Author: admin34

  • Opowieść o Kolędzie

    Opowieść o Kolędzie

    OPOWIEŚĆ:

    * O PRZEJŚCIU OD CIEMNOŚCI DO ŚWIATŁA, za ruchem SŁOŃCA

    * O ŚWIĘTOWANIU KOLJADY (KOLĘDY)

    * O WIELKIM I MAŁYCH TRZYŚWIATACH

    💝 Z życzeniami przepięknej wędrówki od Ciemności do Światła, od Nocy do Dnia, za ruchem Słońca, prosto do SIEBIE 💝

    Koljady (Szczodre Gody/Święto Godowe) – to słowiańskie święto przesilenia zimowego i bóstwa o tej samej nazwie.

    Oznacza cykl noworoczny. Jest to czas radosny, pełen optymizmu i wiary, czas transformacji. Dzień zaczyna górować nad nocą, światło przegania ciemność.

    W dniu przesilenia zimowego 20-21 grudnia do domów przywożone są snopki i lalki, śpiewa się pieśni – kolędy z życzeniami dobrego samopoczucia, radości dla domu i prosząc o prezenty – bochny chleba i ciasta, symbolizujące obfitość. Kolędnicy ubierają się jak niedźwiedzie, konie, kozły krowy, które to stanowią pradawny symbol obfitości.

    Rodzące się słońce pojawia się w postaci dziecka. Dziecko jest dyskiem/nośnikiem Słońca, od czasów starożytnych nazywanym Kołem. Dziecko przechwytuje czarownicę Zimę i zamienia Koljadę w wilka. Kiedy wilcza skóra zostanie zdjęta z Koljady i spalona w wiosennym pożarze, Koljada pojawi się w całej okazałości. I Słońce na wozie jest wysyłane na południe, by spotkać się z wiosną.

    Podczas gdy ludzie kolędują a śnieg skrzypi pod nogami, czarownice i złe duchy szaleją, kradnąc gwiazdy i księżyc z nieba. Wszyscy wypatrują/rozwodzą się nad małżeństwem, żniwami, potomstwem. Czekają wesela.

    KOLIADA, w starożytnej rosyjskiej pogańskiej mitologii, jest ucieleśnieniem zmiany rocznego cyklu, przesilenia zimowego, przejścia słońca od zimy do lata, nieuchronności zwycięstwa dobrych bóstw nad duchami zła.

    W tym czasie zaobserwowano najsilniejsze mrozy, zgodnie z pradawnymi legendami opowiadającymi o szalejących nieczystych duchach i złych czarownicach. Obchody Koljady z radością i optymizmem wyrażały wiarę starożytnych rosyjskich pogan w nieuchronność zwycięstwa dobrych zasad nad siłami zła. Aby pomóc Koljadzie pokonać i odeprzeć złe duchy, ci, którzy świętują jego dzień, rozpalali ogniska, śpiewali i tańczyli wokół nich.

    Po przyjęciu chrześcijaństwa optymizm i afirmacja życiowa uroczystości Koljady zyskały nową treść w celebrowaniu Narodzenia Chrystusa, a rytualne pogańskie zwyczaje przerodziły się w wesołą zabawę w czas Bożego Narodzenia. W tych dniach, jak również w starożytności, rozpalali ognie, a chłopcy i dziewczęta ubrani w hari (maski) koni, kozłów, krów, niedźwiedzi i innych zwierząt, przebrani, chodzili po dziedzińcach, śpiewali kolędy, gloryfikując Koljadę, przynosząc wszystkim dobro. Sławili gospodarzy, życzyli dobrego samopoczucia rodzinie i domowi, a do tego domagali się prezentów, żartobliwie przewidując zrujnowanie skąpca. Czasami same prezenty: biszkopty, bochenki nazywano Koljadą. Koljadę symbolizowały snopek lub słomiana lalka, które z piosenkami przynoszono do chaty na Boże Narodzenie.

    Imię tego rosyjskiego Boga Koljada, być może, jest dobrze znane wszystkim, ponieważ od Wigilii do dnia Velesa kolędnicy chodzili od domu do ​​domu i śpiewali pieśni kolędowe.

    Ale kim jest ten Koljada, co oznacza jego imię i dlaczego jego święto przypada na dzień przesilenia zimowego, nikt nie wiedział. Istniały różne założenia, według których podobno, Koljada to starożytny Bóg wesołych świąt, że jego imię pochodzi od słowa okrąg/kółko a kolędy mogą mieć coś wspólnego z czarami. W każdym założeniu jest część prawdy, szkoda, że ​​ludzie zapomnieli o wielkim nauczycielu życia. W starożytności jego imię zawsze było wymieniane obok Krysznia (Boga wiatru), nazywano ich małymi twórcami, w przeciwieństwie do wielkich twórców Roda i Svaroga.

    Kryszeń/Bóg wiatru/Energia Rodu przynosił ludziom ogień, nauczył ich, jak gotować święty napój i uratował ich przed fizycznym wyginięciem.

    Co zrobił Koljada?

    Urodził się 8500 lat temu (czyli w 7 tysiącleciu pne), aby ocalić ludzkość od duchowej degeneracji. Zbierając 60 arcykapłanów różnych narodów, Koljada zaczął nauczać zapomnianą wiedzę wedyjską. To było trzecie boskie objawienie dla ludzi.

    Pierwsze prawo życia dał Ród. Jego istota polega na tym, że życie jest nieskończone i wszechobecne, jest Wszechmocne. Życie na Ziemi powstało ze stopniowego zstąpienia Najwyższego na planetę, najpierw w postaci jego syna Roda, a następnie w formie Svaroga. W tym samym czasie świat został podzielony na trzy części: Prav (Świat Bogów/Nadświadomość), Jav (Świat Ludzi/Świadomość) i Nav (Świat Przodków/Podświadomość). Osoba, która istnieje w Javi/Świecie Ludzi, powinna dążyć do nieba/zbawienia. Powinna unikać Zła i Ciemności Navi.

    Drugie prawo życia dał światu Veles. To przejście ludzi od Ciemności do Światła, za ruchem Słońca.

    Trzecie prawo przekazał ludziom Koljada. Powiedział mędrcom, którzy zgromadzili się wokół niego o Wielkim Kole Svaroga, o Dniu i Nocy Svaroga, a także ustanowił pierwszy kalendarz (jego nazwa to “Kolędy są darami”). Innymi słowy, Koljada zabrał ludzi poza granice chwilowego istnienia, szczegółowo określając, jak porusza się czas i jakich zmian należy się od niego spodziewać. Nauczanie, określone w “Księdze Koljady”, mówi o Wielkim i Małych Trzyświatach.

    💝 WESOŁYCH ŚWIĄT życzę wszystkim oraz JASNOŚCI w CIEMNOŚCI i pozdrawiam, Małgosia 💝

    Tłumaczenie z języka rosyjskiego Małgorzata Daniło-Gorlewicz ze strony http://ruspravda.info/

  • Kobieta we mgle

    Kobieta we mgle

    Wczoraj jechałam samochodem w ciemnościach we mgle. Dzień był wyjątkowy i magiczny. Cały spowity we mgle. 

    Świat jakby zatrzymał się dla mnie. Bardzo mistyczne przeżycie. Spróbuję choć trochę oddać słowami to, co się zadziało, pomimo, że nie jest to łatwe dla mnie.

    Kiedyś często używałam terminu: “poruszam się jak dziecko we mgle”. Miałam wówczas na myśli pewnego rodzaju nieporadność dziecięcą, ale też w połączeniu z dziecięcą ciekawością poszukiwań, zaufaniem i naiwnością, ale taką dziecięcą – pozytywną.

    Wczoraj doświadczyłam “Kobiety we mgle”. Jak już wspomniałam było to bardzo mistyczne doświadczenie. Już od samego rana, jak tylko spojrzałam przez okno, zadziwiła mnie aura. Tajemnicza, nieco mroczna, ale też spokojna i “zatrzymana”. Nie umiem znaleźć właściwego określenia, ale związane jest to z jakimś zatrzymaniem się, chyba w TU I TERAZ.

    Tak. W Tu i Teraz.

    Dominowało poczucie bezpieczeństwa/zaopiekowania, ale co istotne, też niesamowita ENERGIA i MOC. I ta energia była konsekwencją ZATRZYMANIA w TU I TERAZ. Uświadomiłam sobie, że nie rozpraszając uwagi na zbędne myśli, zbędne obserwacje, koncentruję energię, zbieram ją.

    Gdyby nie podróż wieczorna do Giżycka na zajęcia może doświadczenie pozostałoby nieuświadomione. To właśnie ta podróż w samochodzie pozwoliła mi na dokonanie uświadomienia BYCIA W TU I TERAZ. 

    Byłam tylko JA, samochód, dwa białe pasy po bokach na jezdni i 100 metrów przede mną. Reszta była niewidoczna. Czułam się jakbym była otulona RZECZYWISTOŚCIĄ TU I TERAZ. 

    Tak. 🌹 OTULONA W TU I TERAZ 🌹 To jest doskonałe określenie.

    Otulona i zaopiekowana/bezpieczna. Wyostrzone zmysły. Nie może nie jest to dobre określenie. Zmysły były w GENIALNEJ, IDEALNEJ OBSERWACJI. Obserwacji TU I TERAZ. 

    Od lat nie czułam bardziej, że NAPRAWDĘ ŻYJĘ‼️ 

    Doświadczenie koncentracji energii powoduje SIŁĘ SPRAWCZĄ. Czułam SPRAWSTWO. Nawet zajęcia z gimnastyki przebiegały inaczej niż zwykle. Choć krąg za każdym razem jest inny i wyjątkowy, a ten właśnie był wyjątkowy pod względem SPRAWSTWA. Zajęcia były dużo krótsze niż zwykle, lecz bardzo OBFITE. Czułam energię SPRAWSTWA, dobrze wykonanej pracy, tak na 100%, tak do końca końców, lecz bez osiągnięcia punktu przesycenia. Tak IDEALNIE. 

    Czułam też ogromną PRZESTRZEŃ. Kiedy Kobiety mówiły intencje, miałam wrażenie, że są jakby w innym wymiarze, gdzieś w przestrzeni, nie do końca znanej mi, ale doświadczałam jej, bardzo. Gdzieś daleko, a jednocześnie blisko.

    Kiedyś doświadczyłam podobnej SIŁY SPRAWCZEJ, wynikającej z koncentracji energii, podczas łamania strzały szyją. Ale było to nieco inne doświadczenie, bardziej z tej ziemi, mniej mistyczne. 

    Strzałę łamałam wielokrotnie. Przeprowadzałam przez to doświadczenie wielu ludzi. Ale nie tym razem. Zawsze łamałam strzałę w pomieszczeniu, opierając grot strzały o ścianę, równą powierzchnię. Tym razem było inaczej. Stałam na krzywej 🙂 ziemi, przed krzywym drzewem, a wokół mnie dużo ludzi i kamera. Spróbowałam dać krok na przód, tak jak robiłam zwykle, ale strzała była zbyt twarda. Zrobiłam jeszcze jedną próbę, ale wtedy poczułam ból w gardle, a konkretnie w miękkim miejscu pod krtanią, gdzie opiera się ostrze strzały. 

    Wtedy zorientowałam się, co się dzieje i dlaczego nie mogę SPRAWIĆ, aby strzała pękła, jak zapałka, jak zwykle to bywało.

    Już się pewnie domyślacie :-). Moje myśli skupione były na krzywej ziemi i drzewie, na ludziach, którzy się gapią na mnie. Brak koncentracji myśli, spowodował odpływ energii. Bo przecież strzałę łamię się nie siłą fizyczną, a SIŁĄ WOLI. 

    Życzę Sobie i Wam Kochani, z całego serca, zanurzania się w TU I TERAZ jak najczęściej, bo tylko “TAM” jest 

    * PRAWDZIWE ŻYCIE, pozbawione czasu tak naprawdę oraz

    * SIŁA SPRAWCZA i 

    * ENERGIA ŻYCIOWA

    🌺 Pozdrawiam z Miłością, Małgosia

  • Niegrzecz(sz)ne kolana

    Niegrzecz(sz)ne kolana

    Stało się to na przyjęciu u znajomych, zupełnym przypadkiem. Po prostu upadła mi łyżeczka, a że było ich mało, zanurkowałam pod stół. I właśnie pod stołem mnie oświeciło, bo zobaczyłam prawdziwy świat. Świat kolan. Gdyby to było przyjęcie w czasach moich rodziców, doskonale rozróżniłabym nogi kobiece od męskich. Te pierwsze były zazwyczaj ubrane w stylonowe rajstopki, czółenka względnie szpilki, męskie najczęściej w spodnie od garnituru albo inne elegantsze.

    Na spotkaniu u moich znajomych byli moi rówieśnicy, więc ubranie w stylu unisex – dżinsy, luźne portki, akurat tak się zdarzyło, że wszyscy wystąpili w tej uniwersalnej odzieży dolnej. Ale z miejsca wiedziałam, które nogi są kobiece. No, które? 

    Nogi razem.

    Nogi splecione.

    Nogi skrzyżowane.

    Chociaż stópka o stópkę.

    Kolanka. Grzeczne kolanka, które bronią ich właścicielki przed światem. Uważaj. Nie patrz. Tak nie można. Delikatność. Subtelność. Nie wszystko naraz. 

    Z jakim zachwytem patrzyłam na nogi męskie. Piękny rozkrok. Swoboda. Luz. Nieskrępowanie. Przestrzeń. Odwaga. Mi ma być wygodnie. Siedzę tu cały. Moc. Siła.

    Wynurzyłam się spod stołu, żeby skonfrontować te dwa światy. Świat kolan i świat popiersia. O ile u mężczyzn jest to w miarę spójne, u kobiet to są dwa różne światy.

    Góra krzyczy, żąda, ogłasza. Dół siedzi cichy, wstydliwy, nieobecny. Czy da się takim dołem iść do życia? I czy rozkraczona, wygodnie siedząca kobieta to jednoznaczny obraz?

    Przeglądam statystyki chorób narządu ruchu. Większość schorowanych bioder to biodra kobiece. Na pewno jest wiele przyczyn – budowa, ciąża, szpilki, inne przyczyny również, ale myślę (mogę tylko tyle w tym temacie, bo lekarzem nie jestem), że dopóki nasze, kobiece biodra będą uwięzione przez skrzyżowane nobliwie kolanka, nie będą wypuszczone na wolność ani nasze potrzeby ani prawo do wygody.

    Przenoszę obserwację kolan poza stół. Idę ulicą, patrzę na kolana, bo na to w Polsce można patrzeć. Gorzej z patrzeniem w twarz, szczególnie jeśli się uśmiechasz. Czasami jest dobrze, otrzymasz uśmiech, częściej zdziwienie wyrażone spojrzeniem „I co się tak cieszysz? Co się tak gapisz?”. Więc bywa, że patrzę niżej, właśnie na kolana.

    Jesteś kobietą? Usiądź jak facet. Wygodnie. Z przestrzenią. Bez skrzyżowania nóg. Zobacz, co się dzieje z Twoim głosem, z Twoim brzuchem, z Twoim oddechem, gdy siedzisz naprawdę wygodnie. Być może robisz to już od dawna, ale jeśli nie albo rzadko, spróbuj. I sprawdź koniecznie, jak się czujesz właśnie taka. Swobodna. I jakie myśli przychodzą do Twojej głowy. Bardzo jestem tego ciekawa.

    Sposób, w jaki ustawiałam moje kolana siedząc, był jedną z pierwszych zmian w moim życiu. Bardzo realną i zmieniającą mój sposób odczuwania siebie i świata. Prowadzącą do zmiany, którą jestem nieustająco. Jak to kobieta.

    Maja, listopad 2018r. Maja Wąsała

    Ten tekst po prostu mnie zauroczył. Naprawdę. Mało jest tekstów, na których się zatrzymuję, ale ten jest WYJĄTKOWY dla mnie.

    Dlatego chciałam się nim z Wami podzielić.

    I chciałam odnieść go do tego czym się zajmuję od ponad trzech lat, czyli do Gimnastyki Słowiańskiej dla Kobiet.

    Wiele kobiet ma problem z zajęciem pozycji wyjściowych wszystkich trzech światów. W każdym świecie nogi, stopy, kolana są rozstawione dość szeroko. Właściwa pozycja dolnego świata – jak na zdjęciu, czyli kolanka i stopy szeroko. Podczas, gdy często zdarza się, że kobiety zaciskają kolana i niemalże łączą stopy. Zawsze wtedy mówię: ” co tam chcesz zatrzymać, czego się boisz, otwórz się”. Zdarza się, że jak już się przełamie kobieta i rozszerzy nieco kolanka, stopy nadal pozostają zwarte. Podczas tej pozycji wyczuwa się w całym ciele napięcie, w stopach, łydkach udach, miednicy, kręgosłupie lędźwiowym. 

    Dalej prowadząc rozważania można stwierdzić, iż tak, jak zauważyła pięknie i opisała to Maja, w mowie naszych ciał zawiera się cała nasza historia, począwszy od dzieciństwa, poprzez programy płynące z rodu, po osobistą karmę.

    Nawiązując do bajki “Czerwone trzewiczki”, a ostatnio uwielbiam czytać baśnie, bajki, stare opowieści, tyle w nich mądrości, taka oto mowa ciała świadczy o odebraniu nam kobietom możliwości realizacji naszej duszy. Nazywa się to dobrym wychowaniem, ja to nazywam bardziej dosadnie i mniej grzecznie – tresurą. 

    I tak wytresowane kobiety podążają przez życie z zaciśniętymi pośladkami, grzecz(sz)nymi kolankami. Zakładają maski i starają się nie czuć. 

    Jeśli kobieta jest niepokorna, znaczy, że postępuje zgodnie z naturą swej duszy, ale mówi się wtedy o niej, że jest “zła” lub “zbłądziła”. 

    Systemy, wspólnoty, zbiorowości, kultury, społeczeństwa wyśmienicie radzą sobie z piętnowaniem każdego przypadku, który próbuje iść własną drogą i nie chce się podporządkować. Kompleks wyrzutka, odrzuconego przez swoich przedstawia bajka “Brzydkie kaczątko”. 

    I potem … nie chcąc być odrzuconą, zapomnianą, samotną, często kobieta woli zacisnąć pośladki, założyć pięknie kolanko na kolanko, jak oczekują i tak bez pasji, bez radości życia, coraz bardziej sfrustrowana, słaba, bez energii woli przejść przez SWE ŻYCIE.

    Czasem zdarza się, że w pewnym wieku następuje bunt, ale wtedy, już pozbawione naturalnych instynktów, wygłodzone, opętane szaleńczym tańcem, kobiety próbują w desperacji znaleźć lakierowane, błyszczące czerwone buciki, jako marny, a czasem nawet niebezpieczny substytut ręcznie szytych na miarę czerwonych trzewiczków. 

    Także do DZIEŁA. 

    Czujmy i podążajmy własnymi drogami. 

    Kontaktujmy się ze SOBĄ i czytajmy nasze ciała. One dużo wiedzą, znają całą naszą historię. Odkrywajmy nasze ciała. 

    Poprzez ciało wpływamy na emocje i inne subtelne ciała. 

    Dlatego jestem przeszczęśliwa, że na mojej drodze stanęła Gimnastyka Słowiańska, która w tak uważny i mądry sposób odkrywa przede mną, co zakryte. Ujawnia największe tajemnice. Wszystko, to co chciałam ukryć, nie chciałam czuć. Odkrywa przede mną też rodowe historie.

    Z WDZIĘCZNOŚCIĄ i MIŁOŚCIĄ Małgosia 🌹

  • Dziady u Słowian

    Dziady u Słowian

    SŁOWIAŃSKIE TRADYCJE WSPOMINANIA PRZODKÓW

    Nowoczesnej kobiecie potrzebny jest solidy mężczyzna i zdrowe dzieci. W dawnych czasach wypraszano o to u Boga i u przodków ze swojego Rodu. W każdym rodzie byli silni przodkowie w linii męskiej i żeńskiej, i do nich właśnie zwracano się. Wspominanie Przodków – jest to stara tradycja, nawiasem mówiąc, nie tylko słowiańska.

    W historii innych starożytnych cywilizacji, Chiny i Indie, jest również wyraźnie widać kult przodków i rytuałów upamiętnienia.

    Na przykład, w chińskich i tajwańskich tradycjach jest cały rytuał „Yin Feng Shui” – z opisaniem metodyki odpowiedniego rozmieszczenia grobów dla pochówków zmarłych krewnych, żeby ród mógł rozkwitać i wzrastać/stawać się silniejszym.

    W tradycji słowiańskiej jest specjalny rytuał pamięci o przodkach: Деды – Dziady lub Дзяды – Dziady (białoruska tradycja). Uważa się, że sobota – to dzień, kiedy dusze przodków przybywają na Ziemię i obserwują jak żyją ich potomkowie. My potomkowie, wiedząc o tym, przygotowujemy się do wizyty. Sprzątamy dom, przygotowujemy bogaty stół, ubieramy się odświętnie. Na stole, należy umieścić pamiątkowe dania: jak kutia i naleśniki, zapalamy świece. I jeśli Przodkowie są zadowoleni ze sposobu w jaki ich wspominamy/gościmy, pomagają nam w każdy możliwy sposób: w zdrowiu i dobrobycie, w ustanowieniu pokoju i ładu/harmonii w rodzinie.

    Jeśli oni się rozzłoszczą, mogą także ukarać. Szczególnie obraża Ród zapomnienie, kiedy potomkowie ich już nie pamiętają. Prowadzi to do osłabienia i wymierania Rodu. Zazwyczaj dotyka to mężczyzn, przestają oni rodzić się w Rodzie, albo umierają, a Ród rozpada się/zamiera.

    Oddzielnie wspomina się żeńską część Rodu Baby, a także Dziatki – zmarłych w dzieciństwie, i do 7 lat, nienarodzonych i abortowanych. Uważa się, że wspominanie Dziatków pomaga ich duszom dostąpić konstelacji Plejad, gdzie jednoczą się z resztą Rodu.

    “Dziadami” ludzie zwali dusze wszystkich zmarłych krewnych, bez względu na ich wiek. O zmarłym na Polesiu mówili, że “spotkał się z dziadami” lub “chodzi z dziadami “. Świętowanie lub upamiętnianie odbywało się od 3 do 11 razy w roku, ale za główne uznawane było 5 dni sobotnich i czwartkowych.

    Przodków wspomina się w gronie rodziny. Istnieją dowody na to, że jesienią wszyscy członkowie rodziny brali udział w rytuale Dziady i wówczas Dziadowie otaczali/poświęcali się całemu klanowi. Wspomnienia o tej tradycji z 1840-50-tych lat znajdujemy w artykule “Кривичские Деды” w wydaniu z 1927 roku, które można przeczytać i pobrać na dole strony. Jest także artykuł zatytułowany “Dziadkowie na Litwie” polskie wydanie z 1904 r., w którym są informacje o rytuale Bani w czasie świętowania Dziadów.

    W dniu świętowania Dziadów, dusze przodków przychodzą zobaczyć, jak upamiętniają ich potomkowie, co robią w domu, w jaki sposób wychowują swoje dzieci. W tych dniach przygotowywane są obowiązkowe potrawy rytualne: kutia, potrawy mięsne, naleśniki. Nakrywa się stół odświętnym obrusem, zapala świece i wzywa się Dziady/zmarłych Przodków. Istnieje wiele zakazów i zabobonów, dla przykładu, siedząc przy stole nie należy stawiać nóg na poprzeczkach od nóg stołu, wykonywać ostrych ruchów i rozmawiać o obcych tematach/osobach z zewnątrz – nie związanych z rodziną. Dziadkowie są proszeni o pomoc i wsparcie w sprawach rodzinnych i światowych.

    Niosący tradycję potomkowie mogą bez lęku świętować Dziady wraz z rodziną w domu. Przeprowadzanie rytuału poza rodziną z udziałem ludzi z różnych klanów i różnych poziomów postrzegania tradycji wymaga od prowadzącego specjalnej wiedzy i przygotowań. Praca jest prowadzona przez instruktora na różnych poziomach, w tym i na poziomie subtelnym/energii. Niewystarczająca siła i poziom ochrony osoby przeprowadzającej rytuał mogą uderzyć zarówno w lidera, jak i uczestników.

    Przywódcą/prowadzącym ceremonię zawsze był najstarszy w rodzinie lub czczony jako głowa społeczności i rodziny w danym czasie. Odpowiednio przeprowadzona ceremonia w ścisłej zgodności z określoną datą przypisywana jest zdolności do pozbycia się chorób i rodowych klątw.

    Z tradycją upamiętniania Przodków wiąże się wiele innych rytuałów, takich jak gimnastyka „Krzyżem leżeć” czy rytuał Bani.  

    Tłumaczenie z języka rosyjskiego: Małgorzata Daniło-Gorlewicz ze strony Женская славянская гимнастика

  • Jak stwarza kobieta?

    Jak stwarza kobieta?

    JAK STWARZAĆ? 

    Trochę o żeńskiej energii kreacji, stwarzania, twórczości.

    Energia kobieca płynie. 

    Nie lubi nacisku, pośpiechu, nerwowości. Nie mylić z dynamiką i spontanicznym działaniem, które to stanowią ważne aspekty energii kobiecej. 

    Lubi płynąć w nurcie spokojnie i płynnie. Jeśli nawet zaistnieje potrzeba nagłego zadziałania, to nie jest związane one z chaosem, który wywołany jest przez nerwowość, nacisk na proces i nadmierne, niespokojne oczekiwanie na rezultaty.

    Energia kobieca to wiara i zaufanie. To pewność w połączeniu ze spokojnym oczekiwaniem oraz dziecięcą radością nadejścia. 

    Energia kobieca to magia stwarzania. Subtelna energia o niezwykłej mocy. 

    Energia kobieca to przeciwieństwo energii męskiej, która aby stworzyć potrzebuje przeanalizować, wyselekcjonować argumenty za i przeciw, stworzyć plan działania, wprowadzić kontrolę wyników i racjonalne poprawki w stosunku do przyszłych działań. Tak jakoś w wielkim skrócie :-).

    Podam dwa przykłady mocy stwarzania i magicznego działania energii kobiecej z ostatnich dwóch dni.

    1. Zamówiłam skrzydła do występu z tańca brzucha. Zastanawiałam się, które wybrać, czy kolor fioletowo-różowy czy migające 36 kolorów na zmianę. Wybrałam fioletowo-różowe – choć do końca nie byłam przekonana. Następnego dnia moja Trenerka tańca Katarzyna Duda-Charko przesłała link do muzyki z takim oto tekstem: “zamknij oczy i wysłuchaj od początku do końca”. Tak zrobiłam. Po pierwszych sekundach wiedziałam już, że powinnam zamówić skrzydła 36 kolorów, ze względu na wielość i różnorodność emocji, które usłyszałam. I co się stało? Ta dam! Dostaję mejla od sprzedawcy, że nie ma aktualnie skrzydeł, które zamówiłam i mogę wymienić na inne lub zwrócą mi pieniądze. Nie miałam wątpliwości, co robić. Wystarczyło, że przesłałam wiadomość do wszechświata o pragnieniu, a wszechświat natychmiast odpowiedział.

    2. Ostatnio zagłębiam się w temat głodu kobiecej duszy i budzenia się dzikiej kobiety. Tak rozmyślając nad tematem przypomniałam sobie, że kiedyś, dawno temu, oglądałam piękny film, który podobnie jak baśń Czerwone trzewiczki, przedstawia tematykę głodu kobiecej duszy w doskonały sposób. Zapragnęłam znowu go obejrzeć, jednak nie pamiętałam ani tytułu, ani obsady aktorskiej, nic. Chyba nie minął jeden dzień, jak dostaję wiadomość od kolejnej Twórczyni losu Ewelina Góralczuk-Dziedzic o treści: “Gosiu wiem, że lubisz czasami zatopić się w dobrym filmie. Polecam GODZINY Stephen Dardly z 2002 roku. Niesamowite kobiece kino”. I jak myślicie? Ta dam! Oto właśnie ten film, który miałam na myśli i który zapragnęłam obejrzeć.

    I tak się dzieje setki razy od kiedy zaczęłam ćwiczyć Gimnastykę Słowiańską i od kiedy postanowiłam zmienić swoje życie i stać się KOBIETĄ TWÓRCZYNIĄ :-).

    Czekam podekscytowana, z wypiekami na policzkach na Wasze opowieści.

  • Gimnastyka słowiańska podczas mycia zębów?

    Gimnastyka słowiańska podczas mycia zębów?

    Gimnastyka słowiańska podczas mycia zębów?

    SERIO 🤣 WYPRÓBUJCIE 🤸‍♀️

    Jest to pozycja Górnego Świata, dziewiąty krąg.

    Odpowiada za uzyskiwanie równowagi duchowej i spokój. Poznawanie siebie, swojego zdania, swoich uczuć, w sytuacji gdy ktoś nam coś narzuca. Osiągnięcie wewnętrznej stabilności i pewności. Też pomnożenie sił wewnętrznych w celu ochrony domu, rodziny i siebie.

    Stańcie w rozkroku. Stopy na szerokości bioder bądź nieco szerzej. Palce u stóp lekko na siebie. Stopy w kontakcie z Matką Ziemią. Stabilne i czujące Ziemię. 

    Kolana mięciutkie (czyli lekko ugięte), tak aby energia mogła swobodnie płynąć przez nasze ciało.

    Pupa wypięta, kość ogonowa zadarta do góry, lędźwie maksymalnie rozluźnione, w czym pomaga rozluźnienie brzucha i puszczenie go maksymalnie w dół do ziemi i w tym czasie pupa w górę do nieba.

    Plecy rozluźnione, w miarę możliwości wyprostowane, łopatki blisko siebie, ramiona luźne. Najlepiej schylić się, tak aby kręgosłup był równoległy do ziemi, ale to zależy od wysokości zlewu :-).

    Podpieraj się przedramieniem o zlew, drugą rękę, która myje ja podpieram łokciem. 

    Niesamowicie rozluźnia z rana, wyciąga i daje stabilność i równowagę w ciągu dnia. Jest to też swoista medytacja ciała. Zaprzyjaźnianie się z nim. Wchodzenie do wnętrza. Rozpoznawanie go. Czucie i czytanie ciała.

    W takiej pozycji też myję naczynia. Poruszając też od czasu do czasu biodrami. I cały czas zwracaj uwagę na rozluźnienie lędźwi, bioder, pleców, ramion. I ważne, aby cały czas stać na miękkich, lekko ugiętych kolanach. 

    Napiszcie proszę czy podoba Wam się ta pozycja. I co czujecie.

  • Jakie historie nosi Twoje ciało?

    Jakie historie nosi Twoje ciało?

    Ciało nie da się oszukać słowami. Jest strażnikiem historii. Nie da się oszukać słowami.

    To był powód dla którego pokochałam Gimnastykę Słowiańską. Tak pięknie uczy nas ona własnego ciała. Wchodzimy w bardzo intymny z nim kontakt. Zmysłowy. Głęboki. Uważny. 

    Wówczas otwiera się wnętrze. Właśnie poprzez pracę z ciałem. Specyfika ćwiczeń, która polega na uważności i budzeniu świadomości ciała, powoduje otwieranie się na historię w nim zawartą, powoduje odczuwanie go i akceptację. Zawsze odwdzięcza się za to po stokroć.

    Warto też mieć świadomość, że z poziomu umysłu czasem trudno nam dojść do traum czy blokad energii w ciele, a właśnie poprzez bardzo uważny kontakt z ciałem, poprzez rozpoznawanie i czytanie języka, którym do nas mówi, można znakomicie je odkryć i przepracować, uwolnić.

  • Wygłodzona dusza kobiety (3 części)

    Wygłodzona dusza kobiety (3 części)

    Część  I

    Dziś rozpoczynam rozważania na temat GŁODU KOBIECEJ DUSZY. Na podstawie bajki. Ostatnio mam fazę na baśnie, bajki, legendy, stare opowieści. Odkąd zorientowałam się, jak ogromna wiedza ukryta jest w baśniach, mitach i starych przekazach, zaczęłam się im mocno przyglądać, analizować ich przekazy. Są niebywałe.

    Przez większość swojego życia lubiłam opierać się na tym, co oczywiste, przekazane wprost i logiczne. Zawsze lubiłam mieć oparcie w logice. Dosłowne, takie niedwuznaczne, konkretne przekazy bardzo ceniłam. 

    Teraz wiem, że w takiej formie komunikacji jest bardzo mało treści. Treści ważne i cenne nie są komunikowane dosłownie i w sposób oczywisty i jasny. Dowodzi temu poezja, wszelaka sztuka, od malarstwa, poprzez metaforyczne pisarstwo, taniec, muzykę aż do na przykład przekazów, zachowań ludzi uważanych za innych, czasami “chorych psychicznie”. Tam jest największe bogactwo przekazu, wiedzy i prawdy. 

    Na początek polecam zapoznanie się z bajką o czerwonych trzewiczkach, w wersji węgiersko-niemieckiej. 

    Ciąg dalszy rozważań i analizy bajki nastąpi wkrótce. Śledźcie moją stronę, jeśli chcecie się przyłączyć  :-). 

    Jeśli ktoś z Was chciałby się podzielić refleksją na temat bajki, zapraszam do opisania tego w komentarzu.

    BAŚŃ CZERWONE TRZEWICZKI

    Znana pod różnymi nazwami, min. Diabelskie pantofelki do tańca, Rozpalone diabelskie trzewiki.

    Była raz sobie biedna sierotka, która nie miała butów. Gdzie się tylko dało, zbierała gałganki i w końcu uszyła sobie parę czerwonych trzewiczków. Były toporne i niezgrabne, ale kochała je nade wszystko, bo dzięki nim czuła się jak bogata dama, chociaż całymi dniami aż do zmroku musiała chodzić po ciernistym lesie, żeby znaleźć coś do zjedzenia.

    Pewnego dnia, kiedy znużona szła drogą w podartym ubraniu i swoich czerwonych trzewiczkach, zatrzymał się przy niej pozłacany powóz. W środku siedziała stara kobieta. Powiedziała dziewczynce, że zabierze ją ze sobą do domu i będzie traktować jak własną córkę. Pojechały więc do domu starej pani. Tam dziewczynce umyto i uczesano włosy, dostała też śnieżnobiałą bieliznę, piękną wełnianą sukienkę, białe pończochy i błyszczące czarne buciki. A kiedy dopytywała się o swoje stare ubranie i czerwone trzewiczki, stara pani rzekła, że ubranie było tak brudne, a buty tak dziwaczne, że wrzuciła je do ognia i spaliła na popiół.

    Dziewczynka posmutniała, bo wszystkie otaczające ją bogactwa nie mogły się równać ze skromnymi bucikami, które uszyła własnoręcznie – one były jej największym szczęściem. Teraz kazano jej cały czas być grzeczną, chodzić dostojnie, nie podskakiwać i nie odzywać się bez pytania. W jej serduszku zapłonął ukryty ogień i wciąż ponad wszystko tęskniła za swoimi czerwonymi bucikami.

    Kiedy dziecko dorosło do konfirmacji, która miała się odbyć w Dzień Młodzianków, stara pani zabrała ją do kulawego szewca, żeby jej sprawić specjalna parę butów na tę okazję. U szewca w oszklonej szafie dziewczynka zobaczyła czerwone trzewiki uszyte z najdelikatniejszej skórki, tak piękne, że wręcz blask od nich bił. I chociaż to gorszące wkładać czerwone buty do kościoła, dziewczynka, idąc za głosem zgłodniałego serca, wybrała właśnie czerwone. Stara pani miała już oczy tak słabe, że nie widziała, jakiego koloru są buty, i zapłaciła za nie. Szewc mrugnął do dziewczynki porozumiewawczo i zapakował trzewiki.

    Nazajutrz ludzie w kościele z oburzeniem patrzyli na buty dziewczynki. Czerwone trzewiczki świeciły jak nawoskowane jabłka, jak serduszka w kartach, jak czerwone śliwki. Wszyscy w napięciu wpatrywali się w jej stopy, nawet święte obrazy na ścianach, nawet posągi spoglądały karcąco na czerwone buciki. Ale dziewczynka tym bardziej je lubiła. Kiedy biskup zaintonował pieśń, chór zawtórował i zagrzmiały organy, dziewczynka myślała tylko o tym, jak piękne są jej buciki.

    Pod wieczór stara pani dowiedziała się od ludzi, że jej wychowanka poszła do kościoła w czerwonych trzewikach. 

    – Nigdy, nigdy ich już nie wkładaj! – ostrzegła.

    Ale w następną niedzielę dziewczynka nie mogła się powstrzymać i znowu włożyła czerwone buty zamiast czarnych i poszła ze swą opiekunką do kościoła.

    W drzwiach kościoła stał stary żołnierz z ręką na temblaku. Miał krótką kurtkę i rudą brodę. Pochylił się i zapytał dziewczynkę, czy pozwoli sobie obetrzeć kurz z bucików. Mała wysunęła stopkę, a żołnierz przetarł jej podeszwy, nucąc skoczną piosenkę, aż stopy ją zaswędziały. 

    – Trzymajcie się dobrze w tańcu! – uśmiechnął się i mrugnął do niej.

    W kościele znów wszyscy patrzyli pytająco na czerwone buciki dziewczynki. Ale ona była nimi zachwycona – były tak jasne jak maliny, jak owoce granatu – nie mogła myśleć o niczym innym. Ledwie słuchała nabożeństwa. Tak była zajęta obracaniem ich na wszystkie strony i podziwianiem, że zapomniała nawet śpiewać.

    Kiedy ze starą panią wychodziły z kościoła, kaleki żołnierz zawołał:

    – Jakie piękne balowe pantofelki!

    Na te słowa dziewczynka zakręciła się w kółko. Ale kiedy jej stopy raz zaczęły się poruszać, nie chciały się już zatrzymać i zaczęła tańczyć po klombach z kwiatami, minęła kościół i dalej tańczyła, jakby zupełnie nie mogła nad sobą zapanować. Tańczyła gawota, potem czardasza, potem walca, po drodze, po polach.

    Stangret starej pani zeskoczył z ławki i pobiegł za dziewczynką, złapał ją i zaniósł do powozu, ale nóżki dziewczynki w czerwonych bucikach ciągle tańczyły w powietrzu, tak jakby nadal dotykały ziemi. Stara pani i stangret ciągnęli i szarpali za trzewiczki, próbując je zdjąć. Co to był za widok – przekrzywione kapelusze, wierzgające w powietrzu nogi. Wreszcie jakoś je poskromiono.

    W domu stara pani schowała czerwone buciki na najwyższą półkę i zakazała dziewczynce ich dotykać. Ale ona w żaden sposób nie mogła się powstrzymać od tęsknego spoglądania w górę. Dla niej była to ciągle najpiękniejsza rzecz pod słońcem.

    Niedługo potem opatrzność zrządziła , że stara kobieta ciężko zachorowała; leżała przykuta do łóżka, a kiedy tylko doktorzy wyszli od niej, dziewczynka zakradła się do pokoju, gdzie schowano czerwone trzewiczki. Patrzyła na nie, stojące wysoko na półce. Wpatrywała się z takim natężeniem, że omal nie pochłonęła ich wzrokiem, i w końcu poczuła tak straszną pokusę, że wspięła się na półkę, zdjęła je i obuła, czując, że nie robi nic złego. Ale kiedy tylko buciki objęły jej pięty i palce, opanowała ją chęć tańczenia.

    W tańcu wybiegła z domu, po schodach, najpierw gawotem, potem czardaszem, potem zamaszystym walcem, na przemian. Była w takiej ekstazie, że nie zdawała sobie sprawy, iż dzieje się coś niedobrego. Ale kiedy chciała tańczyć w lewo, buciki tańczyły w prawo. Kiedy chciała tańczyć w kółko, buciki prowadziły ją prosto, zupełnie jakby to one miały nad nią władzę. Zaniosły ją na drogę, przez błotniste pola, w ciemny ponury las.

    A tam pod drzewem stał ten sam stary rudobrody żołnierz z ręką na temblaku i w krótkiej kurtce.

    – Oho – powiedział – jakie piękne balowe pantofelki.

    Przerażona dziewczynka chciała zerwać buciki z nóg, ale im mocniej szarpała, tym mocniej się trzymały. Podskakując na jednej nodze, potem na drugiej, próbowała je zdjąć, ale jedna stopa na ziemi nie przestawała tańczyć, a stopa, którą trzymała w dłoni, też tańczyła.

    I tak dziewczynka tańczyła, tańczyła i tańczyła, bez końca. Przez najwyższe wzgórza i doliny, w deszczu, śniegu i słońcu. Tańczyła w ciemną noc, o wschodzie słońca i w południe. Ale nie był to radosny taniec. To był szalony, koszmarny pląs; nie było już dla niej wytchnienia.

    Tańcząc, zawędrowała na przykościelny cmentarz. Tam wyszedł jej na spotkanie upiór i nie pozwolił wejść. Duch przemówił do niej w te słowa:

    – Masz tańczyć! Będziesz tańczyć, aż sama staniesz się jak zjawa, blada i zimna, aż skóra uschnie na tobie jak na szkielecie, aż nie zostanie z ciebie nic, tylko tańczące wnętrzności; będziesz tańczyła od drzwi do drzwi po wszystkich wioskach, w każde drzwi zapukasz trzy razy, a ludzie, którzy cię zobaczą, będą się ciebie lękać. Tańczcie, czerwone trzewiki, tańcz i ty z nimi.

    Dziewczynka błagała o litość, ale czerwone trzewiki uniosły ją za bramę cmentarza i dalej, przez krzaki dzikich róż, przez strumienie, przez żywopłoty, dalej i dalej, aż ciągle tańcząc, dotarła do swego starego domu pełnego żałobników. Stara pani, która ją wzięła pod swój dach, umarła. Mimo to dziewczynka dalej tańczyła i tańczyła, bo nie mogła już inaczej. Wyczerpana i przerażona dotarła do domku pod lasem, gdzie mieszkał miejski kat. A topór wiszący na ścianie zaczął drżeć, gdy poczuł, że się zbliża.

    Kacie, kacie, wyjdź – prosiła dziewczynka, tańcząc przed jego drzwiami. – Rozetnij me buty, uwolnij mnie od przeklętego losu! – I kat toporem przeciął paski butów. Ale trzewiki dalej trzymały się stóp. Krzyknęła więc, że jej życie jest nic niewarte i żeby odrąbał jej stopy. Tak też uczynił. A czerwone trzewiki z nóżkami w środku dalej tańczyły przez pola, aż zniknęły za wzgórzem. Dziewczynka została biedną kaleką, która musiała zarabiać na życie, służąc innym, ale już nigdy, nigdy więcej nie chciała mieć czerwonych bucików.

    Część II 

    Zaryzykuję stwierdzenie, że każda kobieta, która żyje we współczesnej rzeczywistości ma syndrom wygłodzonej duszy. 

    Dlaczego mamy ten syndrom? Z jakiego powodu nasza dusza wygłodniała? 

    oKażda mała dziewczynka rodzi się z ogromnym potencjałem. Potencjałem i mocą kobiety Wiedźmy – tej, która Wie i która ma połączenie ze Źródłem. Jej dusza jest bogata, spełniona, piękna i radosna. Jest w Tu i Teraz. Odczuwa bez strachu ocenienia. Zachowuje się, tańczy i śpiewa z autentyczną radością i spontanicznością. Mówi, co czuje itp itd … aż do momentu, kiedy to po raz pierwszy zostaje skarcona za takie właśnie zachowanie. Potem kolejny i kolejny i kolejny. Masz być grzeczna. Zachowuj się należycie. Nie biegaj. Nie skacz. Nie śmiej się za głośno. Nie płacz. To nie wypada. Nie wychylaj się. Nie wychodź przed szereg. Bądź taka, jak inni. Taka, jak ówczesne stereotypy i normy wymagają….. I tak bez końca. Ładnie nazywa się to udomowieniem. Ja nazywam to tresurą. 

    Powoduje to, że kobiety przestają czuć SIEBIE. Przestają być SOBĄ. Kontakt z Duszą jest coraz mniejszy i mniejszy, aż w końcu dusza odchodzi. Czasami bardzo daleko. Potem trudno ją odszukać i ponownie się z nią skontaktować. I zaczynają czuć głód. Głód duszy. 

    Odebranie duszy kobiecie rodzi konsekwencje. Są to czasem bardzo mocne i trudne do zniesienia konsekwencje. Miota się taka kobieta złapana w sidła niewoli. Dziewczynce zabrano jej szyte ręcznie czerwone trzewiczki, a potem, zwykle już jako dorosła kobieta, znajduje piękne czerwone lakierki – niestety zdradliwe. I o tym w następnym poście.

    Część III

    Wciąż powracam i powracam do bajki Czerwone trzewiczki. Bardzo żywy temat we mnie. Wszak to co w nas żywe, co nas porusza, to aktualny temat doskonały do przerobienia w danej chwili. 

    Teraz. 

    Nie zwlekam więc. 

    Przerabiam.

    Głód kobiecej duszy to temat współczesnej kobiety – tak myślę, dlatego dzielę się nim z Wami Kobietami pastedGraphic.png<3.

    Kobieta usiłuje ukryć głód, zachowuje pozory, często udaje, nie chce czuć swojego wewnętrznego ognia, który zamiast zasilać trawi wnętrzności.

    Ogień spełnienia

    Ogień życia 

    Ogień jej MOCY i PRAWDY

    Zgoda na to, co bezduszne, wypaczone i szkodliwe osłabia.

    Odwaga i stanięcie w autentyczności i odczuwaniu PRAWDZIWEJ SIEBIE 

    w połączeniu ze Źródłem i Miłością daje 

    MOC 💖

    “Stoję w kręgu 

    w martwym mieście 

    i zawiązuję czerwone trzewiczki… 

    Nie są moje. 

    To buty mojej matki. 

    Wcześniej należały do jej matki. 

    Przekazywane z rąk do rąk jak posąg, 

    ale ukrywane jak wstydliwe listy. 

    Dom i ulica skąd pochodzą 

    są ukryte i wszystkie kobiety też 

    są ukryte…”

    Anne Sexton

    Dzięki odkrywaniu SIEBIE, swoich pragnień docieram do Kobiety Mocy, do Kobiety Dzikiej, nieodgadnionej, nieprzeniknionej, nieustraszonej, ale też tej harmonijnej i pełnej coraz większego spokoju i ufności. 

    Czuję, jak odzyskuję swoją ENERGIĘ, jak uwalniają się blokujące mnie “negatywne” energie płynące z rodu (czyli zatrzymane, nieprzeżyte i nieuwolnione emocje rodowe) i jednocześnie zasilają i wspierają te pozytywne energie rodowe.

    W następnym odcinku opiszę niedawną sytuację, która mnie spotkała, a która pięknie obrazuje jak zapisuje się w pamięci komórkowej, obciąża nas i zatrzymuje “negatywna” energia rodowa. 

    🌺Pozdrawiam Was, Małgosia 

  • Oczyszczanie domu

    Oczyszczanie domu

    Dzień dobry, dziewczyny!

    Zaczynamy rubrykę PORADY DOMOWE

    OCZYSZCZANIE DOMOWEJ PRZESTRZENI

    Jak to rozumieć, że konieczne jest oczyszczenie energii w domu?

    Parę z wielu możliwości:

    • Doświadczacie w domu dziwnych uczuć, które jakby nie wiadomo „skąd” wzięły się. Na przykład: strach, niepokój, drażliwość, zastój …

    * Często kapryszą dzieci a zwierzęta domowe są niespokojne.

    * W mieszkaniu zauważa się coś takiego jak poltergeist – trzaski, skrzypienie niewiadomego pochodzenia. Albo bez wyraźnej przyczyny gubią się lub uszkadzają rzeczy/elementy.

    * Trudno wam skupić się na swoich odczuciach wzgledem domu i rodziny. Przez cały czas kręcą się w głowie obce myśli przy pracy, jakieś obawy czy problemy innych ludzi.

    * Jesteście osobą bardzo wrażliwą i ściągacie obce energii. Gdy równowaga w domu zostanie zakłócona, nie czujecie się dobrze, nie możecie znaleźć miejsca dla siebie.

    * Czujecie “bagno/bród” w swoim życiu, zastój w realizacji celów lub w finansach.

    Często jest to oznaka zastoju energii w domu.

    Co robić?

    Istnieje wiele sposobów, aby oczyścić przestrzeń energetyczną domu. Podzielę się sposobami, które sama wykorzystywałam, na różnych etapach swojego życia.

    GENERALNE SPRZĄTANIE DOMU

    Za każdym razem kiedy sprzątacie, oczyszczacie swój dom z negatywnych energii.

    Wytrzepcie dywany, wypierzcie firany i zasłony, umyjcie okna, odkurzcie żyrandol, poprzestawiaj i odkurz meble.

    Przed przystąpieniem do generalnego sprzątania, wyraźcie intencję, że właśnie oczyszczacie energetycznie swój dom/mieszkanie i harmonizujecie jego energię.

    Ciąg dalszy nastąpi …

    Tłumaczenie ze strony @женская славянская гимнастика 

    Artykuł: Marusy Khalitova

    Tłumaczenie z j. rosyjskiego: Małgorzata Daniło-Gorlewicz

    Podsumowując. Co oczyszcza?:

    * biała szałwia

    * palisander

    * agnihora – MOC OGNIA

    Ja jeszcze mogę dodać od siebie, że oczyszczam rozsypując węgiel z rytualnego ogniska. Szczególnie w kątach domu, ale nie tylko – idąc od lewej do prawej. Też pod wycieraczkę kładę. Ten ostatni z kupalnego ogniska jest wyjątkowo mocny. Ogień był kilkumetrowy i działo się. Jak biorę go w dłonie nadal odczuwam gorąco i żar i moc ognia.

    Raz na jakiś czas też myję podłogę w całym domu wodą z solą. Też mega działa. 

    Kobiety jeśli macie jeszcze jakieś swoje skuteczne i sprawdzone sposoby, napiszcie proszę w komentarzu.

  • Natura życia i śmierci

    Natura życia i śmierci

    Ostatnio często pojawia się w moim życiu temat śmierci. Nie chodzi o śmierć w dosłownym i znanym nam znaczeniu, ale o śmierć jako aspekt natury Życia – Śmierci – Życia. 

    W naszym pojmowaniu śmierć jest czymś złym. Ostatnio na warsztatach jedna Kobieta, jak usłyszała, że biały kolor muliny do zaplatania bransoletki oznacza śmierć, ale w znaczeniu umierania starego, aby dać przestrzeń do stworzenia nowego – zrezygnowała w ogóle z tego koloru. Zaplatała bransoletkę z kombinacją dwóch pozostałych kolorów. Poczułam wtedy strach. Strach tej kobiety. 

    Temat śmierci krąży ostatnio często wokół mnie. I zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę dotyczy właśnie mnie. Świat tylko pokazuje mi, co we mnie. Czyli znana teoria lustra. Zatem strach, który poczułam od tej Kobiety, był moim strachem.

    Nie bez powodu akurat studiuję w “Biegnącej z wilkami” rozdział dotyczący Kobiety szkielet będącej symbolem natury Życia – Śmierci – Życia.

    Żeby jeszcze bardziej zrozumieć tę naturę, oswoić ją i przygarnąć. Bo wiem, że jest moją sojuszniczką. Że dzięki niej mogę dalej wzrastać. A może głównie dzięki niej mogę wzrastać. Czuję, że nadchodzi ten okres, w którym bez zrozumienia natury Życia – Śmierci – Życia nie jest w stanie zadziać się WIELKIE w moim życiu. Nie wiem jeszcze co tej to WIELKIE :-), ale wiem, że nadchodzi. I otwieram się na nie! Z ufnością i radością. Bez lęku, strachu i oporu.

    NIECHAJ SIĘ DZIEJE <3

    Fragment z książki o Kobiecie Szkielet, będącej symbolem Życia – Śmierci – Życia:

    “Energia, uczucia, bliskość, samotność, pożądanie, znużenie, wszystko wznosi się i opada, cykle zaś splatają się ze sobą. Pragnienie bliskości, pragnienie samotności, wszystko przychodzi i odchodzi falami. Natura Życia – Śmierci – Życia uczy nie tylko tańca z nimi i w nich, uczy także, że lekarstwem na każdą dolegliwość jest zawsze jej przeciwieństwo; aktywność jest lekarstwem na nudę, czyjaś bliskość – lekarstwem na samotność, samotność znów – lekarstwem na poczucie osaczenia przez ludzi. 

    Kto nie zna kroków tego tańca, ten lubi w okresach bezruchu zaspokajać potrzebę nowości i aktywności, szastając pieniędzmi, igrając z niebezpieczeństwem, podejmując bezmyślne decyzje, szukając nowego kochanka. Tak robią głupcy. Tak robią te, które nic nie widzą.

    Początkowo wszystkim na się zdaje, że możemy uciec przed aspektem śmierci w naturze Życia – Śmierci – Życia. To tylko złudzenie. Nie można uciec. Śmierć idzie tuż za nami, z klekotem nagich kości, stuk, stuk – wchodzi do naszych domów, do naszej świadomości. Jeśli nie w inny sposób, to poznajemy tę ciemną stronę życia, konstatując, że świat nie jest tak piękny i sprawiedliwy, jak się nam zdawało, że pogrzebałyśmy szanse, nie wykorzystałyśmy możliwości, że prawa Życia – Śmierci – Życia mają nas w swojej mocy, czy tego chcemy, czy nie. Jednak jeśli żyjemy tak, jak oddychamy, przyjmując i oddając wszystko, co nas spotyka, to nie możemy zejść na złą drogę.”