Tag: opowieść

  • Nigdy nie będzie lepiej.

    Nigdy nie będzie lepiej.

    Czyżby? Tak, tak właśnie chcę i potrzebuję. Dziękuję Nitya Patrycja Pruchnik.

    Dziś wylosowałam sobie kartę do medytacji (od Patrycji) na ten tydzień. I co widzę: “Nigdy nie będzie lepiej. W tym właśnie jest Spokój.”

    Może dla niektórych wydaje się niedorzeczne, przynajmniej na pierwszy rzut rozumu, ale ze mną tak mocno rezonuje, że postanowiłam się podzielić z Wami moimi przemyśleniami.

    Dawno temu sama uczyłam specjalnych pytań, typu: jak może być jeszcze lepiej, co najlepszego mogę dla siebie zrobić, jak najlepiej mogę to zakończyć, jak pięknie dzisiaj jest? I tak dalej. Takie pytania sugerują odpowiedź, zawsze pozytywną. I pewnie część z tych pytań jest ok i może wzmocnić, może czasem sztucznie i powierzchownie, ale to też czasem potrzebne. Zastanówmy się nad tym konkretnym: jak może być jeszcze lepiej? I zestawmy:
    Nigdy nie będzie lepiej vs Jak może być jeszcze lepiej.

    Często czekamy na COŚ. COŚ wyjątkowego, lepszego, ładniejszego, doskonalszego, nowszego, nowoczesnego, zdrowszego … . Czy nie zapędza nas to w kozi róg? Wyzwala oczekiwania, które są wynikiem pożądań i pragnień. Jest szkoła, że to pragnienia trzymają nas przy życiu. Trzymają czy powodują, że tracimy życie? Rzucam tak luźno, żeby każda z nas mogła się zastanowić, jak w naszym wnętrzu to wybrzmiewa i co się zadziewa, jakie emocje się rodzą.

    Dla przykładu. Jeśli dążymy do zdrowszego stylu życia, to czy dążenie to nas wyzwala, uzdrawia, wzmacnia czy też osłabia, powoduje, że wpadamy w samobiczowanie, kata, ofiarę, a może bycie lepszą, na czasie, mądrzejszą od innych.

    Z jednej strony dlaczego nie miałybyśmy dążyć do lepszego, zdrowszego, ładniejszego? Z drugiej dlaczego to robimy? I co nam ucieka, umyka w tym czasie, kiedy próbujemy zmienić życie na lepsze.

    Z mojego punktu ucieka nam tu i teraz. Większość tych fajnych i wydawałoby się dobrych dla nas działań, to podpięcie pod ideologie ziemskiego systemu życia. Nie potrafimy dostrzec tej chwili, tego życia które się żyje właśnie, często podświadomie oceniając je i nie akceptując, skoro chcemy ulepszać. A jeśli jesteś perfekcjonistką i masz na dodatek na wyposażeniu programy niewystarczającej albo za mało kochanej, zauważanej – a te raczej większość ludzi ma, to wtedy dopiero zaczyna się jazda. Jeszcze mogłabym lepiej, szybciej, perfekcyjniej, doskonalej.

    I jest różnica pomiędzy dążeniem do zdrowszego, lepszego życia a życia, które potrzebuje nasza dusza. Te pierwsze zwykle jest z ego a drugie z głębi potrzeb duszy. Tylko co jest lepsze ego czy dusza? Ego/dusza może przerabia przywiązanie do życia, chcemy długo żyć, wypieramy śmierć, degradujemy i stawiamy ją poniżej życia. Zaprzeczamy jednemu z podstawowych praw, prawu życia i śmierci. Jeśli z tego powodu dbamy o zdrowie, to taka pobudka oznacza utratę i ciągłe powtarzanie doświadczenia. Każde przywiązanie będzie się ciągnąć za nami w nieskończoność. Dusza przyszła coś przeżyć, doświadczyć. Ale czemu? Pewnie temu, że nie zaliczyła danej lekcji. I nie mając świadomości tego, co się wydarza, możemy zapętlić się w koło Samsary czy dzień Świstaka (różnie to można nazwać). Będziemy ciągle powtarzać to samo doświadczenie, tylko w różnych odsłonach, sceneriach i w innej obsadzie aktorskiej. W każdym razie dla mnie to duża sprawa, to dzisiejsze odkrycie. NIGDY NIE BĘDZIE LEPIEJ. Usadza mnie to w tym co JEST, w świadomości wszechrzeczy, wszechdziałań, wszechmyśli czy wszechemocji. Daje możliwość doświadczania i patrzenia bez oceny, pragnień, pożądań, programów czy schematów ziemskich. A to z kolei zostawia w moim ciele i aurze mnóstwo energii, którą traciłam na ulepszanie siebie i życia, nie daj boże kogoś 🙂. I wtedy nie muszę już tak dbać o zdrowsze i lepsze życie, bo one takie się staje właśnie. I to dzięki nie dążeniu do lepszego, a pozostaniu w tym jak jest, bez oceny i ulepszeń. Więcej energii, więcej spokoju równa się “lepsze” życie.
    Co nie oznacza, że mam nie wymienić kosza na śmieci w łazience na nowy. Robię to, ale pomijając oprogramowanie – tak w skrócie, czyli na przykład pokazanie teściowej czy koleżance, że mam taki ładny i jestem taka fajna i zaradna i jestem taka wystarczająca i lepsza (ten nowy przecież jest lepszy niż ten stary). Mało tego mogę się nasycać oglądając i wybierając taki kosz. Miałam tak wyraźne wglądy podczas remontu łazienki w to, kiedy traciłam energię a kiedy mnie to nasycało. Nasycałam się wtedy, gdy wchodziłam właśnie w ten Spokój i nie chciałam ulepszać z oprogramowania, pędu do … . Dziękuję za to i błogosławię tę uważność i mądrość w sobie.
    …….
    …….
    Teraz taka chwila konsternacji: a czy ja się nie usprawiedliwiam inteligentnie, czujnie, sprytnie i wyrachowanie. No właśnie to jest ten moment, kiedy uświadomiłam sobie, że to jest moje dążenie do perfekcji w świadomości, do ulepszania świadomości. Widzę, przyjmuję, akceptuję i szanuję tę część siebie. Pomyślałam sobie w tej chwili: może kiedyś dojdę do tego, aby nie ulepszać tak totalnie – jak pójdę do lasu, tam gdzie nic nie trzeba ulepszać. No … ale tam przecież też czasem trzeba szałas odnowić hahhaha. Także wewnętrzne pobudki i intencje, ale takie czyste i uświadomione są najważniejsze dla mnie na ten moment. Czyste i uświadomione – z podkreśleniem NA TEN MOMENT.

    W każdym razie oznajmiam dziś głośno, wyraźnie, z mocą i otwartym sercem do Uniwersum: Nigdy nie będzie lepiej. W tym właśnie jest Spokój.

  • COŚ WSPANIAŁEGO

    COŚ WSPANIAŁEGO

    “Witajcie Boginie, chciałam się z wami podzielić historią, która zadziała się parę godzin temu, a powiązana jest z rytuałem odcięcia, który robiłyśmy bodajże w sobotę. Jedną z osób z którą robiłam ten rytuał był mój Ojciec i w moim przypadku odcięcie ( a raczej transformacja relacji) odbyło się poprzez ucałowanie Jego stóp z miłością, szacunkiem i akceptacją.
    Wyobraźcie sobie, że szukając w pociągu swojego miejsca podróży, trafiam na współpasażera, który w dużym stopniu przypomina mojego własnego Ojca – oczywiście momentalnie poczułam falę gorącą przepływająca od stóp po czubek głowy. Po chwili okazuje się, że również sposób mówienia, ton głosu i poglądy na ten świat łudząco przypominają mi własnego Tatą.
    Nawiązuje się pomiędzy nami konwersacja w temacie kobiet, kościoła i religii. Słyszę, że jestem egoistyczna, pyszna, dzika i nieodpowiedzialna – nie chodzę do kościoła, nie mam poczucia grzechu, potrzeby spowiadania się poprzez pośredników, uznania autorytetów i nauk kościoła.
    W moim odczuciu Pan jest narzucający, autokratywny i wszechwiedzący w wypowiadanych opiniach. Wypisz wymaluj mój Tato.
    Osiadam w tej całej sytuacji w uważności obserwowania swoich emocji – budzącego się ego, które chciało ogłosić że moja prawda jest prawdziwsza; współczucia i oceny, że ktoś w moim mniemaniu jest zamknięty w schematach; doświadczam poczucia żalu i braku akceptacji na moje życie/wybory/postrzeganie świata; złości i buntu, że ktoś mówi mi co muszę/powinnam zrobić żeby uratować dusze swoją i mojej rodziny…

    I wiecie, piękne jest to że ostatecznie osiadłam w uczuci miłości, akceptacji i zaciekawieniu na drugiego człowieka bez potrzeby osądzania, korygowania i tłumaczenia się.
    Nasze spotkanie zakończyło się z uśmiechem, Bożym błogosławieństwem i nieoczekiwanym prezentem, który przyjęłam z wdzięcznością.
    I kiedy już zostałam sama przyszła do mnie myśl- intencja, że spotkania z moim własnym Tatą przebiegają właśnie w takich energiach miłości i akceptacji MOJEGO serca.
    Tak więc jeszcze dobrze nie zdążyłam wrócić do domu, osiąść w tym co doświadczyłam w naszym Kręgu a już dzieje się taka Magia.
    Agnieszka”

    Dziękuję bardzo Agnieszka za Twoją opowieść, piękną i szczerą. Tak właśnie dzieje się, kiedy przestajemy oceniać i przyjmujemy świat, ludzi jakimi są. Ja od dawna zadaje sobie pytanie: Jakie mam prawo oceniać co jest dobre a co złe i skąd wiem co czym jest? Skoro się dzieje i mnie spotyka, to jedynie cenna informacja właśnie dla mnie. Nie dlatego mam to przed oczami, żeby ocenić, ale żeby w pokorze i miłości przyjąć, co przychodzi i zastanowić się czy chcę, potrzebuję tego dalej doświadczać, czy może chcę i potrzebuję inaczej. Dlaczego mnie to dotknęło i akurat na mnie trafiło? Co chce się pokazać, uzewnętrznić, wyjść na jaw, na światło dzienne. Nigdy do tego nie dotrę, uważając, że to ludzie/świat są tacy czy tacy, czyli spoglądając na zewnątrz. Przyjmując, akceptując i rozważając po co i dlaczego w kontekście jedynie swojego losu – dokładnie o to mi chodzi.

    Dziękuję Kobietom, które brały udział w warsztacie za zaufanie, za Waszą otwartość i szczerość. Za każdą z Was tak piękną i jedyną w swoim rodzaju. Dziękuję za ten wyjątkowy czas dla mnie, kiedy dzięki Waszej energii mogłam otworzyć się jeszcze bardziej na prawdę o sobie, bez jej oceny i za to, że mogłam w RAdości i spontaniczności ją przekazywać ❤.
    Jesteście/śmy piękne i mądre i pamiętamy o tym.

    HASŁO TEGO WARSZTATU: COŚ WSPANIAŁEGO – tylko my wiemy o co chodzi, ale dobrze brzmi, więc możecie wziąć dla siebie ❤.

    PS. W tym roku to już ostatni warsztat podstawowy z gimnastyką słowiańską, mięśniami dna miednicy, oddechem i elementami tantry. Teraz w okresie ciepłym zapraszam na doświadczanie gimnastyki i tantry w żywiołach i nie tylko. Na warsztaty zaawansowane I, II, III i IV stopnia: https://sklep.metamorphosis.gs/ Oraz na przepiękny i kompleksowy przekaz on-line MOC ŚRODKA Sekret Zdrowia i Urody: https://produkty.metamorphosis.gs/…/moc-srodka-kurs-video/

    Całuski i dobrego dzionka, Gosia  ❤

  • Z żadnym facetem nie doświadczyłam tego, czego doznałam w trakcie tego warsztatu

    Z żadnym facetem nie doświadczyłam tego, czego doznałam w trakcie tego warsztatu

    SEKS I ORGAZM GENITALNY vs TANTRA PRAWEJ RĘKI

    Kolejne świadectwo od Kobiety po warsztacie zaawansowanym I stopnia w Szkole Miłości Metamorphosis.

    Mężczyźni pięknie sczytują z pola kobiety i podążają drogą tantry prawej ręki. Niektórzy jednak nie są gotowi już na teraz, ale choć małe ziarenko zostanie zasiane, to nie zniknie, tylko czasem potrzebuje więcej czasu.

    *******************************************************************
    Tak pisze Renata:

    “Kochane Kobiety i Ty Gosiu dzięki której wiele się zadziało.
    Dziś dokładnie o 13.13 ( akurat zerknęłam na zegarek 🙂, zaczęłam pisanie wspomnień z warsztatów i nie tylko warsztatów. Nie umiem pięknie ubrać w słowa i opisać co dała mi gimnastyka słowiańska, poza tym mam wrażenie, że żadne słowa tego nie są w stanie oddać.
    Do gimnastyki słowiańskiej przybierałam się jak do przysłowiowego jeża. Co chwilę Wszechświat podrzucał mi informacje na jej temat, a ja podświadomie wiedziałam, że jest to coś dla mnie, coś co mnie woła, ale ciągle też znajdowałam wymówki, a to brak czasu, a to może jeszcze nie teraz, nie dziś i tak w kółko. Wyjazdy na warsztaty to też był jakiś szalony rollercoaster, z którego dosłownie dwa razy wypadłam. Na pierwszy krąg nie pojechałam, musiałam zrezygnować dosłownie na dwa dni przed wyjazdem. Na pierwszy warsztat zaawansowany, na który byłam zapisana też nie dotarłam, obudziłam się rano w dniu wyjazdu z mega gorączką. Temperaturę mierzyłam jak obłąkana co pół godziny i miałam nadzieję że termometr pokaże 36,6 , ale zarówno termometr jak i moje ciało droczyło się ze mną i mówiło, nie pojedziesz, nie teraz. Nie byłam w stanie zwlec się z łóżka. Zadzwoniłam do Gosi i powiedziałam płacząc, że ja wiem że ona mówiła, że każdy krąg jest dokładnie taki jak powinien być, ale kurwa dlaczego akurat ten krąg ma być beze mnie . Na warsztat zaawansowany dotarłam w tym roku, czyli rok później niż to pierwotnie zakładałam ( oczywiście ponownie nie obyło się bez zmiany terminu, ale tym razem tylko o dwa tygodnie). Wiem z całą pewnością, że to był mój krąg i czas kiedy powinnam uczestniczyć w warsztacie zaawansowanym. Każdy warsztat jest dla mnie odkryciem, pełniejszą akceptacją siebie, tego co przynosi mi los, dotarciem do głębi, do tego co ukryte we mnie, do tego co ciemne i mroczne i tego co świetliste. Ale warsztat zaawansowany to było coś zupełnie innego. Nie spodziewałam się , że tak wiele otrzymam , tak wiele się przetransformuje, uzdrowi, że uleczy się joni i sfera seksu. We własnym ciele doświadczyłam jak piękny jest seks nr 2, jak głęboki i zupełnie inny od tego co znane. Było to dla mnie wypełnienie, ukojenie, oczyszczenie, uzdrowienie. Orgazm, który jak wszystkie wcześniejsze orgazmy ( które nota bene były ze wszech miar cudowne, ale które odzierały mnie z energii )nie sprawił, że czułam się bez sił, dosłownie wypruta z energii, był to orgazm wypełniający, dający siłę i ogromny spokój, a właściwie pokój w sercu. Wiem, że gdybym rok wcześniej pojechała na warsztat zaawansowany, to zwiewałabym pieszo do domu. Tym razem wszystko co proponowała Gosia każde ćwiczenie tantryczne, każde zadanie przyjmowałam z ogromnym spokojem i zaufaniem, nic nie budziło mojego sprzeciwu, czy zdziwienia. Wszystko działo się tak jak powinno. Z żadnym facetem nie doświadczyłam tego, czego doznałam w trakcie tego warsztatu. I to pomimo tego, że seks i bliskość z mężczyzną, zawsze były dla mnie fajną a właściwie mega fajną sprawą. Zaraz po warsztacie zostawił mnie facet , najlepsze jest to, że wiem, że tak jest lepiej dla nas obojga. Byliśmy sobie potrzebni, w czasie gdy byliśmy razem, teraz każde z nas idzie swoją drogą, nadal się przyjaźnimy i jest mi z tym lepiej, mam większy spokój i głębokie przekonanie, że rozstanie to najlepsze co mogło nas spotkać. Gimnastyka daje mi ogromny spokój i otwarcie się na nowe, na to co każdego dnia przynosi mi życie, daje ekscytację dziecka i mądrość dojrzałej kobiety, umiejętność spojrzenia z dystansem na siebie , na innych, na życie. Czasami czuję się jak aktorka o wielu różnych twarzach grająca milion ról. Jestem kobietą, jestem piękna, wystarczająca, silna i słaba, jasna i mroczna, radosna, szalona, smutna. Jestem wszystkim, bo wszystko jest we mnie. Dziękuję za możliwość odkrywania siebie, Tobie Gosiu dziękuję za Twoją mądrość w prowadzeniu kobiet ku odkryciu ich mocy, Wam Kobiety z kręgów za dobro i akceptację, której od was doświadczyłam, za różnorodność, ciepło, śmiech i łzy.
    Dodatkowo, zakochałam się w długich spódnicach, chodzeniu bez majtek i biustonosza. Kij z dupy, korona na głowie, jak się zsunie to poprawiam i idę przed siebie czuć i doświadczać tego co przynosi życie z pełnym zaufaniem w to, że zawsze przynosi co najlepsze dla mnie w danym momencie.
    Dziękuję Renata.”
    *******************************************************************

    Po Szkole Miłości można zostać:
    1. Słowiańską Kapłanką Miłości (tantra prawej ręki) i/lub
    2. Instruktorką Gimnastyki Słowiańskiej
    Tutaj możesz poczytać o tej drodze: /https://metamorphosis.gs/zostan-instruktorka/
    ❤ ❤ ❤ ❤ ❤
    Zapraszam bardzo bardzo na Program Moc Środka – Sekret Zdrowia i Urody – on-line
    Jeszcze zostały bilety z III puli (promocyjnej).
    Program rozpoczynamy od 1 stycznia 2023. Jego wartość jest dużo większa niż zaproponowana cena, ponieważ poczułam, że to ważne i że jest potrzeba podzielenia się z Wami kobietami tym, co odkryłam w sobie.
    Żeby nasza MOC wróciła do nas i żebyśmy nie traciły jej bez sensu. Żeby mieć moc i energię dla siebie, naszych mężczyzn i dzieci. Czym wypełnimy mężczyzn i ich CZYN, jak będziemy same puste?
    A Ziemia potrzebuje teraz CZYNU w mocy, mądrości i prawdzie, który będzie służył Mateczce Ziemi.

    Tutaj link do Programu (27 poranków i 6 weekendów): https://sklep.metamorphosis.gs/…/program-moc-srodka-2022/
    ❤ ❤ ❤ ❤ ❤

    Zapraszam z miłością i w służbie, Gosia Małgorzata Daniło-Gorlewicz ❤

  • Najpiękniejszy opis duszy

    Najpiękniejszy opis duszy

    Najpiękniejszy opis duszy jaki kiedykolwiek widziałam. W wielkim zachwycie jestem …… wszechogarniającym i wszechobecnym zachwycie …..
    Bardzo polecam Wam kobiety przeczytać.
    💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚
    “— Gdy byłam mała, też unosiłam się wysoko z tym właśnie orłem. Jeszcze niewiele mogłam zrozumieć, ale to było bardzo, bardzo ciekawe i niezwykłe. Polana z wysokości wydawała się mała. Ziemia stała się wielka, bezkresna, nie do ogarnięcia. To było bardzo silne, intensywne doświadczenie i jego niezwykłość zapamiętałam na długo… Na zawsze.
    Gdy podrosłam i miałam już trzy lata, któregoś razu pradziadek zadał mi pytanie:
    — Powiedz, odpowiedz, Anastazjo, czy wszystkim zwierzątkom podoba się, gdy głaszcze je twoja ręka?
    —Tak, wszystkim. One nawet machają ogonkami, bo podobają się im bardzo pieszczoty.
    I trawom, i kwiatkom, i drzewkom – wszystkim się podoba, ale nie każdy ma ogon, żeby machać, żeby pokazać, jak mu dobrze, gdy głaszczą go rączki.
    — Czy to znaczy, że wszystko wokół pragnie poznać objęcie twoich rąk?
    — Tak, wszystko, co żyje, rośnie, i małe, i duże.
    — A ogromna Ziemia też chce pieszczot? Widziałaś Ziemię, jej wielkość?
    Przypomniał mi się żywy obraz z orłem, z niemowlęctwa. Wielkość Ziemi znałam nie ze słyszenia. Więc bez namysłu mogłam odpowiedzieć pradziadkowi: – Ziemia jest wielka, końca jej nie widać. Ale któż zdoła Ziemię całą objąć? Jest tak wielka, że nawet twoich rączek, dziadku, byłoby mało, żeby Ziemię całą objąć…
    Pradziadek rozpostarł ręce na boki, popatrzył na nie i potwierdził, zgodziwszy się ze mną: – Tak, nawet moje rączki nie wystarczą, żeby Ziemię całą objąć. Ale ty powiedziałaś, że Ziemia, tak jak wszystko, pragnie pieszczoty.
    — Tak, pragnie. Wszyscy chcą pieszczot od człowieka.
    — Zatem, Anastazjo, powinnaś objąć całą Ziemię. Pomyśl, jak ją objąć – powiedział dziadek i odszedł.
    Często myślałam, jak objąć całą Ziemię, i nie mogłam wymyślić. Wiedziałam, że pradziadek nie będzie ze mną rozmawiał, nie usłyszę od niego następnego pytania, dopóki nie rozwiążę zagadki, więc starałam się.
    Upłynął więcej niż miesiąc. Zagadka wciąż nie była rozwiązana. I kiedyś nagle spojrzałam pieszczotliwie z daleka na wilczycę. Stała w drugim końcu polany.
    Wilczyca zamachała ogonem w odpowiedzi na spojrzenie. Potem zauważyłam, że cieszą się wszystkie zwierzątka, gdy patrzę na nie czule i z radością, i nie ma znaczenia odległość od nich ani ich wielkość. Radość napełnia ich od spojrzenia albo gdy o nich pomyślę z miłością. Zrozumiałam, że robi się im dobrze, tak jak wcześniej od rączki, gdy się pieści ręką. Wtedy zrozumiałam… Jestem “Ja” ze swoimi rączkami i nóżkami, ale jest jeszcze “Ja” większa, niż można rączkami pokazać. I ta wielka i niewidzialna to także jestem ja. A to znaczy, że każdy człowiek tak jest skonstruowany jak ja. I to moje wielkie “Ja” zdoła objąć całą Ziemię.
    Gdy pradziadek przyszedł, powiedziałam mu, promieniejąc cała z radości:
    — Dziadku, dziadku, zobacz, wszystkie zwierzątka cieszą się nie tylko gdy obejmuję je rączką, ale i gdy z daleka na nie patrzę. Coś niewidzialnego, ale mojego, obejmuje je, więc i Ziemię całą może objąć.
    Obejmę całą Ziemię niewidzialną sobą! Jestem Anastazja. Jestem malutka i jestem duża. Jeszcze nie wiem, jak nazwać tą drugą siebie. Ale pomyślę´, jak ją dobrze nazwać, i nazwę, i odpowiem ci, dziaduniu. Czy wtedy zechcesz ze mną rozmawiać?
    Pradziadek od razu zaczął rozmawiać:
    — Wnuczko, nazwij tę drugą siebie – Duszą, swoją Duszą. I chroń Ją i działaj Nią – nieobjętą.
    — Powiedz, Władimirze, ile miałeś lat, gdy mogłeś pojąć, uświadomić sobie, poczuć swoją Duszę?
    — Nie pamiętam dokładnie – odpowiedziałem Anastazji i pomyślałem: “Czy w ogóle poznałem swoją Duszę i ile lat mają inni, gdy Ją poznają? W jakim stopniu? Może po prostu mówimy o Duszy, nie czując się z Duszą jednością, nie myśląc o swoim drugim, niewidocznym «Ja»….”
    Anastazja
    💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚
    Z Miłością wszechogarniającą wszystko …. w wielkim zachwycie, Małgosia
    💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚
  • Osąd – białe czy czarne?

    Osąd – białe czy czarne?

    Od lat mało mówiłam o tym, gdyż ludzie mnie nie rozumieli. Nawet najbliżsi. Gdy mówiłam, próbowali wpędzać mnie wręcz w poczucie winy. Że to jestem bezduszna, bez serca itp.

    A ja czułam, głęboko, że KAŻDA SYTUACJA/WYDARZENIE jest po coś i jest “DOBRE”. Piszę w cudzysłowie, gdyż na poziomie duszy nie ma dobrego i złego. Nasza ludzka etyka i zasady moralne nie mają nic wspólnego z etyką duszy.

    ——————————————————————————-

    Zawsze miałam takie poczucie, że nie mnie oceniać, co jest “dobre” a co “złe”. To nie moja rola. A poza tym wszystko dzieje się dobrze. Na poziomie duszy wszystko, co się dzieje jest uzgodnione i jest na to pełna zgoda i przyzwolenie, więc po co się wtrącać w umowę dusz. Piszę tu o przypadku “kat” i “ofiara”. Kiedyś mój znajomy powiedział, że najbardziej idealny związek to związek kat-ofiara, gdyż kat szuka ofiary, a ofiara kata. I zawsze siebie znajdą i trafią, jak to się mówi, swój na swego. 

    Co innego, jak ofiara nie chce być już ofiarą i coś z tym robi. Wtedy często szuka pomocy, wsparcia i wówczas można jej pomóc, ale nigdy bez jej zgody. 

    Inny temat to też taki, że ofiara jest katem, a kat ofiarą. W duchowości nie ma logiki rozumu. Tam są inne prawa. I dużo paradoksów – na ludzki rozum. Ofiara będąc w roli ofiary potrzebuje dużo energii z zewnątrz, więc będzie szukać jej, poprzez użalanie się, wciąganie w wyjaśnianie spraw, stosunków. I świadomość tego pozwala się uchronić, no chyba, że mamy coś do przerobienia w tym temacie i musimy wejść w ten schemat, razem z ofiarą. 

    W każdym razie ZAWSZE CHODZI O TO, ŻEBY WYBACZAĆ i KOCHAĆ. To dwa cele ŻYCIA. Nie ma innych. 

    I o tym traktuje książka i film Chata, które bardzo polecam przeczytać i obejrzeć: https://m.cda.pl/video/3373405c6?fbclid=IwAR3CZXd8rzwkZjozugRvorKUE9aiBfourpA2qvl-g6DerUzBz_TWd-T_IJs

    I żeby nauczyć się kochać i wybaczać czasem musimy wejść w schemat kat-ofiara, bo przecież nie sztuka kochać i nie ma czego wybaczać tym, którzy nas kochają. Nauczyć się tej sztuki można jedynie poprzez tak zwane “zło”. Czyli wszystko to, co po ludzku się osądza i mówi, że to złe jest. A to wszystko po to, żeby nas nauczyć dwóch podstawowych celów Życia. KOCHAĆ I WYBACZAĆ.

    ——————————————————————————

    Wiele razy w rodzinie mojej dochodziło do dyskusji o politykach czy innych zdarzeniach ze świata, że ktoś kogoś skrzywdził. 

    Co dzieje się na poziomie energii przy takich dyskusjach. Osoby oceniające tracą energię, oddają ją w kierunku osądzanych – to pierwsza rzecz. A druga to taka, że wchodząc w rolę Boga, krzywdzą Siebie i swoje Rodziny i Rody. Nic bowiem nie rozpływa się w eterze. Jeśli osoba nie przerobi tematu (a osądzi, wtrąci się lub pomoże bez zgody), idzie to w Ród: na dzieci, wnuki itd., aż któryś z nich tak dostanie w kość w danym temacie, że musi coś z tym zrobić. Nie ma wyjścia. Ale wtedy jest już bardzo ciężko. 

    Jeśli coś oceniamy, znaczy, że nas poruszyło, a to znaczy, że nas dotyczy. Że to temat do przerobienia dla nas, a nie do osądu. Osądzając chcemy pokazać sobie, że jesteśmy lepsi od osądzanych. Przez to chcemy ukryć przed sobą, że to nas dotyczy. Im bardzie zagorzałe osądy, tym bardziej panicznie chcemy ukryć przed sobą. 

    Jeśli pomożemy komuś bez zgody powodujemy, że odbieramy osobie i jej rodowi przepracowanie sprawy, odbieramy karmę rodu i jednocześnie bierzemy tę karmę na swój ród. Jest to niekorzystne dla obu stron. 

    ——————————————————————————-

    Zatem, jeśli ktoś kogoś zabije, zgwałci, okradnie, pobije, skrzywdzi, znaczy, że tak ma być. Dusze się na to umówiły. Żeby nauczyć się WYBACZAĆ. Co nie oznacza, że jak ofiara chce świadomie wyjść z roli i poprosi nas o pomoc, mamy stać w bezruchu. Nie oznacza to też tego, że jeśli tak się stało, możemy to osądzać. Możemy coś zrobić, zadziałać, ale ważna jest intencja z jaką to robimy oraz przyzwolenie ofiary. 

    Czy robimy po to, aby podświadomie siebie wybielić, pokazać jacy my dobrzy, lepsi jesteśmy? 

    Czy, aby nie czuć, że rola kata jest w nas?

    ——————————————————————————-

    W każdym razie najlepiej jest robić swoje, patrzeć na siebie i swoje INTENCJE. Nie CZYNY, a INTENCJE.

    A o tym pięknie traktuje ta przypowieść:

    “– Czy ja umarłem? – zapytał człowiek.

    – Tak. – skinął głową Kronikarz, nie odrywając oczu od wielkiej księgi. – Umarłeś. Niewątpliwie.

    Człowiek niepewnie przesunął się nieco do przodu.

    – I co teraz?

    Kronikarz spojrzał na człowieka i ponownie zajął się studiowaniem księgi.

    – Teraz musisz iść tam – powiedział, wskazując palcem niepozorne drzwi. – Albo tam – palec Kronikarza zwrócił się w stronę innych, identycznych, drzwi.

    – A co tam jest? – zainteresował się człowiek.

    – Piekło – odpowiedział Kronikarz. – Albo raj. Zależnie od okoliczności.

    Człowiek stał i patrzył raz na jedne drzwi, raz na drugie, nie mogąc się zdecydować

    – A ja dokąd mam iść?

    – To ty sam nie wiesz? – Kronikarz uniósł brew.

    – No… – zawahał się człowiek. – Nie wiem. Chyba tam, gdzie mnie skierujecie, zgodnie z moimi czynami…

    – Uhm. – Kronikarz włożył do księgi zakładkę i po raz pierwszy dokładnie przyjrzał się człowiekowi. – Czynami, powiadasz…

    – No bo jak inaczej?

    – Dobrze – Kronikarz otworzył księgę na pierwszych stronach i zaczął czytać nagłos. – Tu jest napisane, że w wieku dwunastu lat przeprowadziłeś staruszkę przez jezdnię. To prawda?

    – Prawda – potaknął człowiek.

    – To dobry uczynek czy zły?

    – Dobry!

    – Zaraz sprawdzimy… – Kronikarz przerzucił stronę. – Pięć minut później ta staruszka wpadła pod tramwaj na następnej ulicy. Gdybyś jej nie pomógł, to minęłaby się z tramwajem i żyła by jeszcze jakieś 10 lat. Więc?

    Człowiek słuchał z przerażeniem.

    – Albo tutaj – Kronikarz otworzył księgę na kolejnej stronie – w wieku dwudziestu trzech lat wraz z kolegami pobiliście kilku chłopaków.

    – To oni zaczęli!

    – Ja mam tu napisane co innego – zaprotestował Kronikarz. – Tak czy inaczej, złamałeś siedemnastolatkowi dwa palce i nos. Za nic. To dobrze czy źle?

    Człowiek milczał.

    – W wyniku czego chłopak nie mógł już grać na skrzypcach, a zapowiadał się całkiem dobrze. Zniszczyłeś mu karierę.

    – Niechcący… – wyszeptał człowiek.

    – No jasne – przytaknął Kronikarz. – Szczerze mówiąc, chłopak nienawidził tej gry na skrzypcach od dziecka. Po waszej bójce został zajął się sztukami walki, żeby umieć się bronić, a po latach został mistrzem świata. Kontynuujemy?

    Człowiek skinął głową.

    – Uwiodłeś dziewczynę. Zaszła z tobą w ciążę, a ty uciekłeś. To było dobre czy złe?

    – Ale…

    – Urodził się chłopczyk. Został chirurgiem i uratował życie setek ludzi. Dobrze czy źle?

    – Chyba dobrze…

    – Wśród uratowanych osób był zabójca-psychopata. Dobrze czy źle?

    – Przecież…

    – Ten zabójca wkrótce udusi kobietę, która mogła zostać matką wielkiego naukowca. Dobrze? Źle?

    – Ja…

    – Naukowiec, gdyby się urodził, skonstruowałby bombę, mogącą unicestwić połowę kontynentu. Źle? Czy dobrze?

    – Ale ja przecież nie mogłem tego wiedzieć! – krzyknął człowiek.

    – No jasne – przytaknął Kronikarz. – Albo tutaj, strona 272 – nadepnąłeś na motylka!

    – I co z tego?

    Kronikarz w milczeniu przewrócił kilka kartek i pokazał człowiekowi zapisaną stronę.

    Człowiek przeczytał i włosy stanęły mu dęba na głowie.

    – Co za koszmar… – wyszeptał.

    – A gdybyś nie rozdeptał motylka, to byłoby tak – Kronikarz wskazał kolejną stronę.

    Człowiek spojrzał i zamarł.

    – Wygląda na to, że uratowałem świat?

    – Tak. Cztery razy – powiedział Kronikarz. – Kiedy nadepnąłeś na motyla, kiedy popchnąłeś staruszka, kiedy zdradziłeś przyjaciela i kiedy ukradłeś babci portmonetkę. Za każdym razem zapobiegłeś katastrofie, ocaliłeś miliony ludzi.

    – A… – człowiek zaczął się jąkać. – A do tej katastrofy to ja też się przyłożyłem…?

    – Tak, ty, bez wątpienia. Dwa razy. Kiedy nakarmiłeś głodnego kociaka i kiedy uratowałeś tonącą kobietę.

    Pod człowiekiem ugięły się nogi.

    – Nic nie rozumiem – powiedział kompletnie zbity z tropu. – Wszystko, co zrobiłem w życiu… wszystko, z czego byłem dumny i czego się wstydziłem… wszystko odwrotnie, do góry nogami, na lewą stronę… nic nie jest tym, czym się wydaje…

    – Dlatego właśnie nie możemy w żaden sposób sądzić cię według czynów – powiedział Kronikarz. – Tylko według intencji… ale w tym zakresie sam sobie jesteś sędzią.

    Kronikarz zamknął księgę i odstawił ją na regał, między inne księgi.

    – Więc jak się zdecydujesz, dokąd iść, to wejdziesz w te drzwi, które wybierzesz. A ja muszę już iść, mam masę pracy.

    Człowiek podniósł głowę i spojrzał na Kronikarza.

    – Ale ja nie wiem które drzwi są do piekła, a które do raju.

    – A to już zależy od tego, co wybierzesz. – odpowiedział Kronikarz.”

    Kobieto jeśli dobrnęłaś do końca 🙂 i post coś Ci rozjaśnił, pomógł w jakiś sposób czy spodobał się zwyczajnie, proszę udostępnij innym Kobietom. 

    —————————————————————————–

    Pozdrawiam Was bez osądu, Małgosia <3

    Jeśli ktoś osądza, też nie osądzam. Daję przestrzeń i wolność. Czasem coś powiem, żeby uświadomić, ale bez osądu i bez emocji. Jeśli zaskoczy ok, jeśli nie zaskoczy też ok. A w konsekwencji to wszystko i tak lekcja dla mnie.

  • Urodziłam

    Urodziłam

    W niedzielę o 5 rano narodził się mój pierwszy bęben szamański. Poród trwał od 12.00 w sobotę do 5.00 nad ranem w niedzielę.

    Wczoraj jak wróciłam do domu, zasiadłam w swoim fotelu, położyłam bęben na stoliku w salonie, zrobiłam sobie drinka z czerwonego martini i świętowałam tę chwilę. Tak witałam bęben w swojej przestrzeni. 

    Widać jak dłonie zmęczone. To był nie lada wyczyn. Piękny rytuał, ale też artystyczne rzemiosło. 

    Wiele się dla mnie zadziało podczas narodzin bębna. I ciekawe, że jechałam tam z zupełnie inną intencją stworzenia bębna, a wyjechałam z zupełnie inną. 

    Pierwotnie i tak logicznie pojechałam po bęben do rytuałów w kręgach, ale bardzo szybko, bo podczas pierwszych kilku godzin warsztatu narodzin bębna, ujawniła się prawdziwa intencja. Choć czuję, że ta intencja jest tylko drogą do czegoś większego. Jakby otworzył się dla mnie jakiś portal, którego jeszcze nie doświadczyłam. Czuję to w Sobie. Inaczej myślę i czuję. Bardzo inaczej. Nie potrafię tego dokładnie opisać, ale spróbuję co nie co. Odbieram rzeczywistość bardziej obrazami, bardziej poetycko, metaforycznie, wzniośle. I ta jakość jest we mnie. Zrodziła się wraz z narodzinami bębna. Coś niesamowitego i magicznego.

    Bęben dla mnie to symbol równowagi męskiego i żeńskiego we mnie, w moim związku, w życiu Jak go trzymam, czuję jak się równoważy. Bęben to żeńskie, a pałka męskie. Bardzo transcendentalne przeżycia miałam podczas narodzin, właśnie w tym temacie. I między innymi po to zrodził się bęben. Ponieważ jest to dla mnie bardzo osobisty temat, więc nie napiszę w szczegółach. Może kiedyś, może nawet wkrótce :-). 

    Jestem bardzo wdzięczna i szczęśliwa, że mogłam go zrobić pod opieką Robert Prokeš oraz w takim akurat kręgu Kobiet. Dziękuję Kasi, gospodyni Gajówka Marynka za przestrzeń, którą dla nas otworzyła.

    Pozdrawiam w nowej jakości, Małgosia 

  • Szczęście czy nieszczęście?

    Szczęście czy nieszczęście?

    Tak dużo ostatnio wydarza się w życiu wielu kobiet. 

    I czasem wydaje się, że to już tak zwany “koniec świata”. 

    Jak się potem okazuje to często dopiero początek tego NOWEGO ŚWIATA, nowej jakości. 

    Warto odpuścić stare, żeby powstała przestrzeń na nowe. I zamiast psioczyć i użalać się nad sobą, warto wejść na nowe tory i otworzyć się dla nowego, lepszego – powiedzmy – bo i tak nie ma lepszego czy gorszego. ZAWSZE DZIEJE SIĘ DOBRZE. Tylko nasz umysł nie chce w to uwierzyć. Ego sabotuje wszystko, co wyprowadza go ze sfery komfortu. 

    Obecnie wszystko przyspieszyło absolutnie. W ciągu roku dzieje się tyle, co kiedyś w ciągu dziesięciu lat. Dlatego czasem warto tak zwyczajnie przysiąść i odpocząć. Niektóre z nas bowiem lubią iść na całość i zatracić się w zmianach, bez oddechu. 

    A niektóre nie mogą wytrzymać tego przestoju, który jest naturalny w przejściu w nową jakość. Bo stare już się skończyło, a nowe jeszcze nie nadeszło. 

    I w owym czasie, zamiast odpocząć, nabrać sił i poczekać z ufnością i akceptacją wszystkiego, co spotkałyśmy, to nerwowo działamy. Uruchamiają się takie programy, jak poczucie braku, wszelakiego braku. I tego w materii i tego w poczuciu własnej wartości. Może pojawić się strach, że nie damy rady. Też strach przed nieznanym. Do tego złość, może zawiść, że ktoś ma lepiej – choć nie wiemy tak naprawdę czy ma lepiej. To tylko nasza subiektywna ocena. Nie będąc w skórze innej osoby tak naprawdę nie wiemy, co kryje się wewnątrz. Nadal jeszcze dużo pozorów stwarzamy, choć już coraz więcej w nas autentyczności jest.

    ———————————————————————————–
    Na zakończenie przytoczę starą przypowieść, którą znam od jakiś dwudziestu paru lat, nie pamiętam już skąd.

    To jest przypowieść o Gospodarzu i koniu.

    Gospodarz miał konia. Pewnego dnia koń uciekł. 

    Przyszli do Gospodarza wieśniacy i mówią: – Ale Gospodarzu spotkało cię nieszczęście. Koń ci uciekł.

    Na to Gospodarz: – Nieszczęście albo szczęście ….

    Po kilku dniach koń powrócił na czele stada koni, które przyprowadził do gospody.

    Przyszli do Gospodarza wieśniacy i mówią: – Ale Gospodarzu spotkało cię szczęście. Masz teraz stado koni.

    Na to Gospodarz: – Szczęście albo nieszczęście ….

    Syn Gospodarza zaczął ujeżdżać konie, spadł i połamał sobie nogi.

    Przyszli do Gospodarza wieśniacy i mówią: – Ale Gospodarzu spotkało cię nieszczęście. Twój syn się połamał.

    Na to Gospodarz: – Nieszczęście albo szczęście ….

    Za kilka tygodni do wioski przybyli żołnierze, zabierając wszystkich chłopców na wojnę. Pozostał w wiosce tylko syn Gospodarza z połamanymi nogami. 

    Przyszli do Gospodarza wieśniacy i mówią: – Ale Gospodarzu spotkało cię szczęście. Wszyscy chłopcy poszli na wojnę, a twój syn został w domu.

    Na to Gospodarz: – Szczęście albo nieszczęście ….

    I tak dalej, i tak dalej ….

    ———————————————————————————–

    Pamiętam jak kiedyś ta przypowieść odmieniła moje postrzeganie wszystkiego, co się wydarza w moim życiu. 

    Pamiętam chwile z serii: 

    Jak samochód stawał na środku skrzyżowania, a ja jechałam na ważne biznesowe negocjacje i miałam zarobić dużo pieniędzy i nagle na ułamek sekundy świat mi się rozpadał, a za chwilę wychodzę z samochodu, staję na środku skrzyżowania, unoszę ręce w górę i mówię: Dzięki Ci Boże, że nie pojechałam dalej. Dziękuję za tę chwilę tu i teraz. Zawsze z myślą, że to, co się teraz stało jest NAJLEPSZE dla mnie (bo przecież jadąc dalej mogłoby się stać coś “gorszego” – pisane w cudzysłowiu, bo wracając do przypowieści – ZAWSZE DZIEJE SIĘ DOBRZE). I czasem sama śmiałam się do Siebie na głos. Bo jak ta wariatka, na środku skrzyżowania, zima, minus 20, wichura, śnieżyca. A ja w szpileczkach i rajstopkach cienkich gotowa klękać na śniegu. W korpo mówili na mnie nawiedzona hahahha. Tak mieli rację. Poznali się na mnie. 

    Teraz przekazuję dalej, może komuś się przyda.

    Aaaa i jeszcze dobry tekst :-). 

    Jak wdepniesz w gówno, to się ciesz, bo na gównie przecież tak wszytko pięknie rośnie. To nawóz. Zasili i da plon. Często się wydaje, że tak wdepnęliśmy, że hej, a potem okazuje się, że to był początek PIĘKNEGO. I bywa też na odwrót. Czasem jesteś w euforii, bo tak wszystko pięknie się układa, a potem piździec. Zdaje się, że popadłaś w gówno. Hahah. Ale gówno to nawóz, Zasili i da plon. Więc tak wkoło Macieju. I powracam do przypowieści. 

    A tak na marginesie tego tematu: to warto oddzielić się od swoich emocji. One nie są nami i nie są nasze. My to Źródło, Światło i Miłość. Reszta to nie my. Czyli warto być obserwatorem życia, aniżeli uczestnikiem. Jak w teatrze, oglądając sztukę. Wtedy nie popadamy w mentalność ofiary. Nie taplamy się we własnych emocjach, nieszczęściu. Owszem zauważamy je, przeżywamy, akceptujemy i wypuszczamy. To nie nasze. Tak tylko sobie na chwilę przeszły przez nasze ciała, umysły i dusze. 

    Życzę samych DOBROCI dla Was, Małgosia <3

  • Ale ładny garnitur!

    Ale ładny garnitur!

    Po przeczytaniu tej oto opowieści przypomniałam sobie Siebie z lat korporacji. Kiedy byłam biznesłumen jeździłam pięknymi samochodami, miałam najdroższe ubrania i byłam pięknie opakowana. Ale coś uwierało. Bardzo dobitnie przekazuje to opowieść, którą znalazłam w Biegnącej z wilkami i tutaj ją przytaczam. Warto przeczytać. Ten tekst dociera bardzo głęboko i porusza duszę, “ustawia” mental i ego. 

    Tak naprawdę teraz też mam wszystko, co mi trzeba, a właściwie jak się przyjrzałam, to nawet mam lepiej. Tylko, że wewnątrz już nie uwiera tak. A jak uwiera, to natychmiast kontaktuję się z tym i uwalniam. Kiedyś tego nie umiałam, bo nie kontaktowałam się z podświadomością. Wolałam widzieć tylko “miłość” i “radość”. Piszę to w cudzysłowiu, gdyż to była ułuda tylko. Wychowana na lekturze amerykańskich książek o pozytywnym myśleniu, zadbałam o zewnętrzną część Siebie i swojego życia. Jednocześnie skrywając i nie dopuszczając do Siebie programów z podświadomości, które często są brudne, śmierdzą i trzeba coś z tym zrobić. 

    Tak oto Ja na zdjęciach w pięknym opakowaniu. I niby szczęśliwa, ale …. jednak …. Jak wspominam tamte czasy to widzę taką niedowartościowaną dziewczynkę, która musiała Sobie i światu udowadniać, że jest wystarczająco dobra. Stąd te sukcesy, pieniądze, piękne opakowanie. Poszukująca swej Mocy we władzy, pieniądzach i sukcesie. A Moc Kobiety jest przecież w jej Łonie i Sercu :-).

    To nie oznacza, że sukcesy, pieniądze i piękne opakowanie są złe. Teraz też mam to wszystko, ale nie żyję dla sukcesów i pieniędzy. Cel jest inny. Zupełnie inny. Całkowicie inny.

    Cel to życie, podążanie. Cel to dbanie o Siebie, o Rodzinę. Cel to dbanie o energię Kobiety. Cel to bycie Kobietą, Żoną, Matką. Cel to Istnienie i Radość z Istnienia. Cel to Miłość, Harmonia i Równowaga. Cel to doświadczanie Natury, Żywiołów. Dotykanie liści i kwiatów. Dreptanie boso po trawie w zachwycie codzienności. I tak dalej, i tak dalej. 

    A sukcesy, pieniądze, obfitość i dobrobyt to jakby konsekwencja, skutek, coś wtórnego, coś co przychodzi w odpowiedzi na wewnętrzną obfitość. 

    A teraz czas na opowieść:

    “Pewien mężczyzna miał przymiarkę i szabo (krawca). Stając przed lustrem, zauważył, że kamizelka jest u dołu trochę nierówna. 

    – Och – powiedział krawiec – nie ma się czym przejmować. Musi pan tylko przytrzymać krótszy koniec lewą ręką i nikt nie zauważy.

    Kiedy klient zrobił, jak mu polecono, zauważył, że klapa marynarki odstaje, zamiast leżeć płasko.

    – To? – zdziwił się krawiec. – To drobiazg. Niech pan przekręci trochę głowę i przytrzyma klapę podbródkiem.

    Klient przystał na to i wtedy odczuł, że wewnętrzny szef w spodniach jest za ciasny i spodnie uwierają go w kroku.

    – To też nic wielkiego – uznał krawiec. – Prawą ręką niech pan pociągnie za szew i wszystko będzie dobrze.

    Klient się zgodził i zapłacił za ubranie. 

    Następnego dnia włożył garnitur, nie zapominając o radach krawca. Kiedy kuśtykał po parku z brodą przyciśniętą do klapy, jedną ręką ciągnąc kamizelkę, a drugą – spodnie w kroku, dwóch staruszków przerwało grę w warcaby, by mu się przyjrzeć.

    – M Isten, mój Boże – odezwał się jeden. – Spójrz na tego biednego kalekę!

    Drugi człowiek podumał chwilę, a potem mruknął:

    – Igen, rzeczywiście, ledwie idzie, ale wiesz …. zastanawiam się, gdzie on dostał taki piękny garnitur?”

    Clarissa Pinkola Estes

    Pozdrawiam z Miłością, Małgosia <3

  • Skóra duszy

    Skóra duszy

    Zagrożone są też kobiety, które długo i bez wytchnienia ciężko pracują. Skóra duszy zanika, kiedy przestajemy zauważać to, co naprawdę robimy, a zwłaszcza, kiedy nie zauważamy, jaką płacimy za to cenę.

    Tracimy skórę duszy, pozwalając, by zawładnęło nami ego, kiedy jesteśmy zbyt wymagające i pedantyczne, kiedy bez potrzeby stajemy się męczennicami lub kiedy popycha nas ślepa ambicja. 

    Tracimy skórę duszy, kiedy jesteśmy niezadowolone z siebie lub rodziny, ze środowiska, z kultury czy ze świata – i nic w tej sprawie nie mówimy i nie robimy, a także wtedy, gdy udajemy, że jesteśmy niewyczerpanym, niezastąpionym źródłem dla innych i nie robimy nic dla siebie. Skórę duszy można stracić na tyle sposobów, ile jest kobiet na świecie. 

    Jedynym sposobem utrzymania tej cennej skóry jest zachowanie pierwotnej świadomości, jej wartości i przydatności. Ale ponieważ nikt nie może nieustannie trwać w tak jaskrawej świadomości, więc nikt nie może tez pilnować skóry w każdej chwili dnia i nocy. Możemy natomiast ograniczyć ryzyko kradzieży do minimum. Możemy rozwinąć w sobie owe ojo aqudo – przenikliwe oko, które pozwoli nam obserwować, co się dzieje wokół nas, i strzec naszego psychicznego terytorium.

    Fragment analizy bajki Skóra foki – skóra duszy z Biegnącej z wilkami. 

    Baśnie o zwierzętach tajemniczo spokrewnionych z ludźmi opowiada się na całym świecie, bo przekazują one archetypową, uniwersalną wiedzę o duszy.

  • Luty

    Luty

    W lutym nie tylko pozostali nam Lutycy, ale i nasze wilcze korzenie. Kościół polski bardzo często stosował bardziej słowiańskie niż ogólnokatolickie praktyki religijne i szczególnie widać to właśnie w lutym, kiedy Kościół Powszechny celebruje Oczyszczenie Najświętszej Marii Panny, Kościół polski celebrował w tym dniu Matki Boskiej Gromnicznej, która była niczym innym jak dawnym wilczym świętem. Gromniczna w ikonografii oraz legendach ściśle wiąże się z wilkami. Na ogół uważa się, że Matka Boska tyle ma wspólnego z wilkami, że od nich chroni i je odstrasza, choć gdy się ogarnie większe spektrum tej tradycji, widać, że Gromniczna to generalnie wilcza matka, która nie tyle chroni ludzi przed wilkami, co i chroni wilki przed ludźmi oraz oswaja ludzi z wilkami. Zwracano się do niej słowami modlitwy: „Gromniczna Pani z wilkami — módl się za nami”.

    Z lewej: bogini Dziewanna z wilkami, z prawej: Matka Boska Gromniczna z wilkami. Jest to wyjątkowy przykład ciągłości kulturowej, pomimo zmiany jej form. U Dziewanny widzimy pierwowzór gromnicy: kadzidełko na którym w czasie wilczych świąt palono mrozoodporne ziele dziewanny „leczniczej panny”. W okresie chrześcijańskim kontynuowano lutowe palenie Dziewanny, która przybrała postać otoczonej w wosku gromnicy. Knoty gromnic wykonywano dawniej z łodyg dziewanny. „Gromniczne pamiętam dziewanny” pisał jeszcze w 1911 roku Jan Kasprowicz.

    Gromniczna powszechnie jest dziś wywodzona od gromów, przed którymi się miano chronić, ale z początkiem lutego nie tyle się gromów obawiano, co ich pożądano. Grom znaczy bowiem huk, gromniczna to huczna — zabawa na cześć miłości i płodności, która się wówczas rozpoczynała. Wilki rozpoczynały swoje amory, i ludzie szli w ich ślady. Nieprzypadkowo planeta Wenus, nazwana na cześć rzymskiej bogini miłości, w naszej kulturze nazywana jest Gwiazdą Wilczą. Wszędzie rozpoczynały się gromne zabawy, tańce i wesela. Panny wyruszały na poszukiwanie mężów. Kawalerowie przebierali się za wilki. Do dzisiaj w bużańskich parafiach jest przysłowie: „na gromniczny pocałuj mnie mój śliczny”. Jak podaje Gloger, ostatki tego okresu, w okolicach połowy lutego nosiły nazwę „dni szalonych”, w Krakowie tym się one objawiały, że przekupki chodziły po mieście w maskach zapustnych i napastowały przechodniów. Tak dawniej wyglądały nasze „wilcze gody”.

    Znana jest w Polsce legenda o spotkaniu Matki Boskiej Gromnicznej z wilkiem. W zimną noc lutego za Maryją skradał się wilk. Tego wilka szukali chłopi, aby go zabić. Spotkaną na drodze Maryję chłopi zapytali, czy nie widziała wilka. Odpowiedziała, że nie widziała i nie wydała wilka. Potem Matka Boża powiedziała, aby szukali wilka we własnych sercach i odesłała ich do domu. Gdy po tych słowach chłopi odeszli spod jej płaszcza wysunęła się głowa wilka. Maryja skarciła go, ale nie była w stanie wydać wilka, gdyż jego cierpienie wzruszyło jej serce.

    Źródło: www.racjonalista.pl

    Autor tekstu: Mariusz Agnosiewicz Mariusz Agnosiewicz