Dolny Świat. Świat naszych Przodków. Podświadomość. Głębia. Ciemna strona. Kobieta w nas. Nasza moc lub słabość. To tajemnica. Słowianie nazwali go Navi – niewidzialny. To wszystko co jest przyczyną, ale tego nie widać. Jak góra lodowa pod wodą.
W świecie przejawionym to nasze działania. Konkret. Coś co się dzieje. Nazywany inaczej kępą. Kępa trawy na bagnie i człowiek na niej stojący jeśli będzie w równowadze, będzie miał się dobrze. Jeśli zaś straci równowagę w najlepszym przypadku skąpie się w bagnie, w najgorszym w nim utonie.
Jeśli programy podświadome zaczną nami rządzić, rodzić emocje, to nasze czyny mogą nas pogrążyć – skąpiemy lub zatopimy się w bagnie. Czyli tak zwane życie bez świadomości, w nieświadomości, a we władaniu podświadomości.
Podświadomość ma ogromną moc i możemy z niej czerpać tę moc, ale jeśli będziemy z nią współpracować w świadomości. Jeśli zaś pozostawiamy to w sferze nieświadomej, odbierze nam moc, będziemy słabły, traciły zdrowie i siły witalne.
Jest to świat, przestrzeń, gdzie mieszkają nasze przekonania, wyparte myśli i emocje nasze oraz całej naszej linii rodowej. To w podświadomości zawiera się cała nasza historia rodowa i inkarnacyjna. To podświadomość materializuje i tworzy nas i materię. I albo ona to robi, poza naszą świadomością i wyznacza nam kierunki i nadaje jakości albo w sposób świadomy, wchodząc z nią w relację stwarzamy wedle naszych świadomych potrzeb.
Żeby bardziej poczuć w ciele podświadomość zachęcam do zrobienia eksperymentu. Stań w pozycji wyprostowanej i unieś ręce ku górze, pooddychaj sobie tak stojąc. Potem zrób skłon i idź ku dołowi, ku ziemi i postój w skłonie i pooddychaj sobie.
Co poczułaś?
Ja będąc w górze czuję połączenie z niebem, z Bogiem, z nadświadomością. Oddech jest lekki. Uruchamiają się myśli i intencje. Będąc na dole oddech staje się ciężki, czasem nawet sapiący, wchodzę głęboko w ciało, czuję organy wewnętrzne, czuję siebie bardziej w ciele. W górze jestem bardziej w umyśle. W dole jest dosyć ciężko, acz interesująco i tajemniczo. Bardzo lubię być w dole, mimo niedogodności czuję jednak jakiegoś rodzaju ulgę i przyjemność. Jakby coś ze mnie schodziło, uwalniało się, szczególnie jak połączę to ze świadomym oddechem. W czasie praktyki Powitanie Jaryło bardzo przedłużam pozycję w dole, połączenie z Matką Ziemią. Daje mi to moc. Będąc w górze czuję przyjemność i ekstazę. Ostatnio również przedłużam pozycję górną, połączenie z Ojcem Słońce. Obecnie odczuwam harmonię między tymi dwoma światami i przepływ energii. Czuję połączenie trzech światów we mnie. Połączenie nadświadomości z podświadomością poprzez świadomość. Bardzo mnie to umacnia i daje równowagę i harmonię w cały mój świat, w rzeczywistość, która mnie otacza.
Dolny świat, podświadomość to połączenie z energią stwórczą, energią kreacji, to tworzenie, kreatywność. To płodność i obfitość, dobrobyt. Lub niszczenie, degradacja, brak, w zależności jak zdecydujesz w swojej świadomości. Tutaj już raczej nie istnieje opóźnienie, jak w górnym świecie. Po prostu dzieje się wedle tego, co w Tobie. To Ty jesteś za sterem. Jak posterujesz, tam dopłyniesz.
To z Dolnego Świata idzie moc do działania, którą w Średnim Świecie kumulujesz. „Bohater” (Górny Świat) ma piękne idee, ale bez mocy „Demona” (Dolnego Świata) nie ruszy z miejsca, nie da rady. To z Twojej podświadomości idzie wielka moc lub niemoc, jeśli zamiast wydobyć ją na zewnątrz i świadomie pokierować nią, kurczowo trzymasz się starych schematów, które stanowią konsekwencję ukrytej przyczyny zamieszkującej Dolny Świat.
To co ukryte rządzi naszym działaniem i odbiera moc, to co odkryte traci moc sterowania, my przejmujemy stery i nadajemy jakość i koloryt naszemu życiu. Moc przechodzi do naszej świadomości i w nasze działanie.
Dolny Świat to nasza podstawa, nasze ugruntowanie, nasze korzenie. Jak wyobrazisz sobie drzewo to jego korzenie stanowią Dolny Świat, pień to Średni Świat, a gałęzie są symbolem Świata Górnego. Im większe, solidniejsze, bardziej rozłożyste, potężne korzenie, tym całe drzewo solidniejsze i mocniejsze, bardziej żywotne i nie do ruszenia. Te korzenie to nasze doświadczenia, przeżycia zgromadzone przez całe istnienie.
Im większe korzenie, tym starsza dusza. Im większe korzenie tym głębiej w ziemi, w ciemności. Jeśli nie ma połączenia z górą, czyli z Górnym Światem poprzez Średni Świat korzenie mogą wessać do środka ziemi, do czeluści ciemności i wtedy w świecie przejawionym może oznaczać to ciężką depresję (niemoc, niedziałanie).
Stare dusze z dużymi, ogromnymi, rozłożystymi korzeniami mają wielkie doświadczenie i mądrość z tego wypływającą, ale pod warunkiem, że są scalone w każdym ze światów. Czasem zdarza się tak, że stare dusze decydują się na żywot w ciemności, ale zawsze z jakiegoś powodu (w służbie komuś przeważnie).
Wyobraź sobie teraz sytuację, kiedy korzenie drzewa są wiotkie, słabe i mało rozłożyste, a olbrzymie gałęzie pną się w stronę nieba. To sytuacja, kiedy człowiek idzie w rozwój duchowy poprzez intelekt, mental. Zwykle nie kończy się to dobrze. Korzenie nie wytrzymają i drzewo runie. To bardzo osłabia całe drzewo, człowieka. Nie daje mu doświadczenia i mądrości z niego wynikającej a jedynie płynięcie na powierzchni. To takie powierzchowne, mało wpływające na rozwój duszy życie.
A teraz wyobraź sobie jak to drzewo z wiotkimi, słabymi korzeniami ma wielki pień i gałęzie. Wtedy upadek jest jeszcze groźniejszy i szybszy. Dla mnie pień to ego. Czyli mental, intelekt plus ego, bez solidnej podstawy to najcięższy i najszybszy upadek z możliwych. W świecie przejawionym to może być na przykład szybkie, intensywne pompowanie bez ustanku swojej kariery, gromadzenie nadmierne materii wokół siebie lub zwyczajnie napieprzanie jak dziki osioł po to, aby pokazać na zewnątrz swoją „władzę, siłę, zdolności, umiejętności, mądrość itp.” – pisane wszystko w cudzysłowie oczywiście, bo jak wiadomo to są właśnie te programy/”braki” z podświadomości, których nie chcemy czuć i za wszelką cenę chcemy je schować najpierw przed samą sobą, potem przed całym światem. I tak żyjemy w wielkiej iluzji, pozbawione sił witalnych, energii i mocy wynikającej z solidnej podstawy i korzeni.
Zatem podświadomość jest jakby początkiem wszystkiego co tutaj na ziemi. Od jej stanu i naszego połączenia z nią zależy jakie mamy życie. Zdrowie, relacje itd. Od niej warto zacząć i potem iść do góry. Wtedy jakby wszystko jest naturalnym wynikiem, stworzeniem, a nie pompowaniem i ułudą, które dają niemoc i osłabiają nasze ciało fizyczne i psychikę oraz resztę ciał subtelnych.
Jeśli chcemy dokonać solidnych i trwałych zmian w sobie, warto pracować na poziomie Świata Dolnego. Jeśli pracujemy na poziomie mentalu, zmiany są możliwe, ale zabierają wiele energii i są bardzo nietrwałe, na krótko. Na przykład ciągłe, permanentne diety, aby się odchudzić czy lepiej czuć, rzucanie palenia przez całe życie. To są przykłady pracy na powierzchni.
Jeśli zadziałamy na poziomie głębokim zmiany są stałe. Dlatego bawmy się, zamiast wysilać, wszak nasza podświadomość, nasza istota na poziomie Dolnego Świata jest jak dwuletnie dziecko. Nie rozumie mentalno-intelektualnych przekazów, a jedynie moc zabawy. Dlatego wszelakie rytuały w celu naszego rozwoju są najbardziej skuteczne i stanowią o stałych, dobrych zmianach.
Zapraszam zatem do wchodzenia w energię dziecka oraz do kontaktu ze sobą na poziomie Dolnego Świata, aby uczynić życie jak to wielkie solidne drzewo z silnymi korzeniami. Zapraszam do zyskiwania mocy poprzez docieranie do przyczyny, a nie widzenie jedynie skutków. Zachęcam do zwracania się do wewnątrz, do swojej głębi i szukania właśnie tam podstawy całej ten układanki, które jak puzzle stanowi i układa się w obraz naszego świata.
Pozdrawiam i zapraszam do praktyki Dolnego Świata w uważności, spokoju i miłości do swojego ciała, Małgosia 

Leave a Reply