Tag: emocje

  • Nagość

    Nagość

    Doszły mnie słuchy, że niektóre kobiety nie chcą przyjechać na warsztat podstawowy z gimnastyką słowiańska i elementami tantry, bo my tam nago chodzimy 🙂.

    Żeby uspokoić od razu piszę, że na podstawowym jeszcze nie, choć powoli zaczynamy otwierać się na nagość – jednak w przestrzeni łagodnej i nic nie wymuszającej. Mamy w programie saunę i tam zachęcam, aby otworzyć się na nagość i akceptację swojego ciała, ale można też w ręczniku (nikt nikogo do niczego nie zmusza). Także spokojnie. Dopiero, jak kobieta poczuje, że jest gotowa, może odkryć co nie co i pójść dalej ścieżką tantry. Czasem kobieta potrzebuje więcej czasu na kolejne stopnie, więc po prostu można sobie poczekać i oswoić się z tematem lub pozostać i zakończyć na warsztacie podstawowym.

    Na warsztatach zaawansowanych z tantrą i gimnastyką słowiańską doświadczamy gimnastyki nago i w kontakcie ze wszystkimi żywiołami. Można wtedy zobaczyć jaka jest różnica wchodzenia w ćwiczenie w ubraniu i nago. Nago wchodzimy w ćwiczenia o 20-50% głębiej, a w kontakcie z ziemią jeszcze głębiej. W żywiole wody można wejść w ćwiczenie w 100-u%, co czasem nie jest możliwe w standardowych (nazwijmy to tak) warunkach, czyli często w ubraniach uciskających ciało, ze sztucznych tkanin oraz na podłodze betonowej, płytkowej itp.

    Na warsztatach możesz doświadczyć nagości, aby puścić w końcu tabu na temat ciała, że jest złe, brzydkie, gorszące, grzeszne itd. Przyjąć poczucie winy, wstyd, zażenowanie, lęki. Na moich warsztatach nie pływamy na powierzchni, lecz wchodzimy głęboko. Dzięki temu też są bardzo głębokie transformacje dla kobiet, zmiany w życiu, zdrowiu, zwiększenie energii, sił witalnych, poprawa relacji z mężczyznami, dziećmi i wiele, wiele innych.

    Ogólnie ubrania to przebieranki. Jesteśmy przebrani zawsze za kogoś, kogo się uważamy albo chcemy być. W nagości stoimy w prawdzie. Dopiero wtedy możemy dojrzeć boską część swojej istoty.

    Nasze lęki związane z nagością wynikają też z piramidy pożądań, pod którą jesteśmy podpięci. Boimy się z tym zmierzyć, ale jak odważymy się na to, uzdrowienie i wzrosty świadomości nie mają końca. Dopiero zaczyna się prawdziwe życie, bez masek, udawania, lęków. Wzrasta nasza moc i zmienia się totalnie jakość życia. Kobiety uzdrawiają relacje z mężczyznami, dziećmi, rodzicami, szefami, sąsiadami, a tak naprawdę ze sobą i życiem. Tak wiele widziałam transformacji kobiet, że nie jestem w stanie teraz opisać nawet ułamka procenta tego, co się zadziało.

    Warsztaty podstawowe dopiero w kwietniu 2024 roku, ale póki co zapraszam Cię bardzo na Program on-line SEKRET DŁUGOWIECZNOŚCI, gdzie odzyskasz swoje moce i siły witalne. Program jest dla kobiet, które nie potrzebują już przedłużać gatunku, czyli chcą wyjść z programu reprodukcyjnego, ale nie tylko. Dla tych, które jeszcze nie rodziły też, gdyż w każdej chwili można wejść z powrotem w program reprodukcyjny. Piszą do mnie kobiety, które nie miesiączkują, nie jajeczkują a chcą zajść w ciąże. To też jest dla Was. Też dla kobiet, które mają problemy z miesiączką (bolesne, nieregularne).
    Tutaj link do zarezerwowania miejsca: https://sklep.metamorphosis.gs/…/program-sekret…/

    Całuję i pozostaję w służbie, Gosia ❤

  • Czy wyobrażacie sobie, co to znaczy mieć dostęp do energii o mocy zdolnej zrodzić nowe życie?

    Czy wyobrażacie sobie, co to znaczy mieć dostęp do energii o mocy zdolnej zrodzić nowe życie?

    Kobieta została stworzona tak, aby co miesiąc tworzyć dziecko. Olbrzymi potencjał energetyczny co miesiąc tworzy jajeczko. Wszystko, co najlepsze mężczyzna przekazuje kobiecie od siebie w plemnikach. Do tego kobieta cały miesiąc kumuluje energię z zachodów, wschodów słońca, odżywiania, oddychania, rytmów dobowych, miesięcznych, rocznych, kosmicznych, orgazmów, zakupów, spacerów, relacji, życia ogólnie.
    I co się dzieje, jeśli dziecko nie zostanie stworzone, bo przecież ile razy w życiu tworzymy dziecko (raz, dwa, w porywach trzy)? Co z tymi razami, których jest co nie miara? Gdzie idzie ten olbrzymi ładunek energii, który jest przeznaczony do stworzenia człowieka i to dzieje się CO MIESIĄC? W każdym miesiącu albo tracimy albo zyskujemy olbrzymią ilość energii (która tworzy całego człowieka, który przeżyje kilkadziesiąt lat).

    U mężczyzny jest wydalany razem z ejakulacją. Kobieta zaś kumuluje go w jajnikach, w macicy, w łonie, bo ciało jest nastawione na tworzenie co miesiąc dziecka. Jeśli dziecko nie zostanie stworzone, przychodzi miesiączka i w jej trakcie cały ten zasób jest wydalany.

    Jak wchłonąć, zmagazynować, przetworzyć tę potężną dawkę energii? Energii uzdrawiającej i kreatywnej. Energii płodności, owocności i tworzenia całej materii. Energii, która potrafi uzdrawiać ciało fizyczne i ciała subtelne, całą istotę. Energii dzięki której możemy uzdrawiać partnera. Energii młodości i długowieczności.

    Wszystkie ćwiczenia tao miłości, których uczymy się w Szkole Miłości Metamorphosis służą do tego właśnie. Zaczynając od pracy z mięśniami dna miednicy (zapraszam do programu on-line MOC ŚRODKA – Sekret Zdrowia i Urody: https://produkty.metamorphosis.gs/…/moc-srodka-kurs-video/

    Ćwicz swoje centrum, twórz wewnętrzny kręgosłup poprzez używanie mięśni głębokich ciała, czyli zaczynając od mdm, poprzez mięśnie gorsetowe, przykręgosłupowe itd. Jak to robić? W programie Moc Środka podane jest wiele metod, ale przede wszystkim jest to kształtowanie nawyków posturalnych na co dzień, poprzez właściwe chodzenie, siadanie, wstawanie, schylanie, podnoszenie, sikanie, dosłownie poprze każdą czynność dnia codziennego. Warto pamiętać o tym, żeby robić to po prostu żyjąc, przy tak zwanej okazji, bo przecież za każdym razem kiedy siadamy, schylamy się, czyli przy czynnościach zwykłych mamy ku temu najlepszą okazję. Potrzeba tylko pamiętać o tym.

    Wzmacniając centrum, jednocześnie pracujemy ze wszystkimi przeponami: piersiową, miedniczną, moczowo-płciową. Do tego jeśli uruchomimy, kiedy jest taka potrzeba, pompę krzyżową i czaszkową, możemy skierować strumień energii życiowej, tej, co nie stworzyła dziecka, zamiast na zewnątrz poprzez miesiączkę, oddawanie moczu, pot, oddech itd. – do góry, napełniając narządy i gruczoły oraz całe ciało fizyczne, energetyczne, emocjonalno-uczuciowe, mentalne i ciała duchowe. Budujemy wówczas siebie samą na nowo. I nie jest to jakaś metafora poetycka czy przenośnia, a dosłownie budowanie siebie na nowo, poprzez rozwijanie ciał subtelnych i wzrost świadomości. Dzięki temu możemy się uzdrawiać, odmładzać, możemy też uzdrawiać partnera.

    W naszym centrum, łonie zbiegają się liczne nerwy i naczynia, gruczoły limfatyczne, a także zakończenia tkanek mających swe powiązania z każdym centymetrem kwadratowym naszego ciała. Przez ten obszar przechodzą wszystkie ważniejsze kanały akupunktury. Jeśli obszar miednicy jest zablokowany lub osłabiony, energia ulega rozproszeniu, przez co cierpią nasze organy, kości, mózg. To właśnie przytrafia się wielu ludziom w podeszłym wieku, gdy ich mięśnie biodrowe i odbytnicze wiotczeją, puszczają energię życiową a ludzie słabną, wiotczeją i więdną.

    Na początku jest potrzeba, aby pracować na poziomie fizycznym włączając przepony i pompy, gdyż energia szczególnie w stanie pobudzenia jest dosyć gęsta i wtedy najłatwiej jest wypuścić ją na zewnątrz. W miarę ćwiczeń włączamy świadomość i jak już się wyszkolimy, coraz mniej musimy używać mięśni i stosować technik, a wystarczy jedna myśl, aby uruchomić proces.

    Do najprostszych “technik” należą też chodzenie, siadanie, schylanie się podnoszenie itd., o których pisałam wcześniej, podczas których cały czas ćwiczymy i wzmacniamy całe ciało, mięśnie dna miednicy, nasze centrum, mięśnie i przepony odpowiedzialne za przepychanie energii do wyższych ośrodków. Wtedy każda czynność jest wykonywana z lekkością, chodzimy jakbyśmy się unosiły, jednocześnie mocną stąpając po ziemi. Każdy ruch staje się płynny, lekki i sprężysty, ciało giętkie i zdrowe. Techniki pisane w cudzysłowie dlatego, że są to normalne, zwykłe czynności dnia codziennego. Techniki często kojarzą nam się z koniecznością zrobienia czegoś, często przeciwko sobie, bo naciskamy, robimy coś z poczucia winy albo konieczności. Tworzymy wtedy konflikt wewnętrzny, który działa przeciwnie, bo nie dość, że nie mamy efektów w ciele to jeszcze dużą utratę energii. Czasem jakieś efekty chwilowe w ciele są, ale zestawiając je z poziomem energii, którą utraciliśmy, docelowo te efekty przeradzają się w degradację na wszystkich poziomach. Nie możemy budować ciała, tracąc jednocześnie mnóstwo energii na wewnętrzne konflikty.

    Kolejnymi technikami, które możemy stosować na co dzień, aby wzmocnić swoje centrum i skierować tę olbrzymią energię tworzenia do wewnątrz na budowanie siebie jest gimnastyka słowiańska, wszelkie ćwiczenia i ruchy bioder, taniec brzucha lub inny – o ile umiemy włączać mięśnie dna miednicy i o ile pracują one dobrze podczas tych czynności. Inaczej możemy nabawić się kontuzji albo przeciążeń. Dlatego uważam, że warto zacząć od świadomej pracy z mdm lub jeśli mamy naprawdę dobrego instruktora ćwiczeń lub tańca, który potrafi przekazać i nie zapomina o tej tak ważnej wiedzy.

    Kiedy ćwiczymy gimnastykę słowiańską otwieramy wejście do rdzenia kręgowego, którym energia ma możliwość przedostać się do wyższych ośrodków naszego ciała. Gdy rozwarcie krzyżowe jest zablokowane energia nie ma możliwości przedostać się do naszego ciała. Wycieka najczęściej pierwszą czakrą, bo tam ma najszybciej i najłatwiej, tym bardziej, że nie ćwiczona należycie przepuszcza jak dziurawe wiadro. Często kobiety mają bardzo bolesne i zablokowane miejsce krzyża i lędźwi. Podobnie jest z odcinkiem szyjnym kręgosłupa, a to są dwie najważniejsze pompy (krzyżowa i czaszkowa), które działają jak śluzy otwierające się w celu przesyłania energii, jak tłoki przepompowujące.

    Kolejne narzędzia to włączanie orbity mikrokosmosu w ciele, oddech jajników, ciąg wstępującego orgazmu i wiele innych, których uczymy się na kolejnych stopniach na warsztatach zaawansowanych w Szkole Miłości Metamorphosis.

    Pozdrawiam w mocy środka, Gosia ❤

  • Co robisz z negatywnymi emocjami?

    Co robisz z negatywnymi emocjami?

    CO ROBISZ Z NEGATYWNYMI EMOCJAMI?
    Strząsasz je?
    Odcinasz?
    Uwalniasz?
    Jak pracujesz z emocjami tak zwanymi negatywnymi. Dlaczego akceptowane są pozytywne emocje a negatywne nie? Czy i co tracimy odcinając się od negatywnej strony mocy?

    Jedną z podstawowych technik tao miłości jest Orbita Mikrokosmosu. Jest to obieg energii w ciele. Tak jak mamy w ciele układ krwionośny, limfatyczny, nerwowy, kostno-stawowy, mięśniowy, podobnie mamy obieg energii w ciele. Nazywa się to orbitą mikrokosmosu. W bardzo dawnych czasach ludzie byli bardziej połączeni ze swoimi ciałami, nie było tylu rozpraszaczy, co mamy teraz. Zaobserwowali, będąc w totalnym rozluźnieniu i w sobie, że energia w ciele ma zamknięty obieg i można swoją świadomością robić wiele dla siebie, aby utrzymać wysoki poziom energii we wszystkich narządach i gruczołach oraz można dzięki tej orbicie przekształcać surową energię z ziemi czy też energię podstawową, nazywaną często seksualną w energię życiową i duchową. Można także przekształcać tak zwane negatywne emocje i przede wszystkich wchłaniać z powrotem tę energię w siebie.

    Mieliśmy taki czas, że każdy chciał pozbyć się tej negatywnej energii. Jest ona nieakceptowana społecznie, najlepiej jakby każdy się uśmiechał i nie robił problemu. Łatwiej jest manipulować kimś, kto jest słaby, a ciemna strona mocy ma olbrzymią moc, więc fajnie jakby każdy myślał, że jest zła i jeszcze na dodatek miał wyrzuty sumienia, że ją ma i czuje. Jest ona nieprzyjemna w odczuwaniu, więc najlepiej jakby znikła. Nie chcemy jej czuć, ani się nią zajmować, najlepiej wyoddychać, wyrzucić, zakopać. Takie mieliśmy metody pracy, żeby było lżej, łatwiej i przyjemniej żyć. Ale … przez to pozbywaliśmy się z ciał ogromnej ilości energii, bo emocje to energia i nie ważne czy pozytywne czy negatywne. Niektórzy mówią, że negatywne emocje mają niskie wibracje i że to źle. Tak, o ile jesteśmy w mentalności ofiary, kata, czy oprogramowaniu, ocenie ich itp. Jeśli natomiast po prostu je odczuwamy, nie mając do nich stosunku, traktujemy je jako doświadczenie, wtedy dopiero zaczyna się jazda. Zaczynamy czuć ich moc i swoją pełnię. Wypierając, oceniając te emocje, oceniamy cześć siebie i dualność ziemskiego systemu życia, osłabiając tym samym siebie, wypierając energię żeńską w nas, księżyc, noc, ziemię. Czyli przyjmujemy tylko część siebie.

    PRZEKDZTAŁCANIE ENERGII NEGATYWNEJ W ENERGIĘ ŻYCIOWĄ. Poprzez otwarcie kanału energii w naszym ciele (orbity mikrokosmosu), wkładasz tam energię negatywną i wraz z energią seksualną i każdą inną – energia negatywna przekształca się tym samym w energię życiową. Dzięki temu zyskujemy nową energię życiową i automatycznie coraz mniej mamy negatywnej, trudnej energii.

    W innym przypadku, jeśli pozbywamy się czy zakopujemy głęboko, energia ta jest przekierowana na zewnątrz lub grzęźnie w naszych ciałach i wtedy konsekwencją jest coraz mniej sił życiowych i coraz więcej negatywnych emocji. Koło się zamyka i rośnie jak śnieżna kula. Im mamy mniej energii życiowej, tym bardziej i głębiej popadamy w mentalność ofiary/kata, a także szukamy paliwa w postaci dopalaczy, używek, sztucznych podniet czy też poprzez nadmierną aktywność seksualną. Prowadzi to do jeszcze większych strat i za każdym kolejnym razem musimy coraz więcej sobie dolewać paliwa, żeby te straty zrekompensować, ale okazuje się, że to oznacza, że poszukujemy coraz to bardziej wyrafinowanych sposobów, które nas niszczą i uzależniają, zamiast napełnić. I potem nastaje często czas, gdzie nie widzimy już wyjścia i sami nie dajemy rady, aby sobie pomóc.

    Dlatego zapraszam Cię kochana kobieto do transformacji swojego życia seksualnego i energii seksualnej, tak aby służyła Tobie, RODowi, RODzinie i światu. Do tego, abyś nauczyła się ją zachowywać i przekształcać w siebie nową. Tak dosłownie. Dzięki tej energii TWORZYMY SIEBIE. Energia seksualna bowiem służy tylko do jednego. Jest to energia STWÓRCZA. I jeśli nie tworzysz dziecka akurat, to warto z niej korzystać, zamiast tracić. Nie jest to jakaś metafora, porównanie, tylko dosłowne TWORZENIE SIEBIE. Wchodzimy dzięki temu na wyższy poziom świadomościowy. Jest to proces kształtowania i rozwijania ciała najpierw fizycznego, potem energetycznego, emocjonalno-uczuciowego, mentalnego i duchowego.

    Już jutro rozpoczynamy warsztat zaawansowany II stopnia w Szkole Miłości Metamorphosis. Zapraszam kobiety, które ukończyły podstawowy i pierwszy stopień. Jeszcze możesz dołączyć do kręgu. W programie tego warsztatu jest między innymi Orbita Mikrokosmosu, piramida pożądań i wiele innych transformujących zajęć i doświadczeń. Pracujemy poprzez ciało, dlatego warsztaty są tak skuteczne.

    Link do warsztatu: https://sklep.metamorphosis.gs/…/warsztat-zaawansowany…/

    Pozdrawiam, Gosia

  • Nigdy nie będzie lepiej.

    Nigdy nie będzie lepiej.

    Czyżby? Tak, tak właśnie chcę i potrzebuję. Dziękuję Nitya Patrycja Pruchnik.

    Dziś wylosowałam sobie kartę do medytacji (od Patrycji) na ten tydzień. I co widzę: “Nigdy nie będzie lepiej. W tym właśnie jest Spokój.”

    Może dla niektórych wydaje się niedorzeczne, przynajmniej na pierwszy rzut rozumu, ale ze mną tak mocno rezonuje, że postanowiłam się podzielić z Wami moimi przemyśleniami.

    Dawno temu sama uczyłam specjalnych pytań, typu: jak może być jeszcze lepiej, co najlepszego mogę dla siebie zrobić, jak najlepiej mogę to zakończyć, jak pięknie dzisiaj jest? I tak dalej. Takie pytania sugerują odpowiedź, zawsze pozytywną. I pewnie część z tych pytań jest ok i może wzmocnić, może czasem sztucznie i powierzchownie, ale to też czasem potrzebne. Zastanówmy się nad tym konkretnym: jak może być jeszcze lepiej? I zestawmy:
    Nigdy nie będzie lepiej vs Jak może być jeszcze lepiej.

    Często czekamy na COŚ. COŚ wyjątkowego, lepszego, ładniejszego, doskonalszego, nowszego, nowoczesnego, zdrowszego … . Czy nie zapędza nas to w kozi róg? Wyzwala oczekiwania, które są wynikiem pożądań i pragnień. Jest szkoła, że to pragnienia trzymają nas przy życiu. Trzymają czy powodują, że tracimy życie? Rzucam tak luźno, żeby każda z nas mogła się zastanowić, jak w naszym wnętrzu to wybrzmiewa i co się zadziewa, jakie emocje się rodzą.

    Dla przykładu. Jeśli dążymy do zdrowszego stylu życia, to czy dążenie to nas wyzwala, uzdrawia, wzmacnia czy też osłabia, powoduje, że wpadamy w samobiczowanie, kata, ofiarę, a może bycie lepszą, na czasie, mądrzejszą od innych.

    Z jednej strony dlaczego nie miałybyśmy dążyć do lepszego, zdrowszego, ładniejszego? Z drugiej dlaczego to robimy? I co nam ucieka, umyka w tym czasie, kiedy próbujemy zmienić życie na lepsze.

    Z mojego punktu ucieka nam tu i teraz. Większość tych fajnych i wydawałoby się dobrych dla nas działań, to podpięcie pod ideologie ziemskiego systemu życia. Nie potrafimy dostrzec tej chwili, tego życia które się żyje właśnie, często podświadomie oceniając je i nie akceptując, skoro chcemy ulepszać. A jeśli jesteś perfekcjonistką i masz na dodatek na wyposażeniu programy niewystarczającej albo za mało kochanej, zauważanej – a te raczej większość ludzi ma, to wtedy dopiero zaczyna się jazda. Jeszcze mogłabym lepiej, szybciej, perfekcyjniej, doskonalej.

    I jest różnica pomiędzy dążeniem do zdrowszego, lepszego życia a życia, które potrzebuje nasza dusza. Te pierwsze zwykle jest z ego a drugie z głębi potrzeb duszy. Tylko co jest lepsze ego czy dusza? Ego/dusza może przerabia przywiązanie do życia, chcemy długo żyć, wypieramy śmierć, degradujemy i stawiamy ją poniżej życia. Zaprzeczamy jednemu z podstawowych praw, prawu życia i śmierci. Jeśli z tego powodu dbamy o zdrowie, to taka pobudka oznacza utratę i ciągłe powtarzanie doświadczenia. Każde przywiązanie będzie się ciągnąć za nami w nieskończoność. Dusza przyszła coś przeżyć, doświadczyć. Ale czemu? Pewnie temu, że nie zaliczyła danej lekcji. I nie mając świadomości tego, co się wydarza, możemy zapętlić się w koło Samsary czy dzień Świstaka (różnie to można nazwać). Będziemy ciągle powtarzać to samo doświadczenie, tylko w różnych odsłonach, sceneriach i w innej obsadzie aktorskiej. W każdym razie dla mnie to duża sprawa, to dzisiejsze odkrycie. NIGDY NIE BĘDZIE LEPIEJ. Usadza mnie to w tym co JEST, w świadomości wszechrzeczy, wszechdziałań, wszechmyśli czy wszechemocji. Daje możliwość doświadczania i patrzenia bez oceny, pragnień, pożądań, programów czy schematów ziemskich. A to z kolei zostawia w moim ciele i aurze mnóstwo energii, którą traciłam na ulepszanie siebie i życia, nie daj boże kogoś 🙂. I wtedy nie muszę już tak dbać o zdrowsze i lepsze życie, bo one takie się staje właśnie. I to dzięki nie dążeniu do lepszego, a pozostaniu w tym jak jest, bez oceny i ulepszeń. Więcej energii, więcej spokoju równa się “lepsze” życie.
    Co nie oznacza, że mam nie wymienić kosza na śmieci w łazience na nowy. Robię to, ale pomijając oprogramowanie – tak w skrócie, czyli na przykład pokazanie teściowej czy koleżance, że mam taki ładny i jestem taka fajna i zaradna i jestem taka wystarczająca i lepsza (ten nowy przecież jest lepszy niż ten stary). Mało tego mogę się nasycać oglądając i wybierając taki kosz. Miałam tak wyraźne wglądy podczas remontu łazienki w to, kiedy traciłam energię a kiedy mnie to nasycało. Nasycałam się wtedy, gdy wchodziłam właśnie w ten Spokój i nie chciałam ulepszać z oprogramowania, pędu do … . Dziękuję za to i błogosławię tę uważność i mądrość w sobie.
    …….
    …….
    Teraz taka chwila konsternacji: a czy ja się nie usprawiedliwiam inteligentnie, czujnie, sprytnie i wyrachowanie. No właśnie to jest ten moment, kiedy uświadomiłam sobie, że to jest moje dążenie do perfekcji w świadomości, do ulepszania świadomości. Widzę, przyjmuję, akceptuję i szanuję tę część siebie. Pomyślałam sobie w tej chwili: może kiedyś dojdę do tego, aby nie ulepszać tak totalnie – jak pójdę do lasu, tam gdzie nic nie trzeba ulepszać. No … ale tam przecież też czasem trzeba szałas odnowić hahhaha. Także wewnętrzne pobudki i intencje, ale takie czyste i uświadomione są najważniejsze dla mnie na ten moment. Czyste i uświadomione – z podkreśleniem NA TEN MOMENT.

    W każdym razie oznajmiam dziś głośno, wyraźnie, z mocą i otwartym sercem do Uniwersum: Nigdy nie będzie lepiej. W tym właśnie jest Spokój.

  • JA CZY INNI? Kto ważniejszy?

    JA CZY INNI? Kto ważniejszy?

    JA CZY INNI. KTO WAŻNIEJSZY?

    Niedawno zrobiłam relację i napisałam tam: “Jestem. Widzę siebie.”
    Dostałam wiadomość z uzupełnieniem: “Jestem, widzę siebie i innych 💚❤️💙

    No i postanowiłam pochylić się nad tym tematem właśnie dzisiaj w dzień mamy.

    Pisząc teks w relacji: “Widzę siebie” miałam taką myśl: powinnam napisać: “i innych”, ale … ZATRZYMAŁAM SIĘ i postanowiłam świadomie i celowo nie napisać tego.

    Dlaczego? Ponieważ wyczułam, że impuls był nie z serca a z ego, z piramidy pożądań, z poczucia, że tak należy, wypada, że jak tak nie napiszę, to zostanę oceniona, upomniana … hahha i zostałam. Oczywiście od razu sama świadomość tego faktu, podziałała uzdrawiająco na mnie w tym momencie. Przyjęłam od razu te uczucia, przepuściłam przez siebie i teraz wyrażam. Dzisiaj wiem, że to musiało się wydarzyć, żebym mogła się pochyli nad tematem, ułożyć go sobie i przekazać dalej.

    Pisałam wielokrotnie o tym, że chcielibyśmy być biali i puchaci albo w mentalności ofiary – nie różnią się za bardzo między sobą te dwa programy. Praprzyczyna obydwu programów to: JESTEM LEPSZA. I aby to ukryć, trzeba wtedy napisać: “Widzę innych”.

    Naprawdę zobaczysz innych, ale tak prawdziwie – dokładnie wtedy, gdy zobaczysz siebie. Siebie Prawdziwie. Nie przez schematy, systemy przekonań, ego, ziemski system życia a przez INNE SPOJRZENIE – tak to nazwę. Spojrzenie czyste, pozbawione nakładek, przekonań, programów, scenariuszy, przeświadczeń, punktów widzenia, tez, światopoglądów, wyobrażeń, zapatrywań, stereotypów, doktryn, ideologii, ocen, stosunku, zasad, względów, sympatii, antypatii itp.
    Dopiero wtedy zobaczysz siebie. Innych zobaczysz też, ale nie jako innych a jako całość, część siebie, jako lustro, czyli Twoich aniołów, jako duchowych braci, istoty niefizyczne.

    Nie będziesz miała potrzeby rozgłaszania, że widzisz innych, żeby ktoś Ci nie zarzucił, że jesteś egoistką, pyszną, niewystarczająco dobrą, mało opiekuńczą, niewzruszoną, niewspółczującą i tak dalej, epitetów może być wiele. A kto zarzuca, poprawia, indoktrynuje, naucza? Ten kto chciałby ukryć te programy w sobie i nie zobaczyć ich. W psychologii nazywa się to przeniesieniem. Widzimy, zauważamy w innych dokładnie to, co mamy w sobie i najczęściej czego bardzo nie chcemy pokazać światu i sobie.

    Często słyszę określenie: to nie jest moje. To jest już w ogóle hit nad hity. Nie poczujesz, jeśli nie masz w sobie. Jeśli coś Cię spotyka, coś odczuwasz, to znaczy, że masz to w sobie. Każdy człowiek ma w każdej komóreczce swego ciała WSZYSTKO, co wydarzyło się powiedzmy od Adama i Ewy, czyli od początku, od źródła. Jeśli masz ciało fizyczne, to w genach masz każde doświadczenie, jeśli nawet nie każde, to miliony, a z pewnością te, o którym właśnie mówisz i rozprawiasz, że nie jest Twoje dla przykładu.

    Mamo, kobieto, siostro, córko, żono, kochanko, pracownico, przełożono, siostrzenico, synowo, bratowo, nauczycielko, uczennico – i jakiekolwiek inne role, w których jesteś – zobacz siebie na nowo. Zobacz siebie. Nie innych. Innych zwykle widzimy wtedy, kiedy mamy z tego korzyść, bo … napisali coś, powiedzieli, nie napisali, nie powiedzieli, zrobili, nie zrobili … I wtedy możemy się do tego odnieść (czytaj ocenić – przeważnie), żeby lepiej się poczuć, żeby mniej lub bardziej wyrafinowanie, dyplomatycznie pokazać (ocenić też, bo w ocenianiu też jesteśmy bardzo sprytne i wyrafinowane :-)) światu, że to JA JESTEM LEPSZA. Już tyle razy w życiu złapałam się na tym, że jak powiesz mi, że tak nie masz, to będę się modlić do Ciebie i zrobię pokłon, błogosławiąc i dziękując, że taka nauczycielka stanęła na mojej drodze. Przekręcę orbitą, żeby się wymienić i złożę dar.

    Droga mamo we mnie życzę Tobie prawdy, mądrości, mocy, zdrowia, szczęścia i wiele długich lat życia w doskonałym zdrowiu i dobrostanie, Gosia ❤

  • Jak ma się Twoje ciało?

    Jak ma się Twoje ciało?

    Czy masz bóle/dyskomfort/niedogodności w ciele?
    Może boli Cię kręgosłup lędźwiowo-krzyżowy?
    Może masz przesunięte biodra, bolące pachwiny, kolana, stopy?
    Jak się ma Twoja żuchwa? Czy zaciskasz żuchwę i zęby? Gdzie leży Twój język na co dzień?
    A jak Ci się oddycha?
    Czy oddychasz pełną piersią, czujesz wolność?
    Czy może masz zapadniętą klatkę piersiową, wdowi garb czy bóle w okolicy łopatek?
    Jak Twoje ramiona i barki?
    Jak szyja?
    Czy czujesz sztywność i ciężar w ciele czy też giętkość i lekkość?
    Kochana Kobieto może Twoje ciało krzyczy, woła do Ciebie?

    Nasze ciało to taki pojazd dla nas do życia tutaj na ziemi. Fajnie jest, gdy jest sprawne i zadowolone. Z mojego doświadczenia wiem, że większość naszych bóli/chorób/dyskomfortów (może nawet wszystkie) wynika z NAPIĘĆ, które generujemy poprzez stare schematy myślenia, zachowania, działania, sposób wychowania, oczekiwania społeczne, oczekiwania wobec siebie, programy rodowe, ocenianie i brak akceptacji życia i świata, ciągłe zaspokajanie ego itd.

    Jeśli jesteś bardziej świadoma i uważna na siebie, zaczynasz widzieć i odczuwać te napięcia. Żeby je zauważyć, potrzeba naprawdę zatrzymać i wyciszyć się. Podczas wybuchów adrenaliny lub w trakcie permanentnych zachowań adrenalinowo-programowo-schematowo-stresowo-różnych nie jesteśmy w stanie dotrzeć do praprzyczyny naszych niedogodności. Dlatego fajnie jest zwolnić i popatrzeć, posłuchać, poczuć.

    Od kiedy zatrzymałam się i zwolniłam tempo życia cały czas obserwuję i czuję. Wyszło mi, że NAPIĘCIE jest głównym powodem twardego, bolącego i sztywnego ciała. Tym bardziej u kobiety, która z natury ma być mięciutka dla dzidziusia, dziecka, mężczyzny.

    Im bardzie jesteś w miękkości i relaksie ciała i umysłu, tym bardziej Twoje ciało się raduje i dobrze się ma. Rozluźnione stopy, miękkie kolana, swobodny i taneczny ruch bioder, otwarte łono, rozluźnione ręce, tułów, barki, twarz i głowa NA CO DZIEŃ, to to, co daje mi zdrowie, lekkość, miękkość i giętkość. Ponieważ ciało wpływa na umysł i odwrotnie, wówczas umysł też zmienia swoje nastawienie, co skutkuje zupełnie inną jakością myślenia, odczuwania i w konsekwencji działania. Życie staje się proste i przyjemne. Nawet w tak zwanej ciemnej stronie mocy jest super. Naprawdę.

    To gimnastyka słowiańska postawiła mnie w pionie i w mocy mego ciała. Ukorzeniła mnie, dzięki czemu nikt i nic nie jest w stanie mnie wytrącić z mojej drogi. To dzięki niej zatrzymałam się i nie pędzę nie wiadomo dokąd, a jestem w tu i teraz ze sobą i dla siebie. To dzięki niej moja korona na głowie daje mi mądrość, prawdę i akceptację, a nie pychę, władzę i kontrolę.

    Kobieta, która jest nasycona i rozluźniona jest w stanie obdarować mężczyznę, rodzinę, świat. Stwarza wszystko, co najlepsze. Jeśli natomiast jest pusta, zmęczona, wciąż pędząca i zestresowana, tworzy dokładnie taki sam świat. To w Łonie kobiety znajduje się Tygiel Tworzenia wszystkiego, co widzimy i nas otacza.

    Całuję i pozostaję w lekkości ciała i ducha, Gosia ❤

  • PRZEJEDZONE i wciąż głodne

    PRZEJEDZONE i wciąż głodne

    Pragnienia, pożądania, żądze, wszystko, co składa się na piramidę pożądań oznacza ciągły niedosyt i w konsekwencji frustrację, złość, smutek, żal, nienawiść i ciągły narastający GŁÓD – nie do zaspokojenia itd. Co prawda niedosyt w seksie nr 2 jest ważny, żeby nie dopuszczać do przesycenia i w konsekwencji do odrzucenia. Ale w tym akurat niedosycie chodzi o orgazm genitalny, bo z reguły inny występuje rzadko. W głębszym przeżyciu, czyli na poziomie energii i duchowym nie ma mowy o niedosycie, bo tam jest całkowite nasycenie i wypełnienie się wzajemne przez kobietę i mężczyznę i/lub inne istoty, żywioły itp.

    Żeby zaspokajać ten głód wymyślamy przeróżne sposoby. Jedzonko, wakacje, zakupki, papieroski, drineczki itp. Nie wiem jak Wy, ale ja mam już tego po dziurki w nosie. Czuję, że te przejadanie nie daje żadnych rezultatów, mało tego mój organizm odrzuca już czekoladkę, kawusię – to moje zaspokajacze były akurat w ostatnim czasie. Kiedyś zakupy, sukcesy, pieniądze, podróże a w niedawnej przeszłości rozwój osobisty, duchowy. Oczywiście nie ma w tym nic złego, o ile nie jest to w zastępstwie i daje chwilowe, urojone zaspokojenie. Jest cienka granica – jak we wszystkim – pomiędzy delektowaniem się życiem i bycie w nim a zaspokajaniem swoich tęsknot, niedoskonałości poprzez tak zwane życie. I w tym nie byłoby nic złego, gdyby nie to, że to kurwa nigdy nie da zaspokojenia. Może tylko doprowadzić do zrujnowania finansowego, zdrowotnego, energetycznego i innego, na każdym poziomie. A GŁÓD wciąż i wciąż będzie.

    Temat jest tak szeroki i głęboki, że zaledwie liznęłam go, ale wrócę do tematu seksualności, bo właśnie natknęłam się na opis jednego z badaczy podróży poza ciałem Roberta Monroe i chciałam Wam tutaj zacytować.

    “Stworzenia, którym się przyglądałem, nie były dżdżownicami – to byli ludzie! Po drugie, to skupisko kłębiących się istot wydzielało z siebie nieprawdopodobne, przyprawiające o zawrót głowy emanacje seksu, zarówno kobiecego, jak i męskiego. Po trzecie, oni wszyscy byli martwi pod względem fizycznym. Chciałem się odwrócić i uciec, ale druga część mego “ja” zatrzymała mnie na miejscu.
    … Byłem silnie przeświadczony o tym, że znów kiedyś powróci, ale wiedziałem, że już nigdy nie zawładnie (chodzi o energię seksualną) bez reszty moimi myślami czy postępowaniem. Kiedy poczułem w sobie ten przebłysk wiedzy, ogarnęła mnie jeszcze jedna emocja – głębokie współczucie dla tych istot uwięzionych w falującym kłębowisku, tak pochłoniętych poszukiwaniem przyjemności seksualnej, że nie zdawały sobie sprawy, iż można żyć w inny sposób, oraz gniew na system, który może tak zahamować, stłumić i wykoślawić, że aż doprowadzi do sytuacji, jaką miałem przed sobą. Czy te istoty pozbawiono szans rozwoju i skazano na pozostanie tutaj całą wieczność?”

    Potem jeszcze jest cały opis jak wyciągnął stamtąd mężczyznę i próbował do niego mówić, a on nie mogąc wyjść z tego kłębowiska opętano-szaleńczej energii, nawet go nie mógł dostrzec ani usłyszeć. Jego cała świadomość i uwaga były skupione tylko na tym, jak tu z powrotem tam wskoczyć.

    Zapraszam kochane kobiety na najbliższy warsztat podstawowy i ostatni w tym roku z gimnastyką słowiańską, mięśniami dna miednicy, oddechem i elementami tantry – 19-21 maja w Karczmisku na Podlasiu. Jeszcze jest kilka miejsc. Tutaj szczegóły: https://sklep.metamorphosis.gs/…/warsztat-podstawowy19…/

    Dlaczego gimnastyka słowiańska?

    Bo osadza mnie w tu i teraz. Spowalnia. Daje miejsce na pomyślenie, zatrzymanie się, poczucie. Poczucie tego, co istotne dla mnie. A mięśnie dan miednicy i poczucie ich podczas gimnastyki daje mi możliwość BYCIA W SOBIE, w MOCY ŚRODKA. Na życie fizyczne przekłada się to w dobrych nawykach posturalnych, mocnej i stabilnej sylwetce, zdrowym kręgosłupie, biodrach, nogach, mocnym gorsecie, który utrzymuje ciało, nie obciążając jego poszczególnych części, jak kręgosłup lędźwiowy, krzyżowy, kolana itd., które potem stają się napięte i bolą.

    A na poziomach subtelnych dają poczucie wartości, poczucie tego, co jest ważne, odwagę do stawanie przy sobie, odwagę do życia po swojemu, a nie tak jak chcą inni czy system. Ale też mądrość i możliwość postrzegania systemu i innych jako życia po prostu, a nie jakiś winowajców, a mnie w tym jako ofiary.

    No i wreszcie otwiera na oczyszczenie łona kobiety, oczyszczenie energii seksualnej i spojrzenie na nią z innej szerszej perspektywy, aniżeli czysto genitalny i cielesny seks. Czasem najpierw poprzez stanięcie twarzą w twarz ze wszystkimi największymi i najciemniejszymi cieniami i demonami. Ale warto. Ja przez to przeszłam i wiem, że warto.

    Jest to tylko jeden z wariantów i scenariuszy teatru, który tu odgrywamy, ale jak chcecie się tak pobawić, to serdecznie Was zapraszam do swojej piaskownicy w ten piękny majowy weekend 🙂

    Pozdrawiam, Gosia ❤

  • Czy ja zwariowałam?

    Czy ja zwariowałam?

    Zwariowałam?
    Takie oto wizje mają kobiety teraz już na warsztatach podstawowych. Ja osobiście swoje pierwsze spotkanie na jawie ze Źródłem, Pramatką, Początkiem, miałam podczas jednego z zaawansowanych rytuałów tantrycznych, a teraz jak widzicie wystarczy wejście w stan alfa, króciutka medytacja, aby kobiety osiągały takie stany.

    Pamiętam jak podczas mojej wizji przeleciałam przez nieskończoną ilość wcieleń, czasów, wersji, rzeczywistości, aż do Adama i Ewy, Praojca i Pramatki. Jest to taki stan świadomości, że po nim już nic nie jest takie samo. Wtedy zaczyna się inaczej widzieć, rozumieć, doświadczać. Inaczej to znaczy bez logiki ziemskiej, z zupełnie innego punktu. Zaczyna się pojmować wszystko inaczej, ludzi, zdarzenia, emanacje. Zanika lub zmniejsza się znacznie ocena, krytyka, oczekiwania, dążenia. Nabiera większego znaczenia doświadczanie chwili, ludzie wokół stają się ważni, przychodzi szacunek dla siebie, ludzi i świata, pokora i inne, niezgodne z regułami ziemskimi, współodczuwanie i pojmowanie wszystkiego.

    Oto przepiękny opis/wizja od jednej z kobiet z ostatnich warsztatów podstawowych z gimnastką słowiańską, mięśniami dna miednicy, oddechem i elementami tantry. Bardzo dziękuję za podzielenie się i możliwość udostępnienia dalej.

    “Małgosiu,
    chciałam Ci jeszcze raz bardzo podziękować za warsztat, nie przypuszczałam, że tak się to skończy – zacznie raczej dla mnie. Do ostatniego dnia myślałam, że fajnie, że korzystam, że włączę praktykę słowiańską w moją jogę bo dobrze mi się pracuje ale stało się dla mnie oczywiste, że weszłam na drogę z której nie mogę zejść, że sama nie udźwignę, potrzebuję przewodniczki. Chcę żebyś wiedziała co mnie spotkało ostatniego dnia bo mam wrażenie, że to jest związane jakoś z Twoim snem. Nie powiem, że to nie jest moje bo już jest, ale jest to trochę albo nawet mocno niepokojące dla mnie, nowe i duże, więc wrócę do Ciebie w czerwcu mam nadzieję i poproszę o dalszą pomoc. Poniżej zamieszczam to co spisałam po wyjeździe z Podlasia, najwierniej jak umiałam chociaż słowa to za mało.

    19 marca, trzeci dzień warsztatów Słowianka budzi się na Podlasiu. Na sam koniec po zaplataniu bransoletek, po rozdaniu kart rodowych, po mojej niezgodzie na „ciągle naprawianie” i przyjęcie odpowiedzialności za swoje powołanie, po przyznaniu ze nie jestem biała i puchata tylko z mroku idę do światła i to jest trudne, po rozmowie o córkach i śnie Małgosi, po dolnym świecie był… relaks. Gosia puściła muzykę, która „zataczała kręgi”, prowadziła medytację rozluźniająca ale ja nie szłam za nią bo… miałam wizję. Wyraźną namacalną silną, zatopiłam się w tym i popłynęłam:

    Byłam z córką na jakiejś pustej przestrzeni, trzymałam ją za rękę, stałyśmy trochę wyżej jakby na pagórku, górce? Poczułam połączenie z nią i też coś jeszcze … połączenie jakby z innymi, poczułam, że zapraszam, przywołałam moją mamę – bez słów- to było czucie, jakby działo się samo, ja to obserwowałam, ale wychodziło ze mnie. Moja mama przyszła, pojawiła się, przytuliłam ją do siebie, do nas, było między nami światło na wysokości serca, ona zgięła kolana i usiadła obok nas pod kolanami przytulając się, potem zaprosiłam babcię pierwszą i drugą, były obie i żywa i nieżywa, podeszły i zrobiły to samo, klękając wtuliły się w nas, potem siostry babć, potem zorientowałam się, że przecież muszę zaprosić też moją siostrę i że chyba powinna być przed mamą ale nie byłam pewna czy przed czy za, czy obok, ogólnie powstało małe zamieszanie i finalnie chyba weszła obok mnie, ją też utuliłam i zlała się z nami z tą dziwną tworząca się figurą ciał, kobiet z której wyrastałyśmy.

    Napływały ze spokojem ze wszystkich stron, znane i nieznane, żywe i nieżywe, przychodziły i dołączały, były ich legiony.

    Przyszła mama mojego partnera, jego siostra, napływały ciotki, kuzynki, koleżanki. W pewnym momencie przyszła mama byłego męża, ją też utuliłam i zaprosiłam, zlała się z innymi blisko mnie. Wszystko było skąpane w jasnym lekko żółtym świetle. Kobiet było tak dużo, że rozpościerały się aż po horyzont z każdej strony i wciąż dołączały, stapiały się tworząc tę niezwykłą piętę. Nie wiem czy to była muzyka Małgosi czy szepty tych kobiet, ale ja z tym dźwiękiem, który stał się jakby moim rykiem uniosłam córkę nad głowę, trzymając ją w dłoniach ułożonych w kielich. Wyniosłam ją z ogromną mocą i siłą prosto w niebo, jak ofiarowanie, jak moc, czułam siłę i to, że to jest następna z nas, że jest najwyżej, że to dar życia, że to dar rodu, kontynuacja, potęga i moc stworzona ze mnie i z nas.

    Wtedy nagle zobaczyłam tę scenę z góry. Byłam nad tym wszystkim, unosiłam się i widziałam siebie z córką wyniesioną w górę w kielichu z moich rąk, wyrastające z góry wtulonych w siebie, posklejanych, ułożonych warstwami jakby kobiet. Miałam skrzydła i byłam smokiem, patrzyłam w dół rozglądałam się napawałam widokiem i usłyszałam głos Gosi żeby pójść do ogrodu pod złoty i srebrny prysznic, żeby wejść do ogrodu pełnego kwiatów i iść pod ten prysznic, że to jest ważne… nie chciałam, wahałam się, bo musiałabym zostawić tę piękną i przyjemną dla mnie scenę, rozstać się z nimi, ale ona powtarzała to tak, że stwierdziłam, że trudno, że wyjdę z tego stanu. Wzięłam młodą i znalazłyśmy się same na zielonej soczystej trawie, dałam jej do zabawy kwiaty lotosu i jaśminu i poszłam pod prysznic, który był pod pergolą z kwiatów. Gosia mówiła coś o srebrzystej i złotej wodzie, byłam naga i nie poczułam tego ale wiem, że mnie obmyło i wtedy z kobiety znów stałam się zwierzęciem. Uniosłam się z mocą do góry, byłam wielka potężna i … złota. CAŁA ZŁOTA, złote skrzydła, złote pazury, złoty ogon, pysk… wszystko miałam złote, tylko oczy zostały moje niebieskie. Widziałam moją córkę, zabrałam ją uniosłam wysoko w górę i wydałam tak potężny ryk… Znowu zobaczyłam całą scenę skąpaną w jasnym żółtym świetle. Górę łagodnie rozszerzającą się na boki i w przestrzeń. Wciąż napływające kobiety, dołączające, oblepiające, stapiające się ze sobą zastępy. Ja z córką na szczycie, przytulone do piersi a nad tym wszystkim ogromny wciąż się rozrastający, zawieszony, falujący jak jakiś motyl, potężny złoty smok. Smoczyca wydała ryk i wypuściła dookoła potężny ogień jakby zamykający wszystko w kole. To był ryk radości i triumfu, to było jak zwycięstwo, jakaś potężna siła, to było jak wyzwolenie, jak wyswobodzenie – widziałam to z boku, ale jednocześnie czułam i byłam tą mną na dole z przytuloną córką i byłam smoczycą. Powiększałam się i falowałam, rozpościerałam, ryczałam i zionęłam ogniem w górę i na boki triumfując – byłam Lilith i tysiącami innych imion. Byłam nią w tym momencie, pierwotną, łącząca, potężną i wolną. Złotą, błyszcząca, uwolnioną, oswobodzoną, falująca obejmującą PRAMATKĄ w pełni mocy, opiekunką strażniczką. Czułam, że trwam.

    No, także tego…. Dlatego chcę wrócić na Podlasie i pracować dalej…i mam nadzieję, że nie zwariowałam 😉“.

    Całuję i czekam na Was, Gosia ❤

    Zdjęcie od: Emilia Bartkowska Selene The Korpo Witch Bartkowska photography

  • Wyłącz telewizor!

    Wyłącz telewizor!

    AKCJA WYŁĄCZ TELEWIZOR – w rozumieniu dosłownym i metaforycznym

    Dla tych, którzy fizycznie go nie wyłączyli, polecam i zachęcam. Gdyby dziś każdy człowiek na ziemi wyłączył telewizor i radio, wszystko, co istnieje obecnie upadłoby. Nic nie może istnieć bez zasilania energią. Im więcej dajesz uwagi czemuś, tym to coś rozrasta się, żyje i ma się dobrze.

    Poza tym każdy tworzy swój świat. Jak umie i jak może. Jeśli całą swoją energię oddajesz na zewnątrz rozmawiając i oddając emocje zewnętrznym okolicznościom, nie masz energii, aby stwarzać SWÓJ ŚWIAT. Świat jaki chcesz, a nie jakiego nie chcesz.

    Czy zatem myślisz, rozmawiasz, dajesz energię temu, co chcesz, żeby było w Twoim życiu, czy może temu, czego nie chcesz.

    Wszelkie emocje, a dzisiaj wielki strach, który media rozprzestrzeniają, a ludzie się podpinają pod niego, dodatkowo odziera z energii i mocy. Dzisiaj widać gołym okiem, jak wiele biorobotów chodzi po ulicach, bez odrobiny wolnej woli i o znikomej świadomości. Swoją decyzją, nowym myśleniem i działaniem, możesz ukształtować swój nowy świat i Nową Ziemię.

    A zatem jeśli już wyłączyłaś telewizor fizycznie, to idź dalej – przestań podpinać się pod egregor strachu i oceniania zewnętrznych okoliczności. Zatrzymaj swoją energię dla stworzenia tego, co chcesz dla siebie i Nowej Ziemi.

    Jeśli chcesz się wzmocnić, zrozumieć, zadbać o swoje zdrowie, życie, zapraszam do obejrzenia mojego ostatniego nagrania.

    Jeśli chcesz dołączyć się do akcji, udostępnij proszę ten post dalej. WRÓĆMY DO SIEBIE ❤

    Link do nagrania: https://www.facebook.com/MetamorphosisPoland/videos/438998250729471

    Zapraszam Cię kobieto też na swoje warsztaty, na których doznasz wielkiej transformacji, wolności i mocy. Transformujesz też swoją energię życiową zwaną potocznie seksualną, tak aby zasilała Ciebie i Twoją rodzinę. Nauczysz się jak jej nie tracić, a w zamian tworzyć siebie na nowo, by żyć długo w zdrowiu, radości, dobrobycie i miłości. Warsztaty są połączeniem pracy z ciałem, gimnastyką słowiańską i tantrą.
    Link: https://sklep.metamorphosis.gs/ Otwórz zakładkę “Warsztaty”.

    Pozdrawiam i pozostaję w służbie, Gosia

  • Emocje – jak sobie radzić

    Emocje – jak sobie radzić

    “Witaj Małgosiu,
    bardzo chcę Ciebie prosić o poradę, o ile oczywiście znajdziesz na to chęć i wewnętrzną przestrzeń. Zwracam się z tym, bo czuję, że to mnie przydusza wewnętrznie. Otóż, w weekend odezwała się w mnie dawna rana, dotycząca urazy do konkretnej kobiety, niejako reprezentantki innych kobiet, które kiedyś weszły w pole mojego związku z byłym partnerem. Rana się rozjątrzyła i ponownie pojawiły się żal i rozgoryczenie. Chcę przy tym zaznaczyć, że na szczęście ta wewnętrzna zadra nie wpłynęła na moje relacje z innymi kobietami. Nadal potrafię czerpać z siły kobiet i ich wsparcia. Jest jednak nadal we mnie niezrozumienie wobec kobiet, które wiedząc, że mężczyzna jest w związku, z premedytacją ? weszły w to pole. Uczę się być w bezwarunkowej miłości…na poziomie racjonalnym potrafię zrozumieć, że te kobiety i mój były partner także, nie potrafili działać inaczej i czerpać z mądrości serca, ale czuję ciężar urazy, która jeszcze widocznie we mnie siedzi. Chciałabym to wszystko “rozpuścić” w polu zrozumienia i wybaczenia, ale nie jest łatwo. Dlatego zwracam się do Ciebie, Małgosiu o poradę, jak na poziomie energetycznym i serca sobie z tym poradzić. Może jakieś konkretne ćwiczenie z gimnastyki pomaga “rozpuszczać” urazy wobec kobiet…Może jest jakiś sposób do praktykowania tu i teraz tego tematu. Mam świadomość i czuję to w każdej komórce, że ten ciężar nie służy zarówno mi jak i innym. Będę wdzięczna za jakiekolwiek wsparcie z Twojej strony.
    Pozdrawiam Cię serdecznie.”
    ——————————————————————-
    List porusza tak dużo ważnych aspektów, że postanowiłam odpisać na forum, aby inne kobiety też mogły skorzystać, wszak najlepiej poszerza się świadomość na konkretnych przypadkach, które już w samym opisie przekazują wiele emocji, doświadczeń i mądrości życiowej – z którymi często same się utożsamiamy lub na ich podstawie po prostu uświadamiamy sobie co w nas jest głęboko, często mocno skryte przed światem i samą sobą.
    A dzięki odkryciu nieuświadomionego można dopiero pójść do przodu, inaczej będzie się manifestować na zewnątrz i kierować naszym losem, życiem bez naszego świadomego przyzwolenia. Nieuświadomione – tak w skrócie można nazwać – rządzi i kieruje naszym życiem. Będzie manifestować się na zewnątrz w postaci różnych zdarzeń do tej pory aż uświadomimy sobie w jakim celu to się dzieje i zajmiemy się sprawą, traumą, emocją.
    ——————————————————————
    I tu w liście wyraźnie widać, że u kobiety manifestuje się zdrada mężczyzny, manifestuje się także wrogość wobec kobiet związana oczywiście z relacjami damsko-męskimi. Ten program prawdopodobnie idzie z rodu, czyli któraś kobieta z rodu miała podobne przeżycia, podobne emocje się rodziły, tylko nieco inne scenariusze mogły być.
    ——————————————————————-
    I teraz co robić?
    Kobieta, która pisze ten list jest na dobrym tropie, idzie w dobrym kierunku. Wie i czuje, że musi coś z tym zrobić, tylko za bardzo nie wie jak i ciężko jej z tym. Tak cieszy, że współczesne kobiety mają tyle mądrości, że przepracowują tak wiele, że tak wiele robią dla Siebie i Rodów.
    Wracając do tematu. Historia będzie się powtarzać dopóty, dopóki któraś kobieta z rodu przepracuje ten temat i rozprawi się z nim raz na zawsze haha. Każda kolejna będzie miała ciężej w tym temacie, dlatego warto zająć się nią, żeby nie dawać w spadku swoim dzieciom i naszym przyszłym inkarnacjom w wersji XXL 🙂.
    Z listu wyraźnie widać, że kobieta stłumiła w sobie te emocje złości i agresji wobec kobiet oraz złość i żal do mężczyzny. Dobrze, że wydarzyło się coś co pozwoliło na uzewnętrznienie tego z powrotem, żeby świadomość mogła ujrzeć, że to jest w nas. Wiecie to taki uśmiech od losu, taki DAR dla nas. Ja zawsze tak traktuję wszelkie doświadczenia.
    To jest pierwszy krok – ZOBACZYĆ. Zorientować się w ogóle, że jest to w nas. I już za to powinnyśmy być wdzięczne, zamiast rozpaczać. Wiem, że czasem trudno, bo emocje biorą górę, ale …. właśnie to jest bardzo ważne w pracy nad emocjami – NIE UTOŻSAMIAMY SIĘ Z EMOCJAMI. One nie są nasze, nie są nami. Ale ODCZUWAMY je w 100%. Jak najmocniej potrafimy odczujmy je w sobie, a potem pozwólmy żeby przeszły przez nas, odpłynęły, popłynęły sobie. One sobie pójdą, jeśli nie będziemy robić nacisku, walczyć z nimi czy mieć z ich powodu poczucia winy. W innym przypadku będziemy je bardziej przywiązywać do siebie. Potem wyraźmy swoją WDZIĘCZNOŚĆ za nie. Gdyż dzięki właśnie tym doświadczeniom nasza dusza wzrasta. Ona tego potrzebuje do swojego wzrostu. Jeśli dobrze zajmiemy się sprawą, wydzielimy chmiel (jak mawia Luczis), co spowoduje nasze wzmocnienie, odzyskanie mocy i energii. Inaczej moc i energia będą zablokowane w tym przeżyciu, w tej emocji. Mało tego emocje robią spustoszenie w naszej aurze, przebijają ją. Mało tego przyklejają nas do osoby wobec której emocje mamy.
    Mnie osobiście bardzo pomogło uświadomienie sobie, że nasze życie tutaj w matriksie to jedynie gra, to wielki teatr życia, gdzie my jesteśmy aktorami, reżyserami i scenarzystami. I mam taką zdolność teraz, że oglądam po prostu to wszystko, tak jakbym była z boku i patrzyła na osobę, którą jestem “Ja” hahahha, a tak naprawdę nią nie jestem. I wtedy jest lżej, a właściwie to już potem zaczyna bawić i powstaje taka ciekawość dziecka jaki będzie kolejny odcinek, co się wydarzy. Czekam z zaciekawienie co to dalej będzie odgrywane? Jaka sztuka będzie grana? Komedia, tragedia, dramat, romans…?
    —————————————————————-
    Podsumowując:
    Najpierw ZOBACZ, potem PRZEŻYJ, ODCZUJ do końca, nie negując, lecz AKCEPTUJĄC nasze uczucia. I potem PUŚĆ je, wypuść na zewnątrz. Nie wiem tupnij nogą, wypłacz, wyśmiej (bo “pozytywne” uczucia też trzeba umieć wyrażać, a czasem po prostu można pośmiać się z “negatywnych” – pamiętając, że nie ma pozytywnych i negatywnych, wszystkie są właściwe). I potem wyraź WDZIĘCZNOŚĆ. Wdzięczność za możliwość doświadczenia. Dopiero wówczas karma się wyzeruje. I nie wróci więcej – jak w piosence 🙂.
    ——————————————————————
    Jeszcze chciałam się odnieść do tego zdania:
    “Jest jednak nadal we mnie niezrozumienie wobec kobiet, które wiedząc, że mężczyzna jest w związku, z premedytacją ? weszły w to pole.”
    Pomijając już całą pracę z uczuciami i emocjami, którą należy wykonać….
    Dobrze jest sobie uświadomić, że wszystko co się dzieje wokół nas, to MY SAMI TWORZYMY. Więc zamiast niezrozumienia, warto od razu spojrzeć na to z innej perspektywy. To JA JESTEM TWÓRCĄ, REŻYSEREM, AKTOREM w roli głównej. To ja stoję za sterami. I tutaj nie należy zajmować się tamtymi kobietami, czy tamtym mężczyzną. Jedynie SOBĄ i tylko sobą. Oni mają swoje programy, swój los, swoje przeżycia i nam nic do tego.
    Mało tego. Oni są naszymi ANIOŁAMI. Tam na górze nasze dusze umówiły się na takie przeżycia. I te piękne dusze, w swej czystej postaci mają świadomość tam na górze, że będą musiały robić dla nas czasem “najgorsze rzeczy”, ale robią to. Z WIELKIEJ MIŁOŚCI do nas.
    Ja zawsze mam tę ŚWIADOMOŚĆ: Aha świat mi pokazuje. Wszak co wewnątrz, to i na zewnątrz. Jako w niebie, tak i na ziemi. Moi Aniołowie pomagają mi, pokazując czym mam się zająć dla zbawienia mojej duszy.
    O dziękuję ci Wszechświecie za to, że mi pokazujesz czym mam się zająć. Ja naprawdę jestem zawsze ogromnie WDZIĘCZNA za wszystko, co pokazuje mi Wszechświat. Tylko dzięki temu mogę wzrastać i iść do przodu. Inaczej jest śmierć. Życie jest w doświadczaniu.
    ————————————————————-
    Oczywiście zawsze można się wspomagać. Czyli ćwiczyć gimnastykę słowiańską, która pięknie wyrzuca z ciała i oczyszcza ciało z blokad, emocji, napięć. Można chodzić na spacery, oddychać świeżym powietrzem, każdy wydech to oczyszczenie. Można świadomie oddychać. Jest wiele metod pracy wspomagającej. Każdy na pewno znajdzie coś dla siebie.
    ————————————————————-
    Przy okazji też bardzo bardzo polecam SZKOŁĘ METAMORPHOSIS, gdzie właśnie docieramy do głębin, gdzie poszerzamy swoją świadomość, gdzie następuje wielkie oczyszczenie i uzdrowienie. Gdzie przychodzi wielka mądrość i gdzie odzyskujemy swoją moc.
    Pozdrawiam Was w pełnej akceptacji i wdzięczności, Małgosia ❤