się, że ich liczba jest raczej nieskończona niż skończona.
    Skupię się teraz na wyjaśnieniu jak u mnie wygląda życie w matriksie i poza nim, bo tak to nazwałam dla swoich potrzeb. Wtedy można złapać szybciej tę różnicę.
    Jak już wspomniałam wcześniej od dawna podróżuję pomiędzy wymiarami, ale kiedyś wyglądały one zupełnie inaczej, bo ja byłam inna. Teraz bardzo wyraźnie odczuwam kiedy wchodzę do matriksa i kiedy w nim jestem i kiedy z niego wychodzę.
    Matriks to ten świat gdzie są korporacje, urzędy, prawo matriksowe, zasady zachowania, jedzenia, ubierania się, nawet siadania i uśmiechania się itp. itd.
    W tej innej terminologii można nazwać to trzecim wymiarem. W obu światach (Matriks – 3 wymiar i Poza Nim – 4 i 5 wymiar) jest zupełnie inne odczuwanie, rozumowanie, intencje.
    ***W matriksie idziemy do pracy, żeby zarobić pieniądze, żeby potem móc sobie kupić samochód, żeby podwyższyć niskie poczucie wartości, poczuć się lepszą i “zachwycić sąsiadów”. Poza matriksem jest zgoła inaczej. Tam realizujemy swoje pasje, często w służbie i wtedy wydatkujemy swoją energię. Za tę energię czujemy, że musimy wziąć energię, żeby nastąpiła równowaga. I bardzo wyraźnie to czuć. I wtedy bierzemy za to na przykład energię pieniądza albo inną, ale najczęściej pieniądza, bo żyjemy jeszcze w matriskie i trzeba zapłacić za prąd. Za pieniądze kupujemy też samochód, ale dlatego że jest nam POTRZEBNY do realizacji pasji i służby. Nie musimy zachwycać sąsiadów ani czuć się lepszą, gdyż wiemy, że jesteśmy doskonałą Istotą Boską.
    *** W matriksie jest osąd, pycha, zazdrość itp. itd. Nasze intencje nie są czyste. Jesteśmy interesowne, kombinujemy, przeliczamy. Poza matriksem też przeliczamy, ale po to, aby nie tworzyć długów energetycznych. W matriksie to wynika z poczucia braku i zachłanności, która jest konsekwencją braku.
    *** W matriksie pędzimy, jesteśmy w wyścigu szczurów, żeby udowodnić sobie i innym jacy jesteśmy ważni i lepsi. Doświadczamy bardzo powierzchownie, inne doświadczanie jest wręcz niebezpieczne, bo możemy rozsypać się na miliony kawałków i potem wszelkiej maści psychiatrzy, psycholodzy i terapeuci nas składają. Poza matriksem medytujemy, jesteśmy w tu i teraz, doświadczamy siebie głęboko, z uważnością. Delektujemy siebie, świat. Doświadczamy siebie jako Istotę Boską, mamy kontakt ze swoją duszą. Widzimy, czujemy zupełnie inaczej.
    *** W matriksie boimy się. Poza nim ufamy.
    *** W matriksie żałujemy swoich “wyborów” (bo tam oczywiście nie ma wyborów, jedynie karma, podświadome programy, przyczyna i skutek). Poza nim wiemy, że wszystko dzieje się dobrze i po prostu JESTEŚMY.
    ***W matriksie jesteśmy bardzo poważni, to taka maska ważności. Znowu kłania się poczucie niższości i usztywnienie. Boimy się puścić, a poważność nam w tym pomaga. I wyglądamy jak bioroboty w skafandrach i myślimy, że to nasza ochrona. Poza matriksem jest dziecięca radość, szczery zachwyt, wygłupy, żarty, śmiech.
    *** W matriksie gramy iluzję w nieświadomości w teatrze życia. Przeważnie są to melodramaty, tragedie, horrory. Komedie też, ale tylko po to, aby pośmiać się z kogoś z poziomu ego i poczuć się lepiej. Poza nim możemy bawić się grając, mogąc być w roli aktora i obserwatora jednocześnie. Możemy wybierać jaką rolę gramy i w jakiej sztuce.
    *** W matriksie jest stres, złość, frustracja. Poza nim jest spokój, akceptacja i miłość.
    *** W matriksie jest dualizm. Jest coś albo dobre albo złe. Przeważnie tylko moje zdanie się liczy i albo ktoś jest ze mną albo przeciwko mnie. Przyjaciel albo wróg. Poza nim wszystko się zlewa. Nie wiadomo co jest dobre a co złe. Nie wiadomo nawet czy chodzi o pieniądze czy o nie nie chodzi. Jednocześnie o nie chodzi i jednocześnie o nie nie chodzi. Wszystko jest we mnie i poza mną. Jestem wszystkim i niczym. Pełna, totalna mistyka, metafizyczność, enigma.
    I tak można by wymieniać bez liku tych różnic, ale żeby nie było za długo na tym poprzestanę.
    **********************************************************
    Jeszcze tylko napiszę jeden przykład z mojego życia, bo jest na czasie.
    Mam do zapłacenia dużą kwotę podatku dochodowego do US. Kiedyś bym bardzo żałowała wydać tych pieniędzy. Od kiedy pamiętam zawsze tak kombinowałam, żeby nie płacić podatków w swojej firmie. Oczywiście będąc na etacie nie miałam wyjścia, ale we własnej firmie mogę tym zarządzić. Teraz płacę z radością, w służbie i z oddaniem. Daję energię pieniądza do matriksa i wiem, że mam dać. Czuję wręcz, że muszę je dać, aby wyrównać energię. Nie mogłoby być inaczej. I to jest takie naturalne i oczywiste. Kiedyś to bym zęby zagryzła, paznokcie zjadła i wyrzucała sobie, że nie zarządziłam dostatecznie podatkiem i oddałam go. Co nie oznacza oczywiście, że mam nie zarządzać swoim podatkiem i pieniędzmi. Zupełnie nie o to chodzi. Mam zarządzać i będę zarządzać. Tu chodzi o to, żeby czuć kiedy jest dług, a kiedy go nie ma. Zresztą wtedy samo się układa. Nagle przychodzą jakieś wydatki, jakieś pomysły inwestycje i wtedy kwoty podatku same się zmniejszą. Nawet powiedziałabym, ze słowo dług jest tutaj nie do końca dobre, to jest wyrównanie rachunków. Mało tego bardzo się cieszę, że te pieniądze trafią do matriksa i że zostaną rozdane wedle życzeń rządu. Rządu jaki jest. Nie ważne kto rządzi. No właśnie poza matriksem nie istnieje osąd. Wszystko jest na swoim miejscu i dokładnie takie jakie ma być. W szczerej miłości mogę medytować i modlić się o mądrość i silę, dobre decyzje i połączenie z Bogiem dla rządzących. I nie ważne kto nimi jest, jaka partia. Poza matriksem nie ma takich podziałów.
    A w ogóle to jest tak fajnie, że jak się odpuści wszelaki osąd i myśli się, działa się z poziomu serca, to wtedy wchodząc do matriksa czuję jak rozkłada on przede mną czerwony dywan i jest bardzo, ale to bardzo przychylny. I im bardziej czuję, że jestem poza nim, tym bardziej mam wiele wdzięczności za to, że jest, jaki jest.
    Jeszcze jeden przykład 🙂. Króciutko. Miałam okazję ostatnio dostać z matriksa duże pieniądze. Skupiliśmy całe swoje siły, bo wymagało to sporo pracy, wszystko układało się pomyślnie, ale …. w konsekwencji nic z tego nie wyszło. Myślę sobie … no matriks najpierw rozłożył czerwony dywan, a potem go schował… myślę sobie… są tam zasadzki. I za chwilę olśnienie. ODPUŚĆ. W miłości, zrozumieniu, akceptacji. W prawdzie. I tak z całego serca, z wdzięcznością odpuściłam te pieniądze i “zasadzki” matriksa hahha. Oddałam je w miłości, obfitości komuś innemu. I wiecie co się stało? Pojawiła się kolejna możliwość. Także czystymi poza matriksowymi intencjami możemy zadziałać wszędzie i zawsze. Tu jest właśnie MOC KREACJI. Wtedy dopiero koryto rzeki poszerza się i można płynąć z nurtem, bez utraty energii i w dostatku.
    ************************************************************
    Pozdrawiam Was w służbie, w sobie, w uważności, odpuszczeniu, w dostatku Małgosia ❤
  • Jakie są dziś Twoje myśli

    Jakie są dziś Twoje myśli

    JAKIE SĄ DZIŚ TWOJE MYŚLI KOBIETO🔥

    TWOJE MYŚLI STWÓRCZE CO TWORZĄ DZIŚ 🔥

    🔥🔥🔥MASZ MOC TWORZENIA MYŚLĄ 🔥🔥🔥

    CO DZISIAJ WYSYŁASZ 🔥

    CZYM KARMISZ MATECZKĘ ZIEMIĘ 🔥
    ********************************************

    Wczoraj miałyśmy live na temat MOCY MYŚLI. Wiem, że nie zawsze, w każdej minucie i sekundzie jesteśmy świadome w pełni, ale w tym pięknym i zarazem WAŻNYM czasie bądźmy bardziej UWAŻNE. Uważne na to co dopływa i co wypływa z naszych serc. I czym karmimy siebie, swoich najbliższych i Matkę Ziemię.

    Już wczoraj wieczorem dopłynął do mnie kolejny HIT – HACZYK matriksowy. Chodzi o Czarnobyl. I widzę dzisiaj krąży niemalże jak wirus po internecie.

    Usiądźcie proszę, rozluźnijcie ciało, wejdźcie głęboko w ciało, w siebie, w serce, w rozum i zastanówcie się co wysyłacie i czym karmicie dzisiaj Mateczkę Ziemię.

    Czy jest to energia i światło Miłości czy może trujecie ją myślą o skażeniu. Każdy post i wiadomość przesłana o treści zatrucia, każda Wasza myśl na ten temat materializuje zatrucie naszej planety.

    MYŚLI TWORZĄ RZECZYWISTOŚĆ.
    TO SIĘ NIE ROZPŁYNIE W ETERZE.

    Wszelkiej maści byli jasnowidze, przepowiednicy (dla przykładu Nostradamus i inni) stworzyli wszystkie kataklizmy na Ziemi swoją myślą. To oni je stworzyli. A my je podtrzymujemy. Wyjdźmy w końcu z tego koła samospełniających się matriksowych przepowiedni, no chyba że będą to przepowiednie sercem pisane, świetliste, zrodzone z czystych intencji dla dobra Matki Ziemi.

    Ja już od wczoraj wieczorem, dzisiaj z całą swoją rodziną wysyłamy z naszych SERC piękną, czystą, świetlistą energię MIŁOŚCI. Światło, które rozchodzi się na kilometry od nas, od naszego miejsca zamieszkania, od naszego domu na Ziemi, prosto z naszych serc promienieje i oczyszcza Mateczkę Ziemię, oczyszcza powietrze i wodę dla nas. My jesteśmy w PIECZY. Wychodzimy do natury, chłoniemy piękno i czyste powietrze.

    A CO WY WYSYŁACIE KOBIETY ZE SWOICH SERC DLA MATECZKI ZIEMI, DLA SIEBIE, SWOICH RODZIN I DOMÓW

    Jeszcze nie jest za późno. Dołącz do mnie. Pomóż Matce Ziemi, oczyszczajmy ją wspólnie   .

    Błogosławię z czystym i otwartym sercem, Małgosia   

    Linki do livów na FB:

    Część I

    Część II

  • Idziesz po moc czy niemoc

    Idziesz po moc czy niemoc

    IDZIESZ PO MOC CZY NIEMOC?

    Kochane Kobiety, chciałam rozwinąć temat przedstawiony w ostatnim livie DO KOBIET.
    https://www.facebook.com/MetamorphosisPoland/videos/443033910011453

    Głównym powodem jest to, że dzisiejszy świat potrzebuje MOCnych i świadomych kobiet, a nie marionetek, biorobotów do wykonywania zadań, które nie są nasze.

    Przypomnę, że żeńska energia jest energią stwórczą, energią która tworzy całą materię, więc wszystko co nas otacza. Ponieważ to my w większości reprezentujemy tę energię na ziemi (mężczyźni też, ale w dużo mniejszym stopniu), więc na nas spoczywa odpowiedzialność za STWORZENIE.

    Co wysyłasz do świata ze swojego wnętrza? To jest podstawowe pytanie dla współczesnej kobiety. Bowiem z Twoich myśli jest stwarzany świat. Myśli to najpotężniejsze narzędzie do kreacji jakie otrzymaliśmy od Boga.

    O czym mówisz? Nie tylko w domu i otoczeniu, ale też w mediach społecznościowych? Wiem i rozumiem. Mówisz o tym, co jest dla ciebie żywe w tym momencie.

    Ale ….

    Zanim wyślesz w świat swoje myśli i emocje, zatrzymaj się na chwilę, wejdź w siebie i dotrzyj do prawdy w sobie.

    *********************************************************************
    O CO TAK NAPRAWDĘ CHODZI?

    Jeśli oceniasz cokolwiek z zewnątrz, znaczy to jedno: chcesz przykryć to, co masz w sobie i nie chcesz tego ujrzeć. Dlatego za wszelką cenę skupiasz się na zewnętrznych okolicznościach. To taki najprostszy i najszybszy sposób, aby nie DOJRZEĆ. PRAWDY.
    *********************************************************************

    Kobiety, które najwięcej i najgorliwiej wypowiadają się na temat aborcji, które negują, oceniają śmierć noworodków w łonie kobiety – to kobiety, które mają najwięcej programów aborcyjnych w rodzie i najbardziej poranioną joni. A ponieważ mają je w sobie, to za wszelką cenę robią wszystko, aby się nie skonfrontować z nimi. Występując przeciwko aborcji, mają poczucie, że zrzucają odpowiedzialność z siebie, że zmywają winę. To dzieje się oczywiście na poziomie nieświadomym. Dlatego zwracam się do Was kobiety, abyście budziły się i żyły świadomie, bo tylko w tym miejscu jest PRAWDA.

    To nie jedyny powód. Są jeszcze inne wymiary praprzyczyny, ale zawsze i wszystkie powody są w nas. Niektóre z tych kobiet działają z poziomu agresji do mężczyzn, którzy “zrobili” im to niechciane dziecko, które potem trzeba było abortować. I za to ich winią, zamiast przerobić tę lekcję, bo skoro tak się zadziało, znaczy, że dusze na górze umówiły się na to doświadczenie, aby nauczyć się WYBACZYĆ – czytaj zaakceptować i ukochać tak zwanego sprawcę/kata. Przy okazji przepracować mentalność ofiary. Ale one nie chcą lub nie są gotowe. Przerzucają odpowiedzialność i szukają winowajców na zewnątrz. Cena jest zawsze taka sama; po prostu dalej kręcą się w kole Samsary, powiększając karmę. I tak wkoło Macieju, kolejne wcielenie i kolejne …. Oczywiście na poziomie duchowym wszystko dzieje się dobrze i widocznie to nie jest jeszcze ich czas, ale skoro czytasz tego posta …. to może Twój czas nadszedł …. ❤

    Osoby, które najbardziej są przeciwko pedofilii, mają w sobie najwięcej programów wykorzystywania dzieci. I tak dalej.

    Osoby, które z kimkolwiek/czymkolwiek walczą, walczą z SAMYM SOBĄ.

    Jeśli coś bardzo Cię porusza, znaczy jedno: masz ten temat nieprzerobiony w sobie. Dlatego w livie mówiłam o tym, aby pracować z wnętrzem, a nie przerzucać odpowiedzialności na zewnętrzne okoliczności i wykorzystywać je do tego, aby lepiej się poczuć. To, że bulwersują Cię tematy aborcji czy inne, to oznacza, że nie przepracowałaś tego tematu w sobie. Także zapraszam Was kobiety do pracy wewnętrznej.

    Media/silniejsze siły wykorzystują te schematy, tworząc wojnę, aby zyskać energię, a Wy ją oddajecie, czyli osłabiacie siebie, swoje rodziny, dzieci, rody. A temat pozostaje dalej nieprzepracowany i bardzo energochłonny na wszystkich poziomach.

    Strajk sam w sobie nie jest ani dobry, ani zły, bo jak pisałam na poziomie energii wszystko dzieje się dobrze i jest po coś.
    Pytanie: Co dla Ciebie to oznacza?
    Dla mnie osobiście był to impuls do wyczyszczenia rodowych traum na tle seksualnym, niechcianych, abortowanych dzieci, agresji wobec mężczyzn itp. Wypłakałam, zaakceptowałam, uznałam, ukochałam i uzdrowiłam siebie. Jestem wdzięczna rządowi i kobietom, które wyszły na ulicę za to właśnie, że mogła ujrzeć/dojrzeć i uzdrowić. Odzyskałam swoją moc.
    A co Ty robisz? Jeśli wyszłaś na ulicę, zapewne to Twoja droga, doświadczenie, które miałaś przeżyć, ale po coś …. i teraz zaczyna się najważniejsze … odpowiedz sobie na pytanie po co. Każda odpowiedź będzie dobra, ale każda będzie też rodziła odmienne konsekwencje, za które Ty jesteś odpowiedzialna. Czyli to TY TWORZYSZ. Tworzysz siebie i świat. Jesteś w swej mocy czy w swej niemocy?

    – Czy nasiliłaś swoją agresję? Agresja rodzi agresję.
    – Czy weszłaś w wojnę? Wojna rodzi wojnę.
    – Czy może nakarmiłaś ofiarę w sobie? Teraz jesteś jeszcze większą ofiarą.
    – Czy skontaktowałaś się z tym co w Tobie i przepracowałaś? Uzdrowiłaś? Wysłałaś miłość, wybaczenie, wdzięczność?

    I jeszcze dla wyjaśnienia tak króciutko. Agresja jest dobra, jeśli pozostaje na poziomie uczuć, jeśli zaś przeradza się w emocje i jest skierowana na zewnątrz wobec kogoś trzeciego/stworzonego iluzorycznego wroga, zaczyna tworzyć świat. Emocje wyzwalają wielkie ładunki energii i zasilają to, gdzie je skierujesz. Paradoksalnie Twojego wroga.

    Wszystko czego dotknęłaś w tym temacie i im podobnym (wirus, maseczki itp) jest Twoje. I Twoje są konsekwencje. I odpowiedzialność.

    DLACZEGO NEGUJESZ ŚMIERĆ?

    Śmierć jest nieodłączną częścią życia w kole życia.
    Życie – Śmierć – Życie – Śmierć….

    Na poziomie wyższego postrzegania świata wszystko dzieje się dobrze. Nie ma dualizmu, nie ma dobra i zła. Wiem, że z poziomu logiki czysto ludzkiej nie ma to sensu, ale logika boska/duchowa jest niepojęta przez ludzki rozum.

    Jeśli dusza potrzebuje i postanowi doświadczyć aborcji (zarówno jako rodzic jak i dziecko) to nic jej w tym nie przeszkodzi. Żadne prawo, zakazy, nakazy. Więc po co ta cała szopka?

    Ano po to, aby skierować Waszą świadomość na zewnątrz. Aby wykorzystać Wasze emocje do zasilenia silniejszej strony. Aby osłabić Was dla kontroli i manipulacji. Wszak tylko nieświadomą istotą można manipulować. Jeśli chcecie pozostawajcie dalej w nieświadomości, ale piszę ten post po to, abyście/abyśmy się przebudziły. A jeszcze do tego zasilą Was strachem i mają stuprocentowego, idealnie działającego biorobota.

    Widziałam wczoraj fragment wypowiedzi kobiety, która w bólu i trosce w imieniu nienarodzonych dzieci i w hołdzie życiu (nie śmierci) mówiła jak nie je mięsa i w taki sposób hołduje życiu i jest przeciwko śmierci i w taki oto sposób może wspomóc dzisiejszą sytuację.

    A teraz jaka jest PRAWDA? Co kryje się pod spodem? Kobieta owa jest w mentalności ofiary, robi z siebie ofiarę (nieświadomie), żeby zyskać energię, którą traci, bo program ofiary jest bardzo energochłonny. Ofiara zwykle ma wiele emocji, które bardzo osłabiają (nie mylić z uczuciami, które nadają wartość i koloryt życiu). Podpięta pod ideologię niejedzenia mięsa czuje się lepsza od innych, którzy to mięso jedzą. Na poziomie głębokim nie ma to nic wspólnego z wspomaganiem zaistniałej sytuacji, a jedynie jest oznaką nieświadomego zachowania, które ma na celu zakamuflować prawdę w sobie oraz rozgrzeszyć siebie. Nieświadome programy czynią nas marionetkami. Jesteśmy w ich władaniu. I nie dość, że podpinamy się p[od egregory myśli silniejszej strony, to na dodatek jesteśmy we władaniu naszych podświadomych programów.

    * Osoba świadoma wie, że jedni jedzą mięso, a inni nie. I nie zajmuje się tym tematem, nie mówi o tym i nie wykorzystuje go do tego, aby lepiej się poczuć, a tak naprawdę do tego, aby nie poczuć tego co głęboko wewnątrz niej. Niektórzy nawet muszą jeść mięso, tak jak muszą mieć ejakulację na zewnątrz, bo ich ciało fizyczne nie wytrzymałoby i nastąpiłaby degradacja. To jest wynikiem poziomu świadomości i póki się nie zwiększy, to mózg/organizm broni się przed degradacją i robi najlepiej jak na ten moment jest w stanie, aby zachować ciało w dobrej kondycji.
    * Osoba świadoma wie, że wszystko dzieję się dobrze, że życie jest “dobre” i śmierć jest “dobra”. Że to jedno i to samo. Gdyby nie było śmierci, nie byłoby życia. Jedno bez drugiego nie może istnieć.
    *Osoba świadoma nie ocenia matki i dziecka, których dusze umówiły się, aby doświadczyć programu aborcji.
    *Osoba świadoma wie, że często to co na zewnątrz zupełnie inaczej wygląda na poziomie energii i prawdy. Czasem wręcz odwrotnie aniżeli mogłoby się wydawać, o czym traktuje poniższa przypowieść, którą polecam przeczytać.
    ********************************************************************

    – Czy ja umarłem? – zapytał człowiek.
    – Tak. – skinął głową Kronikarz, nie odrywając oczu od wielkiej księgi. – Umarłeś. Niewątpliwie.
    Człowiek niepewnie przesunął się nieco do przodu.
    – I co teraz?
    Kronikarz spojrzał na człowieka i ponownie zajął się studiowaniem księgi.
    – Teraz musisz iść tam – powiedział, wskazując palcem niepozorne drzwi. – Albo tam – palec Kronikarza zwrócił się w stronę innych, identycznych, drzwi.
    – A co tam jest? – zainteresował się człowiek.
    – Piekło – odpowiedział Kronikarz. – Albo raj. Zależnie od okoliczności.
    Człowiek stał i patrzył raz na jedne drzwi, raz na drugie, nie mogąc się zdecydować
    – A ja dokąd mam iść?
    – To ty sam nie wiesz? – Kronikarz uniósł brew.
    – No… – zawahał się człowiek. – Nie wiem. Chyba tam, gdzie mnie skierujecie, zgodnie z moimi czynami…
    – Uhm. – Kronikarz włożył do księgi zakładkę i po raz pierwszy dokładnie przyjrzał się człowiekowi. – Czynami, powiadasz…
    – No bo jak inaczej?
    – Dobrze – Kronikarz otworzył księgę na pierwszych stronach i zaczął czytać nagłos. – Tu jest napisane, że w wieku dwunastu lat przeprowadziłeś staruszkę przez jezdnię. To prawda?
    – Prawda – potaknął człowiek.
    – To dobry uczynek czy zły?
    – Dobry!
    – Zaraz sprawdzimy… – Kronikarz przerzucił stronę. – Pięć minut później ta staruszka wpadła pod tramwaj na następnej ulicy. Gdybyś jej nie pomógł, to minęłaby się z tramwajem i żyła by jeszcze jakieś 10 lat. Więc?
    Człowiek słuchał z przerażeniem.
    – Albo tutaj – Kronikarz otworzył księgę na kolejnej stronie – w wieku dwudziestu trzech lat wraz z kolegami pobiliście kilku chłopaków.
    – To oni zaczęli!
    – Ja mam tu napisane co innego – zaprotestował Kronikarz. – Tak czy inaczej, złamałeś siedemnastolatkowi dwa palce i nos. Za nic. To dobrze czy źle?
    Człowiek milczał.
    – W wyniku czego chłopak nie mógł już grać na skrzypcach, a zapowiadał się całkiem dobrze. Zniszczyłeś mu karierę.
    – Niechcący… – wyszeptał człowiek.
    – No jasne – przytaknął Kronikarz. – Szczerze mówiąc, chłopak nienawidził tej gry na skrzypcach od dziecka. Po waszej bójce zajął się sztukami walki, żeby umieć się bronić, a po latach został mistrzem świata. Kontynuujemy?
    Człowiek skinął głową.
    – Uwiodłeś dziewczynę. Zaszła z tobą w ciążę, a ty uciekłeś. To było dobre czy złe?
    – Ale…
    – Urodził się chłopczyk. Został chirurgiem i uratował życie setek ludzi. Dobrze czy źle?
    – Chyba dobrze…
    – Wśród uratowanych osób był zabójca-psychopata. Dobrze czy źle?
    – Przecież…
    – Ten zabójca wkrótce udusi kobietę, która mogła zostać matką wielkiego naukowca. Dobrze? Źle?
    – Ja…
    – Naukowiec, gdyby się urodził, skonstruowałby bombę, mogącą unicestwić połowę kontynentu. Źle? Czy dobrze?
    – Ale ja przecież nie mogłem tego wiedzieć! – krzyknął człowiek.
    – No jasne – przytaknął Kronikarz. – Albo tutaj, strona 272 – nadepnąłeś na motylka!
    – I co z tego?
    Kronikarz w milczeniu przewrócił kilka kartek i pokazał człowiekowi zapisaną stronę.
    Człowiek przeczytał i włosy stanęły mu dęba na głowie.
    – Co za koszmar… – wyszeptał.
    – A gdybyś nie rozdeptał motylka, to byłoby tak – Kronikarz wskazał kolejną stronę.
    Człowiek spojrzał i zamarł.
    – Wygląda na to, że uratowałem świat?
    – Tak. Cztery razy – powiedział Kronikarz. – Kiedy nadepnąłeś na motyla, kiedy popchnąłeś staruszka, kiedy zdradziłeś przyjaciela i kiedy ukradłeś babci portmonetkę. Za każdym razem zapobiegłeś katastrofie, ocaliłeś miliony ludzi.
    – A… – człowiek zaczął się jąkać. – A do tej katastrofy to ja też się przyłożyłem…?
    – Tak, ty, bez wątpienia. Dwa razy. Kiedy nakarmiłeś głodnego kociaka i kiedy uratowałeś tonącą kobietę.
    Pod człowiekiem ugięły się nogi.
    – Nic nie rozumiem – powiedział kompletnie zbity z tropu. – Wszystko, co zrobiłem w życiu… wszystko, z czego byłem dumny i czego się wstydziłem… wszystko odwrotnie, do góry nogami, na lewą stronę… nic nie jest tym, czym się wydaje…
    – Dlatego właśnie nie możemy w żaden sposób sądzić cię według czynów – powiedział Kronikarz. – Tylko według intencji… ale w tym zakresie sam sobie jesteś sędzią.
    Kronikarz zamknął księgę i odstawił ją na regał, między inne księgi.
    – Więc jak się zdecydujesz, dokąd iść, to wejdziesz w te drzwi, które wybierzesz. A ja muszę już iść, mam masę pracy.
    Człowiek podniósł głowę i spojrzał na Kronikarza.
    – Ale ja nie wiem które drzwi są do piekła, a które do raju.
    – A to już zależy od tego, co wybierzesz. – odpowiedział Kronikarz.
    ************************************************************
    Reasumując: TU NIE CHODZI O ABORCJĘ, NIE CHODZI O WIRUS, NIE CHODZI O MASECZKI.
    Chodzi o kolejną wojnę, która bazuje na nieświadomych reakcjach i emocjach. Chodzi o ENERGIĘ. Wojna energetyczna, która rozpoczyna się już w Waszych domach. Jeśli uprawiacie seks Nr 1 ta wojna jest. Jeśli jest w domach kobiet, jest i na świecie.

    Zachęcam zatem Was Kobiety do głębokich wglądów, do pracy w sobie, ze sobą, zamiast przeżywać na zewnątrz to, co same stworzyłyście/stworzyłyśmy – bo ja też biorę za to odpowiedzialność. Do docierania do prawdy i praprzyczyny, zamiast nieświadomego podpinania się pod programy swojej pamięci komórkowej i nieświadomego działania oraz pod egregory myśli silniejszej strony.

    I zapraszam na swoje warsztaty, gdzie pracujemy z energią seksualną, gdzie dojrzewamy do prawdy, zyskujemy mądrość i moc dla siebie, rodziny, rodów i Mateczki Ziemi. Link do mojej strony, zachęcam do poczytania: https://metamorphosis.gs/

    Pozostaję w służbie, prawdzie, miłości i pokorze, Małgosia 🤍❤️🖤

  • Zamierzone cierpienie

    Zamierzone cierpienie

    ZAMIERZONE CIERPIENIE
    Cóż to takiego i co daje?
    Należy złapać różnicę pomiędzy zamierzonym cierpieniem a mentalnością ofiary. Tu jest cienka granica i warto być uważną. Widzę po sobie, że jak tylko na chwilę stracę świadomość i uważność w tym temacie, natychmiast wchodzę w wibracje programu ofiara-kat. Już kilkakrotnie w życiu myślałam, wręcz byłam pewna, że pozbyłam się tego programu raz na zawsze, ale niestety. Na ten moment mam takie wrażenie, że w takim normalnym funkcjonowaniu chyba nie da się go tak pozbyć w 100%. Nie mówię o stanie wysokowibracyjnym, gdzie nie ma już nic poza błogością i pustką-pełnią, ale w takim stanie raczej nie bywamy na co dzień. Może kiedyś, wkrótce 🙂.
    Jak ja obserwuję u siebie przechodzenie tej cienkiej granicy?
    Na przykład wstałam dziś o świcie na Powitanie Jaryło i live, który sobie zafundowałam hahha – właśnie w celu zamierzonego cierpienia i poszłam do łazienki umyć zęby, spojrzałam w lustro i co zobaczyłam. Ujrzałam twarz totalnej biednej ofiary, wykorzystywanej sama przez siebie, aby sobie chyba dopierdolić haha – tak z tego wynika. Widzę to po swojej twarzy, staje się starsza, szara i oczy! Oczy robią się małe i bez życia, bez iskry. Od razu dostrzegam to i staram się natychmiast zadziałać. Dlatego może teraz jestem młodsza i ładniejsza – jak mawiają moi bliscy. Czasem jak moja córcia ogląda stare zdjęcia, to za każdym razem mówi: mamo ty teraz wyglądasz młodziej niż kiedyś. Mąż nie ma odwagi tak powiedzieć haha, ale też czasem skomentuje, że chyba podpisałam pakt z diabłem, bo wyglądam ciągle tak samo jak mnie poznał, a wtedy miałam 23 lata. Tak podpisałam pakt z diabłem, co dosłownie oznacza, że skontaktowałam się ze swoją ciemną stroną, zaakceptowałam ją i nie daję się jej wkręcać. Tylko obserwuję. I żyję (na ile potrafię) poza programem kat-ofiara. Poza wyjątkami, kiedy to wstanę rano na live, który sobie zafundowałam i zapomnę o tym (czyli stracę uważność i świadomość po co to w ogóle robię) i wtedy zamiast ciemna strona ma mi służyć (dawać mi moc), ja służę jej (oddaję swą moc). Oddaję masę swojej cennej, pięknej energii życiowej.
    A tak niewiele potrzeba. UWAŻNOŚĆ I ŚWIADOMOŚĆ. I intencja.
    Ważna jest i pomaga bardzo jakaś intencja, dla której chcemy odbyć tę niedogodność i wejść w ZAMIERZONE CIERPIENIE.
    Ważne jest też, aby to coś było dla nas prawdziwą niedogodnością. Czyli, jeśli któraś z Was uwielbia wstawać o świcie i czuje się wtedy jak nowonarodzona, wyspana, szczęśliwa, to nie zadziała. To ma być prawdziwe wyrzeczenie się.
    To tak jak kiedyś za dziecka i młodu. Nie rozumiałam kompletnie postów, które jeszcze jako dziecko, nastolatka, młoda dziewczyna robiłam, a właściwie kazano mi robić, bo wtedy jeszcze miałam małą świadomość i po prostu podążałam za świadomością bliskich i rodziny. Czasem próbowałam o tym rozmawiać, ale albo mnie nie rozumiano albo udawano, że się mnie nie rozumie. Zawsze pytałam: czemu ja mam pościć i jeść w piątek naleśniki, pierogi z serem albo rybę, jak to były moje najlepsze dania obiadowe. Za to nie lubiłam mięsa, ale jadłam go, aby coś świętować. Teraz tak sobie myślę, że dobrze, że nie dostałam schizofrenii od tego.
    Jak jeszcze rozpoznać kiedy przekroczyłaś granicę oraz czy jesteś aktualnie w programie kat – ofiara?
    Zaobserwuj jakich słów, zdań używasz. Czy mówisz:
    * bo wszyscy, albo nikt
    * albo szef coś, albo mąż winien, albo dzieci, teściowa, sąsiad, lekarz
    * a może koronawirus albo rząd są przeciwko Tobie
    * a może pogoda słaba i nie daje żyć
    * albo programy rodowe wykorzystywania, gwałtów, przemocy, zawodów miłosnych itp.
    * a może los taki albo ciągłe zwroty w sytuacji, czyli tak zwany pech
    Tak winowajcę/kata można znaleźć wszędzie. Wszystko na zewnątrz, aby tylko nie ja. Jeśli szukasz na zewnątrz, jesteś w programie kat-ofiara.
    Kat i ofiara to jedno i to samo, ten sam poziom i przeważnie jesteśmy i ofiarami i katami jednocześnie. Ofiara potrzebuje bardzo dużo energii z zewnątrz, gdyż sama ją traci w olbrzymich ilościach (to bardzo energochłonny program) i wtedy zaczyna żalić się do innych i wciągać ich w pomaganie, doradzanie, litowanie się nad nią. I takim sposobem staje się jednocześnie katem dla otoczenia. Ale jest też katem dla siebie samej, wprowadzając się w ten stan utraty energii, zdrowia, życia
    Czemu służy ZAMIERZONE CIERPIENIE?
    Zamierzone cierpienie wyrównuje nas energetycznie. Czyli na przykład jesteś w ego, pożądaniu, pragnieniach, zrób post lub coś innego w energii zamierzonego cierpienia, a wyrównasz przyszłe skutki karmiczne z tego powodu. Ważne, żeby nadać temu intencję, ona zawsze wzmacnia, choć bez intencji też zadziała, jeśli będziemy w świadomości tego, co robimy. Zatem zamierzone cierpnie bardzo zmniejsza, nawet niweluje obciążenia karmiczne.
    Jeśli jesteśmy mocno w jakiś skrajnościach, emocjach (nie ważne czy tak zwanych „pozytywnych” czy „negatywnych”) poprzez zamierzone cierpienie wyrównujemy się na zero, czyli przechodzimy jakby w pozycję zero ze skrajności. Każda silna emocja odziera nas z energii, nawet radość, ekscytacja itp. Jeśli takie uczucia zamienią się w emocje, to pociągną z nas energię. Dlatego czasem obserwujemy taki stan, że po dużym szczęściu, nadchodzą łzy. Wtedy nieświadomie wyrównujemy się. Mawia się nawet: „Nie śmiej się tak, bo będziesz płakał.” I nie chodzi tu o zwykły śmiech, radość, a o taki, który nas wessie, pociągnie, czyli będziemy się nadmiernie czymś podniecać i wkręcać.
    Dużo ludzi traci dużo energii seksualnej/życiowej (nie ma bowiem edukacji w tej dziedzinie), a to jest energia rodu do przedłużenia gatunku a nie na trwonienie na przyjemności, zachcianki, żądze, pożądania, wyrzucanie napięć. Jeśli tak właśnie się dzieje, to też warto praktykować zamierzone cierpienie w celu zmniejszenia karmicznych obciążeń. Wszak marnotrawienie energii seksualnej bardzo obciąża naszą duszę karmicznie.
    Może pomyślisz, że ludzie, którzy trwonią na prawo i lewo swoją energię seksualną (energia seksualna jako przykład, bo chodzi o całokształt) mają większe skutki karmiczne niż Ty, która być może nie tracisz tak wiele. Tu nie chodzi bowiem o ilość czynów, a o świadomość. Jeśli jakiś człowiek nie jest świadomy tego, co robi, konsekwencje są dużo mniejsze, nić tego świadomego. Nie jest to może pocieszające hahha, ale niestety albo stety rozwój i większa świadomość pociągają za sobą większą odpowiedzialność i konsekwencje. Co nie oznacza, żeby z tego powodu popadać w mentalność ofiary czy poczucie winy. Z tego właśnie powodu niektóre z nas stają w miejscu na jakiś czas, aby złapać balans, a także nie powodować nadmiernej odpowiedzialności i konsekwencji. To taka ochrona nas samych przed skutkami.
    WAŻNA INFORMACJA JEST TAKA, że:
    * Wszystko co wyżej napisane może być prawdą lub fałszem dla Ciebie, wszystko zależy od tego czego Ty potrzebujesz na ten moment.
    * Dla mnie na ten moment ważne jest, aby nie popadać w skrajności, w tym temacie oznacza, żeby nie zrobić z siebie ascetki (lub drugiej strony – hedonistki). Ja potrzebuję dosięgać równowagi. Skrajności już znam.
    * Dla Ciebie natomiast może potrzeba doświadczyć skrajności albo iść po swojemu w tym temacie. Nic bowiem nie dzieje się bez przyczyny. Czasem dusza wybiera jakąś drogę i na ludzki rozum może być to nielogiczne i niezrozumiałe. Im dalej i głębiej idę, tym mniej rozumiem, a jednocześnie więcej. Najwięcej kryje się poza rozumieniem.
    * Im więcej czuję, a w tym pomaga mi praca z ciałem (gimnastyka słowiańska oraz praca z energią seksualną), tym bardziej wiem czego potrzebuję na ten moment. Jeśli trafiłaś na ten post, to być może i Tobie przyda się świadome praktykowanie zamierzonego cierpienia.
    Życzę zatem sobie i Wam kobiety doświadczania, jakiekolwiek by nie było, w świadomości, uważności i miłości, Małgosia
  • Życie to teatr!

    Życie to teatr!

    Ostatnio rozkoszuję się TEATREM ŻYCIA i nie mogę wyjść z tej bajki, matrixu, ułudy czy jak tam zwał :-).

    Pewnie znacie te uczucie kiedy to, co wiedzieliście od 20-30 lat, nagle staje się częścią Nas. Ja to nazywam olśnieniem. Czyli przejście z umysłu do ciała, do trzewi, do głębi nas, do podświadomości.

    W końcu poczułam do kości, że jestem AKTORKĄ W TEATRZE ŻYCIA. 

    I wiecie co czuję się z tym świetnie. Choć na samym początku doznałam chwilowego załamania i paniki. Jakbym straciła osobowość. Nie wiedziałam kim jestem przez chwilę i przestraszyłam się. Nerwowo zaczęłam poszukiwać KIM JESTEM i bardzo chciałam wiedzieć to już i teraz.

    Ale teraz wiem, że nie chodzi o to, żeby nagle zobaczyć KIM JESTEM. Mam na to całe życie. Przyszła nawet taka myśl – że jak już odkryję to, to trza się pakować z matrixu – tam skąd przyszłam. 

    Ale jakoś na razie nie śpieszy mi się aż tak bardzo hahahha.

    Więc postanowiłam grać te role. I wiecie co bawię się jak małe dziecko. Po prostu stwarzam TU I TERAZ. Skoro to Ja jestem aktorem, scenarzystą i reżyserem to w sumie czemu mam nie korzystać ile wlezie :-).

    I moja wyobraźnia, fantazja mają w końcu wielkie pole do popisu. Mogę być w KRAINIE CUDÓW. Mogę być królewną, rusałką, kwiatem, ziemią, babą jagą, czerwonym kapturkiem. Kurde czym tylko zechcę.

    I wiecie co ZAJEBIŚCIE jest :-).

    Jak zauważam, że w teatrze zaczyna być odgrywana tragedia jakaś albo dramat, to natychmiast to zauważam i nie tyle, że natychmiast zmieniam, bo to też nie o to chodzi. Czasem trzeba przeżyć, głęboko odczuć CIEŃ, wejść w niego i przepuścić go przez Siebie. Wtedy jestem (dokładnie w tym czasie jednocześnie) w tym i poza tym. I dzięki temu nie utożsamiam się z cieniem. Nie wchodzę w mentalność ofiary.

    To jest taka PRZEDNIA ZABAWA, kurde hahaha.

    NAPRAWDĘ 

    A na dodatek daje mnóstwo siły i energii. Okazuje się, że życie w matriksie BEZ ŚWIADOMOŚCI pochłania mnóstwo naszej energii życiowej. Jakby coś nas wsysało i wysysało z nas jednocześnie. A potem wypluwało ILUZJĘ NAS.

    Warto więc wyszkolić się w ŚWIADOMYM AKTORSTWIE i korzystać z teatru, ile wlezie dla Siebie i dla swojej Rodziny.

    Na razie jeszcze nie wiem czy to Ja czy to nie Ja, ale dobrze się bawię na tę chwilę. Wiem natomiast, że to kim byłam dotychczas – to na pewno nie była prawda o Mnie. To było raczej moje ego, moje wyobrażenie o Sobie i nieświadoma gra aktorska oraz wiele, wiele masek nałożonych, aby przykryć wszelkie niedoskonałości. 

    * I naprawdę odzyskałam mnóstwo SIŁY i też WIARY W SIEBIE. I nie potrzebuję już tyle akceptacji z zewnątrz.

    * I tak jakoś odważniej mówię, co myślę, bez chęci przypodobania się komuś czy nie urażenia go – jak bywało wcześniej. Przyszła do mnie taka pewność, że jeśli mówię, co czuję jest to dużo lepsze dla mnie i świata, nawet jeśli na dany moment jest trudnej. I nie mam wyrzutów sumienia z tego powodu.

    * I ostatnio zauważyłam, że mam większą potrzebę, niż dotychczas uziemiania się. Najpierw w okresie paniki myślałam, że to po to, żeby nie zwariować od utraty “osobowości”. To też pewnie na tamten moment – tak ratowałam swą psychikę. Ale teraz mam poczucie, że to też dla RÓWNOWAGI i HARMONII, żeby nie odlecieć za bardzo z tymi rusałkami i krasnalami, królowymi śniegu itp. Bardzo cieszy mnie ten fakt, gdyż zaczęłam kontaktować się z mamą, z rodziną i dobrze mi z tym :-).

    Z ogromną Wdzięcznością dla Tantra Radosnych Chwil w Szamańskim Teatrze Życia oraz Wędrówka Bohatera – warsztat szamański, bo to pokłosie moich ostatnich wędrówek do Modrej Rzeki Modra Rzeka Rodzinny Dom Twórczego Życia

    Małgosia <3 <3 <3

  • Teatr życia – anioł czy demon?

    Teatr życia – anioł czy demon?

    Ostatnio dotarło do mnie, głęboko, tak do kości, że wszystko wokół to ułuda. Jestem aktorką w teatrze życia. 

    Ale gdzie Ja?

    Gdzie Prawda?

    Owe określenie – teatr życia – usłyszałam dawno temu. Nawet posługiwałam się nim i myślałam, że rozumiem o co chodzi. Jednak dopiero teraz POCZUŁAM o co tak naprawdę kaman.

    Często powtarzałam Sobie i uczyłam studentów, kursantów, że warto bardziej być obserwatorem, aniżeli uczestnikiem. Wówczas można złapać dystans do Siebie i nie angażować się emocjonalnie. 

    Mówiłam, żeby wyobrażać sobie, że jesteśmy aktorami na scenie i gramy swoje role. Wtedy to był po prostu jeden ze sposobów na to, aby sobie ulżyć. Taka technika, manipulacja, żeby przechytrzyć Ego, żeby nie czuć tego, co dopływa i żeby było po prostu lżej żyć. 

    Teraz już WIEM na pewno, dotarło to do moich trzewi, do kości, że to nie jest tylko technika. Okazało się, że naprawdę gram w teatrze i naprawdę jestem aktorką. 

    To jak się ubieram, jakim autem jeżdżę, co myślę, co mówię, jak wyglądam – to tylko kolejne przebrania.

    Kim więc JESTEM?

    Aniołem?

    Demonem?

    A może Rusałką? Albo Syreną? Słowianką? Polką? A może obywatelką świata?

    Albo dzisiaj taka, a jutro taka? 

    Normalnie komedia hahaha. Czasem tragedia. A czasem bajka :-).

    Wszystko fajnie, ale to tylko granie kolejnych aktów, scen.

    Fajne to, bo właściwie to już niczym nie trzeba się przejmować. To tylko GRA. UŁUDA. Nic poważnego zatem. Nie muszę się przejmować, zamartwiać czy katować, że nie jestem wystarczająco doskonała, wystarczająco dobra, ładna czy jakaś tam jeszcze …… 

    AMEN

    Tylko jeszcze muszę załapać, POCZUĆ do końca KIM NAPRAWDĘ JESTEM :-). Poczuć Źródło. 

    Jak odnajdę, to napiszę Wam.

    A póki co do później,

    DOSKONAŁA AKTORKA Małgosia <3

  • Kraina cudów

    Kraina cudów

    “Zwykło się uważać za cud

    chodzenie po powierzchni wody

    czy unoszenie się w powietrzu

    ale myślę, że prawdziwym cudem

    jest chodzenie po ziemi.”

    /Thich Nhat Hanh

    Znalazłam ten tekst tak zwanym “przypadkiem” dzisiaj. Aż mnie zatkało. Bo to moja Kraina Cudów. Był fragmentem tekstu o pełni księżyca i zaćmieniu w Koziorożcu. A Ja właśnie koziorożcem jestem. To też nie może być zbieg okoliczności :-).

    Na warsztacie Wędrówka Bohatera oprócz tego, że spotkałam się ze swoim Demonem (cieniem) o którym napisałam co nieco w poprzednim poście, to byłam też Bohaterem oraz byłam w Krainie Cudów. 

    Moja Kraina Cudów nie miała zwykłego podłoża, znaczy ziemi, a podłożem była woda. Ja chodziłam po tej wodzie, jak Jezus, tak jakbym chodziła po ziemi. Kiedy chciałam to mogłam też latać. Mogłam być czymkolwiek zamarzyłam. Kwiatem, deszczem, słońcem, wiatrem, ptakiem, tygrysem ….. Wszystko wokół było wypełnione światłem i słońcem. Światło było wszędzie i wszystkim i we wszystkim, jakby przenikało świat, a świat przenikał światło. Kwiaty, ptaki i wszystko, co spotykałam żyło. Kwiatom pulsowało serce, uśmiechały się do mnie. I wszystko świeciło złotym światłem. I w ogóle wszystko się uśmiechało do mnie. 

    Ostatnio wciąż miewam takie zbiegi okoliczności. Cuda. 

    Idę na przykład do rzeki i myślę: co ten zachodni wiatr chce mi powiedzieć. Tak rzadko tutaj wieje. I jak nigdy sprawia mi wiele przyjemności. Czuję jak mnie obmywa, oczyszcza ta chłodna bryza. I zastanawiam się czemu nie denerwuje mnie, bo zwykle silne wiatry powodują, że czuję się podenerwowana. Tym razem czuję się błogo, wręcz czuję jak schodzą ze mnie kolejne i kolejne warstwy emocji oraz gęstych energii. 

    Następnego dnia … “całkiem przypadkiem” haha, siedząc w kawiarence podchodzi do mnie mężczyzna i zaczyna opowiadać, że nazywa się West Wind (zachodni wiatr) i przyjechał ze Stanów od Indian, gdzie mieszkał przez ostatnie 15 lat. I mówi, że kolekcjonuje pióra, a Ja znajduję kilka dni wcześniej przed drzwiami domu pióro czarnego bociana. I w ogóle to podszedł do mnie, bo wącham olejki Young Living, a On też ma te olejki. I w ogóle olejków tej firmy mało kto w Polsce używa i dlatego postanowił podejść do mnie.

    I tak ciągle mam. Wy też tak macie?

    JESTEM W KRAINIE CUDÓW. 

    CODZIENNIE. 

    KAŻDEGO DNIA.

    I nieważne co mnie spotyka. Czasem jest też ciężko. Napłyną emocje. Coś w ciele się zagnieździ. Czasem jest szybko, a czasem wolno. Czasem działam jak szalona, a czasem ogarnie mnie marazm i beznadzieja. Ale to jest MOJA KRAINA CUDÓW. Niepowtarzalna. I tylko Moja. Święta. 

    Pozdrawiam Was z Krainy Cudów, Małgosia <3

  • Szczęście czy nieszczęście?

    Szczęście czy nieszczęście?

    Tak dużo ostatnio wydarza się w życiu wielu kobiet. 

    I czasem wydaje się, że to już tak zwany “koniec świata”. 

    Jak się potem okazuje to często dopiero początek tego NOWEGO ŚWIATA, nowej jakości. 

    Warto odpuścić stare, żeby powstała przestrzeń na nowe. I zamiast psioczyć i użalać się nad sobą, warto wejść na nowe tory i otworzyć się dla nowego, lepszego – powiedzmy – bo i tak nie ma lepszego czy gorszego. ZAWSZE DZIEJE SIĘ DOBRZE. Tylko nasz umysł nie chce w to uwierzyć. Ego sabotuje wszystko, co wyprowadza go ze sfery komfortu. 

    Obecnie wszystko przyspieszyło absolutnie. W ciągu roku dzieje się tyle, co kiedyś w ciągu dziesięciu lat. Dlatego czasem warto tak zwyczajnie przysiąść i odpocząć. Niektóre z nas bowiem lubią iść na całość i zatracić się w zmianach, bez oddechu. 

    A niektóre nie mogą wytrzymać tego przestoju, który jest naturalny w przejściu w nową jakość. Bo stare już się skończyło, a nowe jeszcze nie nadeszło. 

    I w owym czasie, zamiast odpocząć, nabrać sił i poczekać z ufnością i akceptacją wszystkiego, co spotkałyśmy, to nerwowo działamy. Uruchamiają się takie programy, jak poczucie braku, wszelakiego braku. I tego w materii i tego w poczuciu własnej wartości. Może pojawić się strach, że nie damy rady. Też strach przed nieznanym. Do tego złość, może zawiść, że ktoś ma lepiej – choć nie wiemy tak naprawdę czy ma lepiej. To tylko nasza subiektywna ocena. Nie będąc w skórze innej osoby tak naprawdę nie wiemy, co kryje się wewnątrz. Nadal jeszcze dużo pozorów stwarzamy, choć już coraz więcej w nas autentyczności jest.

    ———————————————————————————–
    Na zakończenie przytoczę starą przypowieść, którą znam od jakiś dwudziestu paru lat, nie pamiętam już skąd.

    To jest przypowieść o Gospodarzu i koniu.

    Gospodarz miał konia. Pewnego dnia koń uciekł. 

    Przyszli do Gospodarza wieśniacy i mówią: – Ale Gospodarzu spotkało cię nieszczęście. Koń ci uciekł.

    Na to Gospodarz: – Nieszczęście albo szczęście ….

    Po kilku dniach koń powrócił na czele stada koni, które przyprowadził do gospody.

    Przyszli do Gospodarza wieśniacy i mówią: – Ale Gospodarzu spotkało cię szczęście. Masz teraz stado koni.

    Na to Gospodarz: – Szczęście albo nieszczęście ….

    Syn Gospodarza zaczął ujeżdżać konie, spadł i połamał sobie nogi.

    Przyszli do Gospodarza wieśniacy i mówią: – Ale Gospodarzu spotkało cię nieszczęście. Twój syn się połamał.

    Na to Gospodarz: – Nieszczęście albo szczęście ….

    Za kilka tygodni do wioski przybyli żołnierze, zabierając wszystkich chłopców na wojnę. Pozostał w wiosce tylko syn Gospodarza z połamanymi nogami. 

    Przyszli do Gospodarza wieśniacy i mówią: – Ale Gospodarzu spotkało cię szczęście. Wszyscy chłopcy poszli na wojnę, a twój syn został w domu.

    Na to Gospodarz: – Szczęście albo nieszczęście ….

    I tak dalej, i tak dalej ….

    ———————————————————————————–

    Pamiętam jak kiedyś ta przypowieść odmieniła moje postrzeganie wszystkiego, co się wydarza w moim życiu. 

    Pamiętam chwile z serii: 

    Jak samochód stawał na środku skrzyżowania, a ja jechałam na ważne biznesowe negocjacje i miałam zarobić dużo pieniędzy i nagle na ułamek sekundy świat mi się rozpadał, a za chwilę wychodzę z samochodu, staję na środku skrzyżowania, unoszę ręce w górę i mówię: Dzięki Ci Boże, że nie pojechałam dalej. Dziękuję za tę chwilę tu i teraz. Zawsze z myślą, że to, co się teraz stało jest NAJLEPSZE dla mnie (bo przecież jadąc dalej mogłoby się stać coś “gorszego” – pisane w cudzysłowiu, bo wracając do przypowieści – ZAWSZE DZIEJE SIĘ DOBRZE). I czasem sama śmiałam się do Siebie na głos. Bo jak ta wariatka, na środku skrzyżowania, zima, minus 20, wichura, śnieżyca. A ja w szpileczkach i rajstopkach cienkich gotowa klękać na śniegu. W korpo mówili na mnie nawiedzona hahahha. Tak mieli rację. Poznali się na mnie. 

    Teraz przekazuję dalej, może komuś się przyda.

    Aaaa i jeszcze dobry tekst :-). 

    Jak wdepniesz w gówno, to się ciesz, bo na gównie przecież tak wszytko pięknie rośnie. To nawóz. Zasili i da plon. Często się wydaje, że tak wdepnęliśmy, że hej, a potem okazuje się, że to był początek PIĘKNEGO. I bywa też na odwrót. Czasem jesteś w euforii, bo tak wszystko pięknie się układa, a potem piździec. Zdaje się, że popadłaś w gówno. Hahah. Ale gówno to nawóz, Zasili i da plon. Więc tak wkoło Macieju. I powracam do przypowieści. 

    A tak na marginesie tego tematu: to warto oddzielić się od swoich emocji. One nie są nami i nie są nasze. My to Źródło, Światło i Miłość. Reszta to nie my. Czyli warto być obserwatorem życia, aniżeli uczestnikiem. Jak w teatrze, oglądając sztukę. Wtedy nie popadamy w mentalność ofiary. Nie taplamy się we własnych emocjach, nieszczęściu. Owszem zauważamy je, przeżywamy, akceptujemy i wypuszczamy. To nie nasze. Tak tylko sobie na chwilę przeszły przez nasze ciała, umysły i dusze. 

    Życzę samych DOBROCI dla Was, Małgosia <3