Ostatnio dotarło do mnie, głęboko, tak do kości, że wszystko wokół to ułuda. Jestem aktorką w teatrze życia.
Ale gdzie Ja?
Gdzie Prawda?
Owe określenie – teatr życia – usłyszałam dawno temu. Nawet posługiwałam się nim i myślałam, że rozumiem o co chodzi. Jednak dopiero teraz POCZUŁAM o co tak naprawdę kaman.
Często powtarzałam Sobie i uczyłam studentów, kursantów, że warto bardziej być obserwatorem, aniżeli uczestnikiem. Wówczas można złapać dystans do Siebie i nie angażować się emocjonalnie.
Mówiłam, żeby wyobrażać sobie, że jesteśmy aktorami na scenie i gramy swoje role. Wtedy to był po prostu jeden ze sposobów na to, aby sobie ulżyć. Taka technika, manipulacja, żeby przechytrzyć Ego, żeby nie czuć tego, co dopływa i żeby było po prostu lżej żyć.
Teraz już WIEM na pewno, dotarło to do moich trzewi, do kości, że to nie jest tylko technika. Okazało się, że naprawdę gram w teatrze i naprawdę jestem aktorką.
To jak się ubieram, jakim autem jeżdżę, co myślę, co mówię, jak wyglądam – to tylko kolejne przebrania.
Kim więc JESTEM?
Aniołem?
Demonem?
A może Rusałką? Albo Syreną? Słowianką? Polką? A może obywatelką świata?
Albo dzisiaj taka, a jutro taka?
Normalnie komedia hahaha. Czasem tragedia. A czasem bajka :-).
Wszystko fajnie, ale to tylko granie kolejnych aktów, scen.
Fajne to, bo właściwie to już niczym nie trzeba się przejmować. To tylko GRA. UŁUDA. Nic poważnego zatem. Nie muszę się przejmować, zamartwiać czy katować, że nie jestem wystarczająco doskonała, wystarczająco dobra, ładna czy jakaś tam jeszcze ……
AMEN
Tylko jeszcze muszę załapać, POCZUĆ do końca KIM NAPRAWDĘ JESTEM :-). Poczuć Źródło.
Jak odnajdę, to napiszę Wam.
A póki co do później,
DOSKONAŁA AKTORKA Małgosia <3

Leave a Reply