Tag: kobieta

  • Czy wyobrażacie sobie, co to znaczy mieć dostęp do energii o mocy zdolnej zrodzić nowe życie?

    Czy wyobrażacie sobie, co to znaczy mieć dostęp do energii o mocy zdolnej zrodzić nowe życie?

    Kobieta została stworzona tak, aby co miesiąc tworzyć dziecko. Olbrzymi potencjał energetyczny co miesiąc tworzy jajeczko. Wszystko, co najlepsze mężczyzna przekazuje kobiecie od siebie w plemnikach. Do tego kobieta cały miesiąc kumuluje energię z zachodów, wschodów słońca, odżywiania, oddychania, rytmów dobowych, miesięcznych, rocznych, kosmicznych, orgazmów, zakupów, spacerów, relacji, życia ogólnie.
    I co się dzieje, jeśli dziecko nie zostanie stworzone, bo przecież ile razy w życiu tworzymy dziecko (raz, dwa, w porywach trzy)? Co z tymi razami, których jest co nie miara? Gdzie idzie ten olbrzymi ładunek energii, który jest przeznaczony do stworzenia człowieka i to dzieje się CO MIESIĄC? W każdym miesiącu albo tracimy albo zyskujemy olbrzymią ilość energii (która tworzy całego człowieka, który przeżyje kilkadziesiąt lat).

    U mężczyzny jest wydalany razem z ejakulacją. Kobieta zaś kumuluje go w jajnikach, w macicy, w łonie, bo ciało jest nastawione na tworzenie co miesiąc dziecka. Jeśli dziecko nie zostanie stworzone, przychodzi miesiączka i w jej trakcie cały ten zasób jest wydalany.

    Jak wchłonąć, zmagazynować, przetworzyć tę potężną dawkę energii? Energii uzdrawiającej i kreatywnej. Energii płodności, owocności i tworzenia całej materii. Energii, która potrafi uzdrawiać ciało fizyczne i ciała subtelne, całą istotę. Energii dzięki której możemy uzdrawiać partnera. Energii młodości i długowieczności.

    Wszystkie ćwiczenia tao miłości, których uczymy się w Szkole Miłości Metamorphosis służą do tego właśnie. Zaczynając od pracy z mięśniami dna miednicy (zapraszam do programu on-line MOC ŚRODKA – Sekret Zdrowia i Urody: https://produkty.metamorphosis.gs/…/moc-srodka-kurs-video/

    Ćwicz swoje centrum, twórz wewnętrzny kręgosłup poprzez używanie mięśni głębokich ciała, czyli zaczynając od mdm, poprzez mięśnie gorsetowe, przykręgosłupowe itd. Jak to robić? W programie Moc Środka podane jest wiele metod, ale przede wszystkim jest to kształtowanie nawyków posturalnych na co dzień, poprzez właściwe chodzenie, siadanie, wstawanie, schylanie, podnoszenie, sikanie, dosłownie poprze każdą czynność dnia codziennego. Warto pamiętać o tym, żeby robić to po prostu żyjąc, przy tak zwanej okazji, bo przecież za każdym razem kiedy siadamy, schylamy się, czyli przy czynnościach zwykłych mamy ku temu najlepszą okazję. Potrzeba tylko pamiętać o tym.

    Wzmacniając centrum, jednocześnie pracujemy ze wszystkimi przeponami: piersiową, miedniczną, moczowo-płciową. Do tego jeśli uruchomimy, kiedy jest taka potrzeba, pompę krzyżową i czaszkową, możemy skierować strumień energii życiowej, tej, co nie stworzyła dziecka, zamiast na zewnątrz poprzez miesiączkę, oddawanie moczu, pot, oddech itd. – do góry, napełniając narządy i gruczoły oraz całe ciało fizyczne, energetyczne, emocjonalno-uczuciowe, mentalne i ciała duchowe. Budujemy wówczas siebie samą na nowo. I nie jest to jakaś metafora poetycka czy przenośnia, a dosłownie budowanie siebie na nowo, poprzez rozwijanie ciał subtelnych i wzrost świadomości. Dzięki temu możemy się uzdrawiać, odmładzać, możemy też uzdrawiać partnera.

    W naszym centrum, łonie zbiegają się liczne nerwy i naczynia, gruczoły limfatyczne, a także zakończenia tkanek mających swe powiązania z każdym centymetrem kwadratowym naszego ciała. Przez ten obszar przechodzą wszystkie ważniejsze kanały akupunktury. Jeśli obszar miednicy jest zablokowany lub osłabiony, energia ulega rozproszeniu, przez co cierpią nasze organy, kości, mózg. To właśnie przytrafia się wielu ludziom w podeszłym wieku, gdy ich mięśnie biodrowe i odbytnicze wiotczeją, puszczają energię życiową a ludzie słabną, wiotczeją i więdną.

    Na początku jest potrzeba, aby pracować na poziomie fizycznym włączając przepony i pompy, gdyż energia szczególnie w stanie pobudzenia jest dosyć gęsta i wtedy najłatwiej jest wypuścić ją na zewnątrz. W miarę ćwiczeń włączamy świadomość i jak już się wyszkolimy, coraz mniej musimy używać mięśni i stosować technik, a wystarczy jedna myśl, aby uruchomić proces.

    Do najprostszych “technik” należą też chodzenie, siadanie, schylanie się podnoszenie itd., o których pisałam wcześniej, podczas których cały czas ćwiczymy i wzmacniamy całe ciało, mięśnie dna miednicy, nasze centrum, mięśnie i przepony odpowiedzialne za przepychanie energii do wyższych ośrodków. Wtedy każda czynność jest wykonywana z lekkością, chodzimy jakbyśmy się unosiły, jednocześnie mocną stąpając po ziemi. Każdy ruch staje się płynny, lekki i sprężysty, ciało giętkie i zdrowe. Techniki pisane w cudzysłowie dlatego, że są to normalne, zwykłe czynności dnia codziennego. Techniki często kojarzą nam się z koniecznością zrobienia czegoś, często przeciwko sobie, bo naciskamy, robimy coś z poczucia winy albo konieczności. Tworzymy wtedy konflikt wewnętrzny, który działa przeciwnie, bo nie dość, że nie mamy efektów w ciele to jeszcze dużą utratę energii. Czasem jakieś efekty chwilowe w ciele są, ale zestawiając je z poziomem energii, którą utraciliśmy, docelowo te efekty przeradzają się w degradację na wszystkich poziomach. Nie możemy budować ciała, tracąc jednocześnie mnóstwo energii na wewnętrzne konflikty.

    Kolejnymi technikami, które możemy stosować na co dzień, aby wzmocnić swoje centrum i skierować tę olbrzymią energię tworzenia do wewnątrz na budowanie siebie jest gimnastyka słowiańska, wszelkie ćwiczenia i ruchy bioder, taniec brzucha lub inny – o ile umiemy włączać mięśnie dna miednicy i o ile pracują one dobrze podczas tych czynności. Inaczej możemy nabawić się kontuzji albo przeciążeń. Dlatego uważam, że warto zacząć od świadomej pracy z mdm lub jeśli mamy naprawdę dobrego instruktora ćwiczeń lub tańca, który potrafi przekazać i nie zapomina o tej tak ważnej wiedzy.

    Kiedy ćwiczymy gimnastykę słowiańską otwieramy wejście do rdzenia kręgowego, którym energia ma możliwość przedostać się do wyższych ośrodków naszego ciała. Gdy rozwarcie krzyżowe jest zablokowane energia nie ma możliwości przedostać się do naszego ciała. Wycieka najczęściej pierwszą czakrą, bo tam ma najszybciej i najłatwiej, tym bardziej, że nie ćwiczona należycie przepuszcza jak dziurawe wiadro. Często kobiety mają bardzo bolesne i zablokowane miejsce krzyża i lędźwi. Podobnie jest z odcinkiem szyjnym kręgosłupa, a to są dwie najważniejsze pompy (krzyżowa i czaszkowa), które działają jak śluzy otwierające się w celu przesyłania energii, jak tłoki przepompowujące.

    Kolejne narzędzia to włączanie orbity mikrokosmosu w ciele, oddech jajników, ciąg wstępującego orgazmu i wiele innych, których uczymy się na kolejnych stopniach na warsztatach zaawansowanych w Szkole Miłości Metamorphosis.

    Pozdrawiam w mocy środka, Gosia ❤

  • Ośrodki mocy kobiety

    Ośrodki mocy kobiety

    Kobieta w swej mocy może wzbić się na miotle podczas lub po ćwiczeniach gimnastyki słowiańskiej. I wcale nie żartuję czy metaforyzuję. Tak dosłownie. W czasie plandemi działała czapka niewidka. Nikt mnie nie widział bez maski przez całe dwa lata. Nie raz czy dwa, ale dwa lata. Policjanci zdejmowali maski, jak ze mną rozmawiali, lekarze w swoich gabinetach też. Do szpitala wchodziłam bez maski, pomimo żołnierzy stojących w wejściu z bronią. Jedna z kobiet z moich warsztatów, wiedźma ma się rozumieć, w swojej mocy, latała samolotem po całym świecie nie robiąc ani razu testu i nie używając masek. Robiła zakupy w Berlinie bez maski, gdzie to teoretycznie nie powinno być możliwe. Na każdym moim warsztacie przez te dwa lata było zawsze po kilka kobiet z zagranicy, nawet kiedy samoloty nie latały. No to jak by przybyły, jak nie na miotle. A miotła oznacza właśnie moc kobiety. To dzięki niej możemy osiągać “niemożliwe”, to dzięki niej podróżujemy po światach i możemy bawić się, jak we śnie się bawimy, w życie niemożliwe według ziemskiej logiki.

    Ale to, co chciałam Wam opisać teraz to historia Karoli Karolina Cieślik, mojej instruktorki i słowiańskiej kapłanki miłości ze szkoły Metamorphosis.

    W okresie zaostrzonej kontroli maskowej Karola poszła do biedry na zakupy, bez maski ma się rozumieć. Stoi sobie przy warzywach i spokojnie ogląda, co jest do wzięcia. Nagle podbiega do niej kobieta, wyjmuje maskę z torebki i mówi: weźmie pani założy, bo policja jest w sklepie i szukają chyba pani, ktoś musiał zadzwonić, że jest pani bez maski. A Karola spokojnie i z uśmiechem odpowiada pani: dziękuję bardzo pani, ale ja nie noszę. I dalej sobie ogląda i chadza po sklepie. Nagle widzi jak policjanci kierują się w jej stronę. Było ich dwóch. Idą prosto na Nią szybkim krokiem.
    I …..
    Nagle ….
    około 2 metrów od Niej pierwszy zatrzymuje się, jak wryty, dosłownie nagle staje w miejscu, odwraca się, popycha swojego kompana i mówi: idziemy tam, pokazuje przeciwny kierunek, oddalają się w przeciwną stronę i wychodzą z biedry.

    Nie mogę Wam teraz tego pokazać, ale jak Karola to opowiadała i pokazywała, to wyglądało, jakby odbili się od Jej aury, dosłownie odbili z wielką siłą i jakaś siła/moc nie pozwoliła im jej przekroczyć i kazała sobie pójść.

    Dzisiaj pisząc swoją książkę o gimnastyce słowiańskiej (tak w końcu zabrałam się za nią i ukończę w tym roku – to dla zainteresowanych, co mnie pytają wciąż, jak tam książka), przeglądałam książkę Giennadija Adamowicza i natknęłam się na fragment tekstu. Od razu przypomniała mi się historia Karoliny.

    “Ale te dwie dziewczyny są w pewnym sensie unikalne. Natura podarowała im ogromne zdolności, które zostały odkryte za pomocą gimnastyki. Pierwsza (“uwodzicielka”) nabyła zdolności uwalniania energii z dolnej krynicy siły (okolica pępka) i gaszenia w ten sposób świecy z odległości dwóch metrów. Druga (“pociągająca”) może dzięki takiemu samemu uwolnieniu energii zawrócić szybko biegnącego psa o 180 stopni (wydaje się przy tym, że pies uderzył w niewidzialną ścianę i zawrócił, ale nawet tego nie zauważył i biegł z tą samą prędkością).”

    W tej historii było dokładnie tak samo. Policjanci nie zmieniając swojej prędkości, po prostu zawrócili i odeszli. Śmiem twierdzić, że nawet tego nie zauważając.

    Kochane naprawdę mamy tę moc, tylko, że większość z nas w to nie wierzy. Brak wiary to raz, ale inny powód to nasza ochrona. Tak jesteśmy chronione przed tą mocą, bo jeszcze nie jesteśmy gotowe na nią. Mamy taką moc, że mężczyźni przestraszywszy się jej chronili się patriarchatem. Tak potrzebowali się wtedy chronić, bo w takim stanie świadomości i wibracji naprawdę stałyśmy się niebezpieczne, nawet dla siebie samych, ale i dla świata. Wyobrażacie sobie taką nieokiełznaną moc, która potrafi zawrócić policjantów albo większą, bo podejrzewam, że to jest tylko namiastka – jak ona się wymyka i zaczyna rozpierduchę, niszczy miasta, ziemię. Widzę teraz kobieta w gniewie i nienawiści, która niszczy. Oczywiście gniew i nienawiść to nic złego na poziomie duchowym, jednak na ziemskim w dualności, ocenie i niezrozumieniu może zrobić niezłą rozpierduchę.

    Przypomniał mi się teraz sen, który miałam wiele lat temu. To była wizja raczej niż sen. Stoję w ogniu i nie spalam się. I to właśnie chodzi o taką moc. Moc, która zasila, jak trzeba oczyszcza, uzdrawia, wzmacnia, ale nie niszczy i spala bez ukierunkowania i świadomości. Czasem trzeba też zniszczyć, wiadomo, ale nie planetę jednym wydechem i bez powodu hahha. Ogrodnicy ziemi pilnują, nie pozwolą nam na to.
    ******************************************************
    W gimnastyce słowiańskiej mamy 3 światy, 3 główne ośrodki mocy w ciele. W każdym z tych trzech światów/ośrodków mocy jest po 9 ćwiczeń/kręgów/królestw/energii. Co daje nam 27 ćwiczeń.

    Wszystkie 27 ćwiczeń uaktywnia 3 ośrodki mocy (27 ćwiczeń podzielone na 9), nazwane przez Adamowicza krynicami, co w tłumaczeniu z języka białoruskiego oznacza „źródło”.

    Trzy podstawowe ośrodki mocy to:
    1. środek czoła,
    2. granica splotu słonecznego i serca
    3. okolice pępka.

    Te miejsca są zaznaczane znakami krzyży na haftowanych wizerunkach bogiń słowiańskich.
    1. Szczodruszka (Kolęda) ma krzyż na środku czoła. Jest to bogini przesilenia zimowego i jest symbolem świata prawi/górnego.
    2. Żytnia Baba, bogini obfitości ma krzyż na granicy splotu słonecznego i serca i symbolizuje świat jawi/środkowy.
    3. Bogini Matka, symbol pierwiastka żeńskiego, czczona jako Matka Rodzicielka ma krzyż na pępku i odnosi się do świata nawi/dolnego.

    Istnieją też boginie pomocnice i krzyże na ich wizerunkach zaznaczane są po dwa na stawach kończyn górnych i dolnych. I co jest ciekawe słowiańskie hafty na odzieży znajdują się właśnie dokładnie w tych miejscach. Natomiast na miejscach trzech podstawowych źródeł mocy w ciele stosuje się symbole ochronne na tradycyjnej odzieży słowiańskiej.

    Kochane jeśli jeszcze nie poznałyście systemu ćwiczeń dla kobiet, które zawierają się w trzech światach, czyli trzech krynicach/ośrodkach mocy – zapraszam do poznania ich. U mnie w szkole na ten moment nie ma już warsztatów podstawowych w tym roku, ale … będzie dodatkowy termin (prawdopodobnie 1-3 września w okolicy Warszawy). Możecie sobie popatrzeć, co dzieje się w Polsce u instruktorek szkoły Miłości Metamorphosis. Prowadzą zajęcia regularne w swoich miastach oraz organizują warsztaty dla kobiet. Kontakty znajdziecie tutaj: https://metamorphosis.gs/instruktorki-metamorphosis/

    A jeśli chcesz/potrzebujesz już teraz i on-line, to zapraszam do Programu MOC ŚRODKA – Sekret Zdrowia i Urody (filmy wideo), gdzie rozpoznasz swoje dno miednicy, nauczysz się prawidłowego oddechu oraz przejdziesz przez wszystkie 27 ćwiczeń. Dzięki programowi kobiety uczą się na nowo żyć, chodzić, siedzieć, sikać, podnosić, schylać się, chodzić po schodach… . Te wszystkie prawidłowe nawyki posturalne i czynności powodują, że wracamy do swojej mocy. Kobieta starzeje się i wiotczeje, gdy jej dno miednicy słabnie, dlatego jest to tak ważne. Kobiety po programie rosną o kilka centymetrów, także przekonanie, że z wiekiem się maleje, przestaje istnieć. Przestają popuszczać mocz, narządy kobiece wracają na swoje miejsce. Przestaje boleć kręgosłup, biodra, nogi, szyja …. i wiele, wiele innych dobrodziejstw się zadziewa. Także zapraszam bardzo: https://produkty.metamorphosis.gs/…/moc-srodka-kurs-video/

    Pozdrawiam w mocy i mądrości, Gosia ❤

  • Nigdy nie będzie lepiej.

    Nigdy nie będzie lepiej.

    Czyżby? Tak, tak właśnie chcę i potrzebuję. Dziękuję Nitya Patrycja Pruchnik.

    Dziś wylosowałam sobie kartę do medytacji (od Patrycji) na ten tydzień. I co widzę: “Nigdy nie będzie lepiej. W tym właśnie jest Spokój.”

    Może dla niektórych wydaje się niedorzeczne, przynajmniej na pierwszy rzut rozumu, ale ze mną tak mocno rezonuje, że postanowiłam się podzielić z Wami moimi przemyśleniami.

    Dawno temu sama uczyłam specjalnych pytań, typu: jak może być jeszcze lepiej, co najlepszego mogę dla siebie zrobić, jak najlepiej mogę to zakończyć, jak pięknie dzisiaj jest? I tak dalej. Takie pytania sugerują odpowiedź, zawsze pozytywną. I pewnie część z tych pytań jest ok i może wzmocnić, może czasem sztucznie i powierzchownie, ale to też czasem potrzebne. Zastanówmy się nad tym konkretnym: jak może być jeszcze lepiej? I zestawmy:
    Nigdy nie będzie lepiej vs Jak może być jeszcze lepiej.

    Często czekamy na COŚ. COŚ wyjątkowego, lepszego, ładniejszego, doskonalszego, nowszego, nowoczesnego, zdrowszego … . Czy nie zapędza nas to w kozi róg? Wyzwala oczekiwania, które są wynikiem pożądań i pragnień. Jest szkoła, że to pragnienia trzymają nas przy życiu. Trzymają czy powodują, że tracimy życie? Rzucam tak luźno, żeby każda z nas mogła się zastanowić, jak w naszym wnętrzu to wybrzmiewa i co się zadziewa, jakie emocje się rodzą.

    Dla przykładu. Jeśli dążymy do zdrowszego stylu życia, to czy dążenie to nas wyzwala, uzdrawia, wzmacnia czy też osłabia, powoduje, że wpadamy w samobiczowanie, kata, ofiarę, a może bycie lepszą, na czasie, mądrzejszą od innych.

    Z jednej strony dlaczego nie miałybyśmy dążyć do lepszego, zdrowszego, ładniejszego? Z drugiej dlaczego to robimy? I co nam ucieka, umyka w tym czasie, kiedy próbujemy zmienić życie na lepsze.

    Z mojego punktu ucieka nam tu i teraz. Większość tych fajnych i wydawałoby się dobrych dla nas działań, to podpięcie pod ideologie ziemskiego systemu życia. Nie potrafimy dostrzec tej chwili, tego życia które się żyje właśnie, często podświadomie oceniając je i nie akceptując, skoro chcemy ulepszać. A jeśli jesteś perfekcjonistką i masz na dodatek na wyposażeniu programy niewystarczającej albo za mało kochanej, zauważanej – a te raczej większość ludzi ma, to wtedy dopiero zaczyna się jazda. Jeszcze mogłabym lepiej, szybciej, perfekcyjniej, doskonalej.

    I jest różnica pomiędzy dążeniem do zdrowszego, lepszego życia a życia, które potrzebuje nasza dusza. Te pierwsze zwykle jest z ego a drugie z głębi potrzeb duszy. Tylko co jest lepsze ego czy dusza? Ego/dusza może przerabia przywiązanie do życia, chcemy długo żyć, wypieramy śmierć, degradujemy i stawiamy ją poniżej życia. Zaprzeczamy jednemu z podstawowych praw, prawu życia i śmierci. Jeśli z tego powodu dbamy o zdrowie, to taka pobudka oznacza utratę i ciągłe powtarzanie doświadczenia. Każde przywiązanie będzie się ciągnąć za nami w nieskończoność. Dusza przyszła coś przeżyć, doświadczyć. Ale czemu? Pewnie temu, że nie zaliczyła danej lekcji. I nie mając świadomości tego, co się wydarza, możemy zapętlić się w koło Samsary czy dzień Świstaka (różnie to można nazwać). Będziemy ciągle powtarzać to samo doświadczenie, tylko w różnych odsłonach, sceneriach i w innej obsadzie aktorskiej. W każdym razie dla mnie to duża sprawa, to dzisiejsze odkrycie. NIGDY NIE BĘDZIE LEPIEJ. Usadza mnie to w tym co JEST, w świadomości wszechrzeczy, wszechdziałań, wszechmyśli czy wszechemocji. Daje możliwość doświadczania i patrzenia bez oceny, pragnień, pożądań, programów czy schematów ziemskich. A to z kolei zostawia w moim ciele i aurze mnóstwo energii, którą traciłam na ulepszanie siebie i życia, nie daj boże kogoś 🙂. I wtedy nie muszę już tak dbać o zdrowsze i lepsze życie, bo one takie się staje właśnie. I to dzięki nie dążeniu do lepszego, a pozostaniu w tym jak jest, bez oceny i ulepszeń. Więcej energii, więcej spokoju równa się “lepsze” życie.
    Co nie oznacza, że mam nie wymienić kosza na śmieci w łazience na nowy. Robię to, ale pomijając oprogramowanie – tak w skrócie, czyli na przykład pokazanie teściowej czy koleżance, że mam taki ładny i jestem taka fajna i zaradna i jestem taka wystarczająca i lepsza (ten nowy przecież jest lepszy niż ten stary). Mało tego mogę się nasycać oglądając i wybierając taki kosz. Miałam tak wyraźne wglądy podczas remontu łazienki w to, kiedy traciłam energię a kiedy mnie to nasycało. Nasycałam się wtedy, gdy wchodziłam właśnie w ten Spokój i nie chciałam ulepszać z oprogramowania, pędu do … . Dziękuję za to i błogosławię tę uważność i mądrość w sobie.
    …….
    …….
    Teraz taka chwila konsternacji: a czy ja się nie usprawiedliwiam inteligentnie, czujnie, sprytnie i wyrachowanie. No właśnie to jest ten moment, kiedy uświadomiłam sobie, że to jest moje dążenie do perfekcji w świadomości, do ulepszania świadomości. Widzę, przyjmuję, akceptuję i szanuję tę część siebie. Pomyślałam sobie w tej chwili: może kiedyś dojdę do tego, aby nie ulepszać tak totalnie – jak pójdę do lasu, tam gdzie nic nie trzeba ulepszać. No … ale tam przecież też czasem trzeba szałas odnowić hahhaha. Także wewnętrzne pobudki i intencje, ale takie czyste i uświadomione są najważniejsze dla mnie na ten moment. Czyste i uświadomione – z podkreśleniem NA TEN MOMENT.

    W każdym razie oznajmiam dziś głośno, wyraźnie, z mocą i otwartym sercem do Uniwersum: Nigdy nie będzie lepiej. W tym właśnie jest Spokój.

  • Czy ja zwariowałam?

    Czy ja zwariowałam?

    Zwariowałam?
    Takie oto wizje mają kobiety teraz już na warsztatach podstawowych. Ja osobiście swoje pierwsze spotkanie na jawie ze Źródłem, Pramatką, Początkiem, miałam podczas jednego z zaawansowanych rytuałów tantrycznych, a teraz jak widzicie wystarczy wejście w stan alfa, króciutka medytacja, aby kobiety osiągały takie stany.

    Pamiętam jak podczas mojej wizji przeleciałam przez nieskończoną ilość wcieleń, czasów, wersji, rzeczywistości, aż do Adama i Ewy, Praojca i Pramatki. Jest to taki stan świadomości, że po nim już nic nie jest takie samo. Wtedy zaczyna się inaczej widzieć, rozumieć, doświadczać. Inaczej to znaczy bez logiki ziemskiej, z zupełnie innego punktu. Zaczyna się pojmować wszystko inaczej, ludzi, zdarzenia, emanacje. Zanika lub zmniejsza się znacznie ocena, krytyka, oczekiwania, dążenia. Nabiera większego znaczenia doświadczanie chwili, ludzie wokół stają się ważni, przychodzi szacunek dla siebie, ludzi i świata, pokora i inne, niezgodne z regułami ziemskimi, współodczuwanie i pojmowanie wszystkiego.

    Oto przepiękny opis/wizja od jednej z kobiet z ostatnich warsztatów podstawowych z gimnastką słowiańską, mięśniami dna miednicy, oddechem i elementami tantry. Bardzo dziękuję za podzielenie się i możliwość udostępnienia dalej.

    “Małgosiu,
    chciałam Ci jeszcze raz bardzo podziękować za warsztat, nie przypuszczałam, że tak się to skończy – zacznie raczej dla mnie. Do ostatniego dnia myślałam, że fajnie, że korzystam, że włączę praktykę słowiańską w moją jogę bo dobrze mi się pracuje ale stało się dla mnie oczywiste, że weszłam na drogę z której nie mogę zejść, że sama nie udźwignę, potrzebuję przewodniczki. Chcę żebyś wiedziała co mnie spotkało ostatniego dnia bo mam wrażenie, że to jest związane jakoś z Twoim snem. Nie powiem, że to nie jest moje bo już jest, ale jest to trochę albo nawet mocno niepokojące dla mnie, nowe i duże, więc wrócę do Ciebie w czerwcu mam nadzieję i poproszę o dalszą pomoc. Poniżej zamieszczam to co spisałam po wyjeździe z Podlasia, najwierniej jak umiałam chociaż słowa to za mało.

    19 marca, trzeci dzień warsztatów Słowianka budzi się na Podlasiu. Na sam koniec po zaplataniu bransoletek, po rozdaniu kart rodowych, po mojej niezgodzie na „ciągle naprawianie” i przyjęcie odpowiedzialności za swoje powołanie, po przyznaniu ze nie jestem biała i puchata tylko z mroku idę do światła i to jest trudne, po rozmowie o córkach i śnie Małgosi, po dolnym świecie był… relaks. Gosia puściła muzykę, która „zataczała kręgi”, prowadziła medytację rozluźniająca ale ja nie szłam za nią bo… miałam wizję. Wyraźną namacalną silną, zatopiłam się w tym i popłynęłam:

    Byłam z córką na jakiejś pustej przestrzeni, trzymałam ją za rękę, stałyśmy trochę wyżej jakby na pagórku, górce? Poczułam połączenie z nią i też coś jeszcze … połączenie jakby z innymi, poczułam, że zapraszam, przywołałam moją mamę – bez słów- to było czucie, jakby działo się samo, ja to obserwowałam, ale wychodziło ze mnie. Moja mama przyszła, pojawiła się, przytuliłam ją do siebie, do nas, było między nami światło na wysokości serca, ona zgięła kolana i usiadła obok nas pod kolanami przytulając się, potem zaprosiłam babcię pierwszą i drugą, były obie i żywa i nieżywa, podeszły i zrobiły to samo, klękając wtuliły się w nas, potem siostry babć, potem zorientowałam się, że przecież muszę zaprosić też moją siostrę i że chyba powinna być przed mamą ale nie byłam pewna czy przed czy za, czy obok, ogólnie powstało małe zamieszanie i finalnie chyba weszła obok mnie, ją też utuliłam i zlała się z nami z tą dziwną tworząca się figurą ciał, kobiet z której wyrastałyśmy.

    Napływały ze spokojem ze wszystkich stron, znane i nieznane, żywe i nieżywe, przychodziły i dołączały, były ich legiony.

    Przyszła mama mojego partnera, jego siostra, napływały ciotki, kuzynki, koleżanki. W pewnym momencie przyszła mama byłego męża, ją też utuliłam i zaprosiłam, zlała się z innymi blisko mnie. Wszystko było skąpane w jasnym lekko żółtym świetle. Kobiet było tak dużo, że rozpościerały się aż po horyzont z każdej strony i wciąż dołączały, stapiały się tworząc tę niezwykłą piętę. Nie wiem czy to była muzyka Małgosi czy szepty tych kobiet, ale ja z tym dźwiękiem, który stał się jakby moim rykiem uniosłam córkę nad głowę, trzymając ją w dłoniach ułożonych w kielich. Wyniosłam ją z ogromną mocą i siłą prosto w niebo, jak ofiarowanie, jak moc, czułam siłę i to, że to jest następna z nas, że jest najwyżej, że to dar życia, że to dar rodu, kontynuacja, potęga i moc stworzona ze mnie i z nas.

    Wtedy nagle zobaczyłam tę scenę z góry. Byłam nad tym wszystkim, unosiłam się i widziałam siebie z córką wyniesioną w górę w kielichu z moich rąk, wyrastające z góry wtulonych w siebie, posklejanych, ułożonych warstwami jakby kobiet. Miałam skrzydła i byłam smokiem, patrzyłam w dół rozglądałam się napawałam widokiem i usłyszałam głos Gosi żeby pójść do ogrodu pod złoty i srebrny prysznic, żeby wejść do ogrodu pełnego kwiatów i iść pod ten prysznic, że to jest ważne… nie chciałam, wahałam się, bo musiałabym zostawić tę piękną i przyjemną dla mnie scenę, rozstać się z nimi, ale ona powtarzała to tak, że stwierdziłam, że trudno, że wyjdę z tego stanu. Wzięłam młodą i znalazłyśmy się same na zielonej soczystej trawie, dałam jej do zabawy kwiaty lotosu i jaśminu i poszłam pod prysznic, który był pod pergolą z kwiatów. Gosia mówiła coś o srebrzystej i złotej wodzie, byłam naga i nie poczułam tego ale wiem, że mnie obmyło i wtedy z kobiety znów stałam się zwierzęciem. Uniosłam się z mocą do góry, byłam wielka potężna i … złota. CAŁA ZŁOTA, złote skrzydła, złote pazury, złoty ogon, pysk… wszystko miałam złote, tylko oczy zostały moje niebieskie. Widziałam moją córkę, zabrałam ją uniosłam wysoko w górę i wydałam tak potężny ryk… Znowu zobaczyłam całą scenę skąpaną w jasnym żółtym świetle. Górę łagodnie rozszerzającą się na boki i w przestrzeń. Wciąż napływające kobiety, dołączające, oblepiające, stapiające się ze sobą zastępy. Ja z córką na szczycie, przytulone do piersi a nad tym wszystkim ogromny wciąż się rozrastający, zawieszony, falujący jak jakiś motyl, potężny złoty smok. Smoczyca wydała ryk i wypuściła dookoła potężny ogień jakby zamykający wszystko w kole. To był ryk radości i triumfu, to było jak zwycięstwo, jakaś potężna siła, to było jak wyzwolenie, jak wyswobodzenie – widziałam to z boku, ale jednocześnie czułam i byłam tą mną na dole z przytuloną córką i byłam smoczycą. Powiększałam się i falowałam, rozpościerałam, ryczałam i zionęłam ogniem w górę i na boki triumfując – byłam Lilith i tysiącami innych imion. Byłam nią w tym momencie, pierwotną, łącząca, potężną i wolną. Złotą, błyszcząca, uwolnioną, oswobodzoną, falująca obejmującą PRAMATKĄ w pełni mocy, opiekunką strażniczką. Czułam, że trwam.

    No, także tego…. Dlatego chcę wrócić na Podlasie i pracować dalej…i mam nadzieję, że nie zwariowałam 😉“.

    Całuję i czekam na Was, Gosia ❤

    Zdjęcie od: Emilia Bartkowska Selene The Korpo Witch Bartkowska photography

  • Sekret zdrowia i urody a mięśnie miednicy

    Sekret zdrowia i urody a mięśnie miednicy

    [et_pb_section admin_label=”section”]
    [et_pb_row admin_label=”row”]
    [et_pb_column type=”4_4″][et_pb_text admin_label=”Text”]***PROGRAM MOC ŚRODKA – Ruszamy od 1 stycznia 2023***

    WYPEŁNIJ SIĘ i OBDARZ SAMĄ SIEBIE – INACZEJ NIE MOŻESZ NICZYM OBDARZYĆ
    Jaki świat wtedy tworzysz, jeśli jesteś słaba, pusta i spięta? Łono kobiety to Tygiel Tworzenia, w którym zapładnia się i stwarza wszystko. To w jej łonie TWORZY SIĘ CAŁY ŚWIAT MATERII, który widzimy.
    Moc i Zdrowie Kobiety = Moc i i Zdrowie Planety

    Zdrowie i uroda kobiety zależą w dużej mierze od stanu jej łona, anatomicznie chodzi tu o mięśnie dna miednicy oraz cały gorset mięśniowy tułowia, energetycznie nazywa się to dzieżą, która może być MOCna albo dziurawa, przeciekająca dzieża.
    Jeśli kobieta przecieka, a większość niestety ma otwartą dzieżę (poprzez uprawianie seksu nr 1, podpięcie pod piramidę pożądań i brak zadbania o łono) – jej ciało słabnie, boli, wiotczeje i starzeje się. Nie tylko ciała fizyczne doświadczają dysfunkcji, bóli i chorób, ciała subtelne też słabną. Energia witalna wycieka i słabnie. Pojawiają się psychiczne, emocjonalne doły. Wkrada się pomieszanie mentalne i pustka duchowa.

    Od lat fascynuje mnie praca z mięśniami dna miednicy i właśnie powstał pierwszy Program Moc Środka – Sekret Zdrowia i Urody dla kobiet. Zaczynamy od 1 stycznia 2023. Jest to program on-line.

    Wiele kobiet pracuje już dziś z mięśniami dna miednicy, wiele też nie pracuje. Niektóre kobiety funkcjonując jeszcze w energii męskiej, starych schematach i przyzwyczajeniach za mocno, za silnie pracują mięśniami dna miednicy – czego konsekwencją może być odwrotny skutek do zamierzonego.

    Tak w telegraficznym skrócie: jeśli cały dzień będziemy trzymać szklankę w dłoni zaciskając na niej dłoń i potem ją puścimy to mięśnie dłoni i ręki osłabną. Zatem nasze mięśnie dna miednicy są z reguły za mocno zaciśnięte (przez kij w dupie, zasady/oczekiwania którym chcemy sprostać, stres, ucieczkę, walkę, ocenę, ego itp), co w konsekwencji powoduje, że są słabe i nie działają. W niektórych przypadkach są zastane tak, że w ogóle nie są w stanie się poruszać, są tak spięte. I myślimy, czujemy nawet, że nimi ruszamy, ale to nie one się ruszają, tylko wszystkie oboczne, z kręgosłupem lędźwiowym i krzyżowym włącznie próbują na siłę je podnieść. I wtedy boli kręgosłup, biodra, nogi, i w ogóle ciało się rozjeżdża. Często też zaciskamy po prostu nie to co trzeba, na przykład odbyt i pochwę, nie do końca mając świadomość co robimy i co się dzieje w ciele. Albo dla odmiany włączamy mięsień prosty i mięśnie skośne brzucha, nie uruchamiając mięśnia poprzecznego. Co nie oznacza, że nie należy uruchamiać wszystkich mięśni brzucha. To jest nasz gorset, który trzyma całe ciało i łączy klatkę piersiową z miednicą. Warto jednak, aby czuć i wiedzieć, co kiedy pracuje i jak używać tych mięśni, aby zapewnić optymalne działanie całego ciała, pamiętając o tym, że najlepsza ilość siły nie równa się maksymalnej, którą jesteśmy w stanie wygenerować.
    Albo wciągamy na siłę brzuch, co powoduje, że zawartość jamy brzusznej może zostać wtłoczona w kierunku przepony. Przepona wtedy zostaje zablokowana i jedynym sposobem na uzdrowienie może okazać się wypuszczenie jamy brzusznej, którą tak skrzętnie próbujemy ukryć.

    WYOBRAŹ SOBIE, że Ty to trzy balony (komory ciśnieniowe).
    1. balon piersiowy
    2. balon brzuszny
    3. balon miedniczny
    A teraz zdaj sobie sprawę, że w balonie piersiowym i miednicznym masz kości, które utrzymują całą Ciebie, a w balonie brzusznym (oprócz kręgosłupa) są praktycznie same mięśnie. I one mają utrzymać całą Ciebie. Mało tego w tym obszarze znajduje się większość twoich narządów wewnętrznych. A teraz wyobraź sobie, co może oznaczać dla tych narządów i całej Twojej postawy/ciała to, że te miejsce jest słabe lub za bardzo napięte, co też w konsekwencji powoduje, że jest słabe (dłoń, która zaciska cały dzień szklankę).
    Rozpoznasz w Sobie ten ŚRODEK (swój gorset) i odbudujesz go, aby poczuć MOC oraz być długo zdrową i piękną.

    Dlatego powstał ten program, bo poczułam, że kobietom bardzo jest to potrzebne. To ten czas.
    Bycie w ciągłym napięciu, stresie, pośpiechu, ale też w bezruchu (osiadły tryb życia) ZaMOCno nas osłabiły.

    O szczegółach można poczytać tutaj: https://sklep.metamorphosis.gs/…/program-moc-srodka-2022/

    Cena jest niska, ponieważ moją potrzebą jest podzielić się z jak największą ilością kobiet.
    27 poranków i 6 weekendów. Na żywo, ale będzie można odtworzyć, bo spotkania będą nagrywane.

    Wejdźmy w nowy rok kalendarzowy 2023 w miłości i uważności na swoje ciało, które jest domem dla naszej duszy tu na Ziemi, Pozdrawiam Cię i czekam na Ciebie,
    Gosia Małgorzata Daniło-Gorlewicz ❤[/et_pb_text][/et_pb_column]
    [/et_pb_row]
    [/et_pb_section]

  • Jak gimnastyka zmienia życie kobiet i ich rodzin

    Jak gimnastyka zmienia życie kobiet i ich rodzin

    Kobieta opisuje jak gimnastyka słowiańska i zmiany jakie zachodzą w świadomości w Szkole Metamorphosis zmieniają życie Jej i rodziny, dzieci. Bardzo jestem poruszona i wdzięczna, że mogę odczytywać takie listy i widzieć, doświadczać zmian jakie zachodzą w świecie. Moja służba ma sens ❤. Dziękuję ❤ Niedawno czytałyście o świętym połączeniu kobiety i mężczyzny po warsztatach u mnie. Otrzymałam wiadomość, że następnego dnia po tym połączeniu zeszła Dusza do Łona kobiety. Takich Dusz teraz potrzebuje świat i takich transformacji. Błogosławię i pozostaję w służbie ❤, Gosia @Małgorzata Daniło-Gorlewicz

    “Droga Gosiu,

    uświadomiłam sobie, że mija już rok od moich Warsztatów Podstawowych. Bardzo dużo się dla mnie zmieniło w tym czasie. I wcale nie chodzi o to, że mam w szafie wiele pięknych spódnic, a majtki poszły w odstawkę 🙂

    Zmiana zaszła w moim sposobie reagowania. Praktykuję Gimnastykę parę razy w tygodniu. Przedwczoraj mój czternastoletni syn zrobił coś głupiego i nieodpowiedzialnego. Złamał prawo i naraził się na niebezpieczeństwo. Kiedyś w takiej sytuacji z lęku dostałabym szału. Przyszłyby do mnie wizje syna w kryminale, ze strachu chciałabym go ochronić i pewnie na noc zamykałabym go w pokoju na klucz, żeby mu więcej głupot po głowie nie chodziło.

    Teraz nic takiego się nie wydarzyło.

    Wyraziłam żal z powodu tego co się stało i powiedziałam, że w tej sytuacji musi przeprosić osoby, którym wyrządził krzywdę i zadośćuczynić. Nie było mu to w smak, był przerażony i zawstydzony, wolał żebym zabrała mu telefon i dała szlaban na kompa do końca roku. Zamiast spełnić jego prośbę i dać mu karę opowiedziałam mu moją żenującą historię z młodości i jak musiałam przeprosić i zadośćuczynić. Wziął się w garść i przeprosił co było dla niego bardzo trudne, naprawianie jeszcze ma do zrobienia. Na koniec podziękował mi i powiedział, że jestem fajna, bo mu pomagam zamiast na niego wrzeszczeć. Jego męskość i siła bardzo mi zaimponowały, jestem dumna z niego i z siebie, że umiałam rozwiązać tę sytuację z miłością. Wcześniej pomimo mojej wiedzy i doświadczenia zawodowego nie byłoby to możliwe. Gdybym potrafiła tak z mężem to byłoby ekstra 🙂 Praktykuję dalej z zaufaniem do procesu. Chodzę też na psychoterapię do mężczyzny, mam dużą wdzięczność do jego rozumienia oraz zdrowej męskości. Czuję też dużą wdzięczność do Twojej mocy. Cieszę się, że Was odnalazłam i dziękuję z całego serca. Do zobaczenia na kolejnych warsztatach.

    Pozdrawiam
    Zuza ”

    Dziękuję Zuza za podzielenie się ❤.
    Przepiękne to jest ❤

  • Mięśnie dna miednicy – gdzie jest prawda?

    Mięśnie dna miednicy – gdzie jest prawda?

    GDZIE JEST PRAWDA?
    “Droga Małgorzato,
    Po twoim ostatnim filmiku i ćwiczeniach Joni mam brak zgody na zbliżenia z partnerem, a przeogromną ochotę na dotykanie i głaskanie swojej Joni. Oczywiście przez cały dzień pamiętam o ćwiczeniach i ćwiczę z wielkim zaangażowaniem. 💓
    Bardzo dziękuję 💓

    Prawda jest w nas. W naszym łonie, w naszym wnętrzu, w naszym ciele. Jak robię ćwiczenia dna miednicy podczas warsztatów, kobiety opisują to tak, że jest to piękna medytacja do wewnątrz i nic nie jest w stanie jej zakłócić z zewnątrz. Mówią, że podczas innych form medytacji, nawet dynamicznych, które robimy nie potrafią wyjść z umysłu lub co jakiś czas się włącza. Natomiast podczas kontaktu z dnem miednicy jest totalne skupienie, które można z łatwością uzyskać. I owo właśnie skupienie a tym samym głęboki kontakt z wewnętrznym źródłem, mądrością i wiedzą powoduje, że kobiety doznają głębokich transformacji i otrzymują wiedzę o tym, co jest właściwie dla nich i tę mądrość, która wykracza poza umysł, ego czy ziemskie schematy postępowania/programy/zasady, w których się wychowaliśmy, które zostały nam narzucone lub które przyjęliśmy jako swoje. Nagle opada zasłona i kobieta JUŻ WIE.

    I to właśnie zadziało się u kobiety, która napisała ten list. Nagle odkryła, że zwykłe – nazwę to bzyku bzyku – nie wystarcza. Często zbliżenia są zbyt krótkie, nastawione na rozładowanie lub krótką satysfakcję, które nigdy nie napełnią, a wręcz przeciwnie powodują frustrację u obu i ciągłe powroty z nadzieją, że tym razem się napełnię. Takie zbliżenia powodują utratę olbrzymich ilości energii u kobiety i mężczyzny. Powodują choroby, zbyt krótkie życie, negatywną telegonię, coraz większą karmę itd. Zostają obciążone całe Rody, bo to przecież nie znika, a idzie w potomnych.

    A Joni potrzebuje czasu, delikatności, dotyku. Potrzebuje czasu na rozgrzanie, żeby potem móc długo wrzeć, karmić i poić mężczyznę. I tylko wówczas mężczyzna może się napełnić i nie wracać wciąż z nadzieją, że w końcu się to stanie. Na krótką chwilę jest lepiej, a za dobę czy kilka znowu powraca napięcie, które domaga się rozładowania. Mężczyzna nie jest w stanie osiągnąć napełnienia bez wypełnienia kobiety. Żeby kobieta mogła się wypełnić, rozgrzać, nasycić potrzebuje mężczyzny, który ma dla niej czas, który pozostaje w służbie dla niej (tak jak i ona dla niego). Bez żadnych oczekiwań z obydwu stron. Bez rządzy przyjemności dla siebie. Jedynie w totalnej służbie i miłości. Nie romantycznego oczekiwania na spełnienie seksualne czy wypełnienie jakiś swoich braków, które często są mylone z prawdziwą służbą w miłości dla drugiej osoby.

    To czas kiedy Joni kobiety się domaga innej jakości. Bo to przecież poprzez Tygiel tworzenia tworzy się cały świat, który widzimy. Dlatego coraz więcej kobiet dzisiaj już wie, że transformacja jest nieunikniona. Ona jest jak tlen dla duszy. Nie potrafimy już oddychać w tym starym. W starych schematach seksualności, które ograniczają się do dwóch wymiarów: napięcie-rozładowanie, stymulacja-satysfakcja.

    Czasz Graala znajduje się w biodrach kobiety, w jej łonie i to ona tworzy wszystko na ziemi. I kobieta ma karmić i poić mężczyznę, a nie zarządzać nim, swoją macicą bez serca. Dlatego to właśnie my potrzebujemy się transformować, bo poprzez nas transformuje się mężczyzna i cała ziemia.

    Joni kobiety zapładnia wszystkie idee i myśli podczas zbliżenia. A jakie ma myśli mężczyzna, który jest inicjatorem seksu i chce szybkiego zaspokojenia? On tak naprawdę jest oddzielony od myśli Boga i to akurat stworzyła kobieta, bo to kobieta ma tę władzę, żeby odciąć mężczyznę od Boga. To kobieta stworzyła kokon wokół mężczyzny i trzyma go energetycznie na drugiej czakrze, a serce jest odłączone. I dlatego to my mamy teraz to zadanie, aby to naprawić. Czujemy to już każdą komóreczką ciała. Im większa świadomość, tym większa odpowiedzialność. Mężczyznom może się wydawać, że to nie fajnie dla nich, bo kobieta się odcina od starego seksu, już nie chce. Ale ona wie, że to jest dobre dla niego przede wszystkim i dla świata.

    Stare schematy padają po kolei jak klocki domina. W każdej dziedzinie, w sferze seksualności też, a może zwłaszcza w tej sferze, gdyż jest to najpotężniejsza energia jaką posiada człowiek na co dzień do swojej dyspozycji i albo ją traci albo powiększa -odmładzając się, uzdrawiając i podwyższając swoje wibracje, tak aby móc stanąć w świetle. Wydawałoby się, że energia miłości jest potężniejsza, jednak niedostępna dla nas w każdej chwili i na co dzień. Teraz jest czas integracji cienia w sobie i póki tego nie zrobimy, potężna, piękna, czysta, bezinteresowna energia miłości nie jest dostępna. W wibracjach negowania cienia, braku akceptacji, oceny innych nie jesteśmy w stanie dosięgnąć światła. Ale to już inny temat – tak mi się jakoś rozwinął. Na tym poprzestanę. Może następnym razem napiszę o cieniu, bo to tak ważny temat na dzisiaj.

    Pozdrawiam i dziękuję raz jeszcze Wam kobiety za Waszą mądrość i te listy, które do mnie piszecie. Nie mam możliwości, aby wszystkie umieszczać na bieżąco, ale powoli, sukcesywnie będę je odkrywać na światło dzienne, Gosia Małgorzata Daniło-Gorlewicz

    Ćwiczenia dna miednicy możesz obejrzeć w zamkniętek grupie dla kobiet Słowianka budzi się – gimnastyka dla kobiet:
    https://www.facebook.com/groups/1819927791590991/posts/3196877243896032/
    Jeśli nie jesteś w grupie, zapraszam Cię do dołączenia. Odpowiedz na dwa pytania dołączone w procesie rejestracji. Link do grupy: https://www.facebook.com/groups/1819927791590991

    I jest jeszcze jedno miejsce na warsztat podstawowy z gimnastyką słowiańską, elementami tantry i mięśniami dna miednicy, także serdecznie zapraszam.
    Tutaj link: https://sklep.metamorphosis.gs/…/warsztat-podstawowy21…/

  • Życie w spódnicy

    Życie w spódnicy

    Tak my Wiedźmy chodzimy nawet po górach w spódnicach. Zdjęcie z naszego ostatniego wejścia na szczyt Babiej Góry na wschód słońca. Wkrótce będzie krótka relacja z tego metafizycznego wejścia nocą w towarzystwie dzikich zwierząt.

    A WRACAJĄC DO ŻYCIA W SPÓDNICY

    Dostałam ostatnio pytania od jednej z kobiet, więc jak zwykle w ważnych tematach odpowiadam na forum, aby więcej kobiet mogło przeczytać i ewentualnie skorzystać.

    “Dzień dobry,

    Interesuje mnie spódnica “Kobiecy Krąg”. Chciałabym, żeby mi służyła i była odpowiednia na sezon jesienno-zimowy. Widzę, że na wszystkich zdjęciach pozuje Pani w lecie, stąd moje pytanie jak gruba jest spódnica (chodzi mi o len) i czy nadaje się na jesień/zimę. Jakie ma Pani doświadczenia, ponieważ słyszałam, że chodzi Pani w spódnicach cały rok. Może inny materiał byłby odpowiedniejszy?
    z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam,
    Monika”
    💃💃💃💃💃💃💃💃💃💃💃💃💃💃💃💃💃💃💃
    To moja odpowiedź dla Moniki:
    Len, który używam do szycia spódnic jest dosyć gruby (245-+5g/m2) i nadaje się na zimę jak najbardziej, ale latem też. Len jest prany, więc mięciutki i żywy. Przywożę go z Białorusi. Zdjęcia są robione zwykle latem, wczesną jesienią albo późną wiosną, bo wtedy bardziej aura sprzyja i można pokazać spódnicę w całości, a nie pod płaszczem. Tak chodzę cały rok w spódnicach i bez bielizny. Jak są bardzo duże mrozy, to wtedy zakładam zakolanówki i owijam biodra kaszmirem albo wkładam jeszcze dodatkowo halkę. I jest ciepło. Nawet bez majtek 🙂. Cieplej niż w spodniach, bo jest przepływ energii. Spodnie uciskają i powodują ochłodzenie miejsc intymnych.

    Ale Monika nie daje za wygraną hahha i dalej pyta:
    “Dziękuję za odpowiedź. A jak to jest “nie nosić bielizny”? Czy spódnica się nie brudzi? Trzeba ją często prać? I jeśli mogę zapytać jak często prasujesz spódnicę lnianą? Len kojarzy mi się z materiałem, który bardzo się gnicie. Zastanawiam się więc ile “pracy” trzeba włożyć w utrzymanie jej w ładnym stanie.
    Jeszcze raz dziękuję
    Monika”

    Często spotykam się z tym, że pierwsze wątpliwości kobiet co do nie noszenia bielizny, a konkretnie majtek są związane z wydzielinami z joni i higieną. No właśnie, niestety, większość najważniejszych tematów związanych z naszym zdrowiem, długim życiem, zachowaniem urody i energii funkcjonuje w powszechnej opinii zupełnie odwrotnie niż w rzeczywistości jest. I tak właśnie jest z noszeniem majtek. Ja nie noszę majtek od 8 lat. I wiem, że bardziej higienicznie jest bez niż z, za wyjątkiem miesiączki. W miesiączkę warto mieć majtki z naturalnych tkanin i w ogóle to, co jest blisko ciała dobrze gdyby było naturalne, reszta ubrań też fajnie jak jest naturalna. Robiono badania aury człowieka noszącego syntetyki i okazuje się, że aura takiego człowieka wygląda dokładnie tak samo jak aura osoby przyjmującej leki psychotropowe. Taki człowiek jest bardzo osłabiony i można łatwo nim manipulować. Okazuje się zatem, że dużo nie trzeba, wystarczy nas ubrać w sztuczności i już.
    Wracając do majtek, to wiem z własnego doświadczenia, że joni ma się dużo lepiej, jest cały czas w kontakcie z powietrzem oraz energią ziemi. Całe łono się oczyszcza i otwiera, uzdrawia. Zupełnie zmienia się zapach joni. Ona wtedy żyje i oddycha i ma się bardzo, bardzo dobrze. Wszystkie narządy miednicy mniejszej maja się wówczas lepiej niż pouciskane majtkami i na przykład obcisłymi spodniami, jak dżinsy. Do tego często jest jeszcze pasek skórzany i wtedy kobieta jest spętana na całego. Nie zazna nigdy prawdziwej wolności. Energia nie krąży, nie ma jak płynąć, uciśnięte narządy obumierają, czasem zaczynają chorować, już nawet w młodym wieku.
    Jeśli chodzi o wydzieliny z joni, to ja obecnie prawie w ogóle ich nie mam. Czasem coś tam widzę na sukience czy spódnicy w kolorze białym, ale są to tak znikome ilości i na dodatek bez jakiegokolwiek zapachu, że pranie naprawdę nie jest konieczne. Dlatego spódnice piorę bardzo rzadko, po prostu nie mam takiej potrzeby, sukienki nieco częściej, ale to ze względu na pachy aniżeli na wydzieliny z joni. No i sukienki są zwykle bardziej obcisłe od góry, więc mają styczność z ciałem bardziej niż szeroka spódnica.

    Lnu nie powinno się prasować, bo zamykają się otwory, dzięki którym właśnie len oddycha. Ja niestety mam jeszcze nawyk prasowania, ale uczę się odchodzić od tego i zdarza mi się coraz częściej wyjść nie wyprasowaną i nie chodzi tylko o len. Len najlepiej po prostu od razu po praniu powiesić. Jego natura, charakter, urok i elegancja to właśnie być pogniecionym. Taki ma być.

    JAK ZACZĘŁA SIĘ MOJA PRZYGODA ZE SPÓDNICĄ?

    Po podjęciu decyzji o odejściu z korporacji znalazłam gimnastykę słowiańską albo ona mnie znalazła, nigdy nie wiem jaka była kolejnośc. W korpo chodziłam w spódnicach, ale obcisłych i krótkich, takich bardziej garsonkowych. Długie, szerokie spódnice znalazły mnie albo ja je, kiedy rozpoznałam, że funkcjonuję w energii męskiej i odebrałam mężowi jaja i zaczęłam zmieniać swoją energię. Energia kobieca uruchamia zupełnie inne myślenie, postrzeganie, więc i działanie. Długa, szeroka spódnica bardzo spowalnia mnie we wszystkich pracach domowych dlatego do sprzątania zawsze jestem w spódnicy, w pracy też, żeby nie zapieprzać jak dziki osioł, a z gracją w uważności i spokoju duszy nasycać się wykonywanymi czynnościami i doładowywać energetycznie, zamiast tracić energię w pośpiechu stresie, nacisku. Zorientowałam się też, że w długiej, szerokiej spódnicy jest dużo cieplej, nawet zimą, gdyż nie ma ucisku, który zatrzymuje energię i powoduje wychłodzenie łona. W zamian za to jesteśmy w taki ochronnym kręgu, tworzy się lej do ziemi, skąd płynie w górę ciepła, uzdrawiająca energia. A doświadczanie wolności bez majtek i biustonosza jest niczym ekstatyczne doznanie odczuwane w całym ciele fizycznym, i wszystkich ciałach subtelnych.

    Dodatkowo energetycznie długa, szeroka spódnica chroni kobietę przed utratą energii seksualnej. Krótkie, obcisłe spódnice czy też obcisłe spodnie powodują, że wywołujemy pożądanie u napotykanych mężczyzn. Zainteresowanie mężczyzn jest wtedy typowo genitalno-seksualne podparte piramidą pożądań. Kobieta przez chwilę czuje się lepiej, bo zbiera tę energię od mężczyzn, lecz ponieważ jest to wynikiem działania piramidy pożądań, zawsze musi potem oddać/zwrócić tę energię. Może się to objawić poprzez wszelakie straty na zdrowiu, w finansach, majątku, relacjach itp. Kobieta zaś ubrana w długą, szeroką spódnicę, nie dość, że jest w pieczy od Matki Ziemi, to jest inaczej postrzegana przez mężczyzn, z innej pozycji i perspektywy, bardziej z poziomu serca, subtelnie, nie jako stricte przedmiot pożądania.

    💃💃💃💃💃💃💃💃💃💃💃💃💃💃💃💃💃💃💃

    Zatem kobiety zachęcam Was do eksperymentowania z noszeniem długich i szerokich spódnic, także do zdjęcia biustonosza i majtek. I czekam z ciekawością na Wasze doświadczenia, piszcie co się zadziewa u Was 🙂.

    Tutaj możesz zamówić i uszyć dla siebie spódnicę rękodzieło na wymiar. Każda spódnica jest wypieszczona i Tworzona w miłości i wdzięczności, bez pośpiechu, ze spokojem duszy. Wszystkie materiały są naturalne w 100%. https://sklep.metamorphosis.gs/

    Pozdrawiam w wolności, mądrości i mocy łona, Gosia Małgorzata Daniło-Gorlewicz

    Fot: Ania Kozłowska

  • Uzdrowienie ciała, duszy, serca

    Uzdrowienie ciała, duszy, serca

    Oto relacja z ostatnich warsztatów podstawowych z gimnastyką słowiańską i tantrą.

    “Droga Gosiu,

    Dziękuję bardzo za cudowne warsztaty na Babiej Górze, był to dla mnie prawdziwie magiczny czas. Po raz pierwszy doświadczyłam mocy kobiecego kręgu, co było niezwykle uskrzydlającym przeżyciem. Przede wszystkim jednak uwolniłam się od lęków i traum, które były tak głęboko ukryte w mojej podświadomości, że zupełnie nie miałam pojęcia o ich istnieniu. Po prostu nie uwierzyłabym, gdyby mnie tam nie było. Teraz jest mi o wiele lżej i czuję o wiele większą otwartość na samą siebie oraz w relacjach z innymi. Czuję, że zapoczątkowane zostały bardzo głębokie przemiany – zdrowienie duszy, ciała i serca. Odczuwam spokój, zaufanie i – tak! – dumę z siebie takiej, jaką jestem. O wiele jaśniej widzę też, co jest dla mnie ważne, co sprawia mi radość, a co jest tylko dodatkiem. Po tym wszystkim nie sądziłam, że w najbliższych dniach coś może mnie jeszcze tak bardzo zaskoczyć (ha ha! przecież to dopiero początek!), aż do dziś, bo dostrzegłam niespodziewaną zmianę w ciele. Po południu poczułam, że lekko bolą mnie lędźwie i biodro z jednej strony. Zaczęłam rozmasowywać te miejsca i odniosłam wrażenie, że zwłaszcza biodro jest jakieś inne… Po spojrzeniu w lustro okazało się, że zniknęła asymetria w biodrach, która – choć delikatna – była dotąd zauważalna gołym okiem. Ostatnio myślałam nawet: no cóż, u mnie gimnastyka nie pomogła na skrzywienia i asymetrie w ciele, chyba spróbuję jeszcze pójść do fizjoterapeuty i może się kiedyś w końcu wyprostuje, a może nie. Aż tu nagle… Sama nie wiem, co pomogło – gimnastyka, a może to, że odpuściłam – najprawdopodobniej jedno i drugie 🙂 A może to, że od czasu warsztatów prawie w ogóle nie noszę majtek? 😂

    Z wdzięcznością i miłością,
    Ania”

    Zapraszam na warsztaty z gimnastyką słowiańską i tantrą. Wiele się na nich wydarza dla kobiet i ich rodzin. Popatrz w harmonogram warsztatów na ten rok. Link: Zakładka “Warsztaty” – https://sklep.metamorphosis.gs/

    Pozdrawiam i czekam na Was w kręgach kobiet, Gosia ❤

  • Gimnastyka słowiańska rozprowadza energię po ciele

    Gimnastyka słowiańska rozprowadza energię po ciele

    ALE ODKRYCIE! Po tylu latach ćwiczeń.
    Haha trochę się śmieję, bo wiedziałam o tym od zawsze, ale ponieważ dzisiaj poczułam to po stokroć, a że zawsze przekazuję to, co we mnie żywe, więc piszę o tym dla Was Kobiety.

    Ostatnio powiem szczerze trochę się poleniłam z gimnastyką, pałeczkę przejęły moje instruktorki i tym się to skończyło, leniem.

    Jest tak, że jak coś robimy regularnie, to spada wrażliwość odczuwania dobroczynnych skutków tych działań. Jak przestaniemy i potem z powrotem wrócimy do tego, to nagle jest takie WOW. I właśnie takie WOW odczułam dzisiaj, przygotowując się do cyklu warsztatowego dla instruktorek.

    Od kilku tygodni (z małymi wyjątkami) nie ćwiczyłam gimnastyki. I mimo, że nie siedziałam, bo w tym czasie tańczyłam dużo, codziennie rozciągam się tak porządnie, robię ćwiczenia tao miłości, chodzę na spacery – także niby prowadzę się należycie, a jednak ….

    STWIERDZAM Z PEŁNĄ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ, ŻE NIC NIE ZASTĄPI GIMNASTYKI SŁOWIAŃSKIEJ (ale nie fanatyzuję GS, nie uzależniam się, nie robię bożka z GS, duże litery jedynie dla podkreślenia mojego odczucia i odkrycia).

    A mianowicie, dzisiaj podczas wykonywania ćwiczeń poczułam bardzo mocno jak, mimo tych wszystkich moich aktywności, energia w ciele nie krążyła jak trzeba – nawet mimo rozprowadzania energii podczas ciągów wstępującego orgazmu, który robię regularnie. Może dlatego, że nie opanowałam go jeszcze perfekcyjnie, ale energia lubi się zatrzymywać w pewnych miejscach w czasie wykonywania ćwiczeń tao miłości, szczególnie w okolicach serca, co potem skutkuje drażliwością, płaczliwością, ciężarem w tej okolicy.

    Poczułam wielką ulgę i oczyszczenie, taki jakby prysznic od wewnątrz. No i przyszła moc i witalność.

    Okazało się, że gimnastyka słowiańska jest doskonałym uzupełnieniem (a nawet koniecznością – przynajmniej dla mojego ciała) pozostałych aktywności i nie warto jej omijać.

    Polecam bardzo Wam Kobiety tę praktykę. Są pewnie i inne cudowne, ale ja nie znam lepszej dla kobiety akurat.

    Możecie poćwiczyć gimnastykę w kręgach on-line w grupie zamkniętej tylko dla kobiet Słowianka budzi się – gimnastyka dla kobietoraz stacjonarnie na warsztatach. Nie wiem czy są miejsca, ale z pewnością pojawią się wkrótce warsztaty jesienne, także zapraszam: https://sklep.metamorphosis.gs/

    Tutaj link do zajęć z Instruktorkami Metamorphosis: https://metamorphosis.gs/instruktorki-metamorphosis/

    Pozdrawiam z uwolnionym ciałem, tryskającym energią, witalnością i mocą, Gosia ❤