ZAMIERZONE CIERPIENIE
Cóż to takiego i co daje?
Należy złapać różnicę pomiędzy zamierzonym cierpieniem a mentalnością ofiary. Tu jest cienka granica i warto być uważną. Widzę po sobie, że jak tylko na chwilę stracę świadomość i uważność w tym temacie, natychmiast wchodzę w wibracje programu ofiara-kat. Już kilkakrotnie w życiu myślałam, wręcz byłam pewna, że pozbyłam się tego programu raz na zawsze, ale niestety. Na ten moment mam takie wrażenie, że w takim normalnym funkcjonowaniu chyba nie da się go tak pozbyć w 100%. Nie mówię o stanie wysokowibracyjnym, gdzie nie ma już nic poza błogością i pustką-pełnią, ale w takim stanie raczej nie bywamy na co dzień. Może kiedyś, wkrótce
.
Jak ja obserwuję u siebie przechodzenie tej cienkiej granicy?
Na przykład wstałam dziś o świcie na Powitanie Jaryło i live, który sobie zafundowałam hahha – właśnie w celu zamierzonego cierpienia i poszłam do łazienki umyć zęby, spojrzałam w lustro i co zobaczyłam. Ujrzałam twarz totalnej biednej ofiary, wykorzystywanej sama przez siebie, aby sobie chyba dopierdolić haha – tak z tego wynika. Widzę to po swojej twarzy, staje się starsza, szara i oczy! Oczy robią się małe i bez życia, bez iskry. Od razu dostrzegam to i staram się natychmiast zadziałać. Dlatego może teraz jestem młodsza i ładniejsza – jak mawiają moi bliscy. Czasem jak moja córcia ogląda stare zdjęcia, to za każdym razem mówi: mamo ty teraz wyglądasz młodziej niż kiedyś. Mąż nie ma odwagi tak powiedzieć haha, ale też czasem skomentuje, że chyba podpisałam pakt z diabłem, bo wyglądam ciągle tak samo jak mnie poznał, a wtedy miałam 23 lata. Tak podpisałam pakt z diabłem, co dosłownie oznacza, że skontaktowałam się ze swoją ciemną stroną, zaakceptowałam ją i nie daję się jej wkręcać. Tylko obserwuję. I żyję (na ile potrafię) poza programem kat-ofiara. Poza wyjątkami, kiedy to wstanę rano na live, który sobie zafundowałam i zapomnę o tym (czyli stracę uważność i świadomość po co to w ogóle robię) i wtedy zamiast ciemna strona ma mi służyć (dawać mi moc), ja służę jej (oddaję swą moc). Oddaję masę swojej cennej, pięknej energii życiowej.
A tak niewiele potrzeba. UWAŻNOŚĆ I ŚWIADOMOŚĆ. I intencja.
Ważna jest i pomaga bardzo jakaś intencja, dla której chcemy odbyć tę niedogodność i wejść w ZAMIERZONE CIERPIENIE.
Ważne jest też, aby to coś było dla nas prawdziwą niedogodnością. Czyli, jeśli któraś z Was uwielbia wstawać o świcie i czuje się wtedy jak nowonarodzona, wyspana, szczęśliwa, to nie zadziała. To ma być prawdziwe wyrzeczenie się.
To tak jak kiedyś za dziecka i młodu. Nie rozumiałam kompletnie postów, które jeszcze jako dziecko, nastolatka, młoda dziewczyna robiłam, a właściwie kazano mi robić, bo wtedy jeszcze miałam małą świadomość i po prostu podążałam za świadomością bliskich i rodziny. Czasem próbowałam o tym rozmawiać, ale albo mnie nie rozumiano albo udawano, że się mnie nie rozumie. Zawsze pytałam: czemu ja mam pościć i jeść w piątek naleśniki, pierogi z serem albo rybę, jak to były moje najlepsze dania obiadowe. Za to nie lubiłam mięsa, ale jadłam go, aby coś świętować. Teraz tak sobie myślę, że dobrze, że nie dostałam schizofrenii od tego.
Jak jeszcze rozpoznać kiedy przekroczyłaś granicę oraz czy jesteś aktualnie w programie kat – ofiara?
Zaobserwuj jakich słów, zdań używasz. Czy mówisz:
* bo wszyscy, albo nikt
* albo szef coś, albo mąż winien, albo dzieci, teściowa, sąsiad, lekarz
* a może koronawirus albo rząd są przeciwko Tobie
* a może pogoda słaba i nie daje żyć
* albo programy rodowe wykorzystywania, gwałtów, przemocy, zawodów miłosnych itp.
* a może los taki albo ciągłe zwroty w sytuacji, czyli tak zwany pech
Tak winowajcę/kata można znaleźć wszędzie. Wszystko na zewnątrz, aby tylko nie ja. Jeśli szukasz na zewnątrz, jesteś w programie kat-ofiara.
Kat i ofiara to jedno i to samo, ten sam poziom i przeważnie jesteśmy i ofiarami i katami jednocześnie. Ofiara potrzebuje bardzo dużo energii z zewnątrz, gdyż sama ją traci w olbrzymich ilościach (to bardzo energochłonny program) i wtedy zaczyna żalić się do innych i wciągać ich w pomaganie, doradzanie, litowanie się nad nią. I takim sposobem staje się jednocześnie katem dla otoczenia. Ale jest też katem dla siebie samej, wprowadzając się w ten stan utraty energii, zdrowia, życia
Czemu służy ZAMIERZONE CIERPIENIE?
Zamierzone cierpienie wyrównuje nas energetycznie. Czyli na przykład jesteś w ego, pożądaniu, pragnieniach, zrób post lub coś innego w energii zamierzonego cierpienia, a wyrównasz przyszłe skutki karmiczne z tego powodu. Ważne, żeby nadać temu intencję, ona zawsze wzmacnia, choć bez intencji też zadziała, jeśli będziemy w świadomości tego, co robimy. Zatem zamierzone cierpnie bardzo zmniejsza, nawet niweluje obciążenia karmiczne.
Jeśli jesteśmy mocno w jakiś skrajnościach, emocjach (nie ważne czy tak zwanych „pozytywnych” czy „negatywnych”) poprzez zamierzone cierpienie wyrównujemy się na zero, czyli przechodzimy jakby w pozycję zero ze skrajności. Każda silna emocja odziera nas z energii, nawet radość, ekscytacja itp. Jeśli takie uczucia zamienią się w emocje, to pociągną z nas energię. Dlatego czasem obserwujemy taki stan, że po dużym szczęściu, nadchodzą łzy. Wtedy nieświadomie wyrównujemy się. Mawia się nawet: „Nie śmiej się tak, bo będziesz płakał.” I nie chodzi tu o zwykły śmiech, radość, a o taki, który nas wessie, pociągnie, czyli będziemy się nadmiernie czymś podniecać i wkręcać.
Dużo ludzi traci dużo energii seksualnej/życiowej (nie ma bowiem edukacji w tej dziedzinie), a to jest energia rodu do przedłużenia gatunku a nie na trwonienie na przyjemności, zachcianki, żądze, pożądania, wyrzucanie napięć. Jeśli tak właśnie się dzieje, to też warto praktykować zamierzone cierpienie w celu zmniejszenia karmicznych obciążeń. Wszak marnotrawienie energii seksualnej bardzo obciąża naszą duszę karmicznie.
Może pomyślisz, że ludzie, którzy trwonią na prawo i lewo swoją energię seksualną (energia seksualna jako przykład, bo chodzi o całokształt) mają większe skutki karmiczne niż Ty, która być może nie tracisz tak wiele. Tu nie chodzi bowiem o ilość czynów, a o świadomość. Jeśli jakiś człowiek nie jest świadomy tego, co robi, konsekwencje są dużo mniejsze, nić tego świadomego. Nie jest to może pocieszające hahha, ale niestety albo stety rozwój i większa świadomość pociągają za sobą większą odpowiedzialność i konsekwencje. Co nie oznacza, żeby z tego powodu popadać w mentalność ofiary czy poczucie winy. Z tego właśnie powodu niektóre z nas stają w miejscu na jakiś czas, aby złapać balans, a także nie powodować nadmiernej odpowiedzialności i konsekwencji. To taka ochrona nas samych przed skutkami.
WAŻNA INFORMACJA JEST TAKA, że:
* Wszystko co wyżej napisane może być prawdą lub fałszem dla Ciebie, wszystko zależy od tego czego Ty potrzebujesz na ten moment.
* Dla mnie na ten moment ważne jest, aby nie popadać w skrajności, w tym temacie oznacza, żeby nie zrobić z siebie ascetki (lub drugiej strony – hedonistki). Ja potrzebuję dosięgać równowagi. Skrajności już znam.
* Dla Ciebie natomiast może potrzeba doświadczyć skrajności albo iść po swojemu w tym temacie. Nic bowiem nie dzieje się bez przyczyny. Czasem dusza wybiera jakąś drogę i na ludzki rozum może być to nielogiczne i niezrozumiałe. Im dalej i głębiej idę, tym mniej rozumiem, a jednocześnie więcej. Najwięcej kryje się poza rozumieniem.
* Im więcej czuję, a w tym pomaga mi praca z ciałem (gimnastyka słowiańska oraz praca z energią seksualną), tym bardziej wiem czego potrzebuję na ten moment. Jeśli trafiłaś na ten post, to być może i Tobie przyda się świadome praktykowanie zamierzonego cierpienia.
Życzę zatem sobie i Wam kobiety doświadczania, jakiekolwiek by nie było, w świadomości, uważności i miłości, Małgosia

Leave a Reply