“Czy można pogodzić jogę i gimnastykę słowiańską? Czy te energię są przeciwne? Lubie jogę i nie chcę z niej rezygnować.”
Takie zapytanie dostałam od jednej z kobiet, a że temat pewnie dotyczy większej ilości kobiet, postanowiłam odpowiedzieć na forum
🙂.
—————————————————————
Po pierwsze primo hahhaha: Kobiety zawsze i wszędzie róbcie jak czujecie!
To jest najważniejsze. Jednocześnie wielki to atrybut żeńskiej energii. Energii, która płynie, która nie naciska, która nie wchodzi w rozkminianie rozumem, nie rozważa argumentów za i przeciw, nie kombinuje. To wszystko atrybuty męskie. Więc już samo to pytanie (samo w sobie) pochodzi z naszej lewej półkuli, czyli zapytała część męska kobiety. Skoro ją mamy, to też jest potrzebna nam. Nie można odrzucać, lekceważyć. I docelowo w momencie oświecenia nie jesteśmy ani kobietą ani mężczyzną, jesteśmy jednym. Póki co jednak rozważymy to na bardziej ziemskim poziomie.
Czyli po prostu wyluzujcie się, napijcie się kawusi czy coś
🙂 i POCZUJCIE co jest dla Was dobre, pamiętając, że co “dobre” dla mnie, dla innego może być “złe”. “Dobre” i “złe” też rozważamy na ziemskim poziomie, bo jak wiecie na poziomie duszy nie ma tych pojęć.
Dlatego nikogo nie namawiam, nie przekonuję do niczego. Przekazuję swoje doświadczenie z którego można coś wziąć dla siebie.
——————————————————————
Do rzeczy, bo filozofuję za dużo.
U mnie osobiście było tak, że kiedyś ćwiczyłam jogę, bardzo długo, kilka lat i bardzo sobie chwaliłam. Właściwie to dzięki niej nie miałam operacji kręgosłupa szyjnego. I jak wiadomo powszechnie joga bardzo pomaga na różne dolegliwości ciała, w głównej mierze kręgosłupa, który jest naszym trzonem i dlatego jest tak ważny.
Ale … gdy zaczęłam ćwiczyć gimnastykę dopiero poczułam prawdziwe efekty.
Co to znaczy?
Dla mnie joga to jakby zmniejszanie skutków dysfunkcji, czyli coś takiego jak rehabilitacja powiedzmy. A gimnastyka słowiańska dociera do przyczyn i likwidując przyczynę, likwiduje dolegliwość. Jakby to porównać, to joga jest medycyną skutków, a gimnastyka przyczyn. Ale POWTARZAM: to dla mnie tak się zadziało, choć widzę też takie efekty u innych kobiet ćwiczących gimnastykę. I ja tak postrzegam różnicę pomiędzy jogą i gimnastyką na poziomie fizyczności.
A teraz co z energetycznym oddziaływaniem?
Mówi się, że joga to energia męska, a gimnastyka słowiańska to żeńska. I pewnie coś w tym jest, nawet biorąc pod uwagę ułożenie dłoni, gdzie w jodze mamy w górę, czyli do nieba, a w gimnastyce w dół czyli do ziemi.
I co z tego wynika?
Ponieważ mamy w sobie dwie jakości energii i męską i żeńską, to obydwie są nam potrzebne. I jeśli jesteś typem męskim i chcesz takim pozostać, ćwicz jogę. Jeśli chce natomiast trochę zmienić proporcje, spróbuj przestać ćwiczyć jogę, a zacząć tylko gimnastykę. I zobacz co wtedy się dzieje. Jak się czujesz, jak zaczynasz myśleć, działać. Albo ćwicz i to i to i czuj. Może po jakimś czasie przestaniesz w ogóle ćwiczyć jogę, ale będzie to bardziej z Twego wnętrza, aniżeli z zewnętrznych źródeł. Tak było w moi przypadku akurat, że po prostu joga nie jest mi już potrzebna do niczego. Jeśli potrzebuję męskiej energii przytulam się do męża.
Też dziewczyny weźmy pod uwagę, że joga w wydaniu europejskim nie ma za bardzo nic wspólnego z jogą wschodnią. Ja się za bardzo nie znam na tym, ale mój nauczyciel z Syberii Luczis, który wychował się w tej tradycji mówi, że to nie jest joga – ta którą znamy. To bardziej takie fitnesowe u nas jest, nawet jeśli wprowadzane są oddechy, medytacje itp. Do 1981 roku joga oficjalnie na wschodzie była zakazana dla kobiet. Kobiety mogły ćwiczyć jogę, dopiero jak urodziły 10 i więcej dzieci. Ale to chodziło o tą prawdziwą jogę. Kobieta bowiem ćwicząc jogę (prawdziwą) nie mogła zrealizować siebie jako kobieta zgodnie z prawami natury, dlatego była zabroniona. Ale taka w wydaniu europejskim to myślę sobie, że nie ma takiego wpływu.
Co zauważyłam?
W swoje praktyce gimnastyki podczas korekty ciał kobiecych zauważyłam (ale to nie w każdym przypadku – są wyjątki), że kobiety ćwiczące jogę mają bardzo pospinane ciało (albo jeśli nie jest mocno spięte to takie … nie wiem jak to nazwać …. powiedzmy zadaniowe), jak mężczyźni, którzy muszą mieć mięśnie, bo trzeba dom zbudować, drewno porąbać, działają według określonych schematów, planów – takich z umysłu itp.
Joga bardziej nastawiona jest na wzmocnienie ciała. Gimnastyka na rozluźnienie, ale też na wzmocnienie – ale takie od wewnątrz, czyli mięśni wewnętrznych a nie zewnętrznych. Bo kobieta jest jak brzoskwinka na zewnątrz delikatna, subtelna i soczysta a wewnątrz twarda jak kamień. To jest nasza kobieca moc właśnie. I to dokładnie daje nam gimnastyka słowiańska. Kobieta ćwicząca gimnastykę staje się bardzo kobieca, jest mięciutka, ma mięciutki brzuszek, a nie kaloryfer. Kobiecy brzuch to jej moc i jednocześnie miejsce przyjmowania. I jak tu czerpać z mocy swej i przyjmować kiedy to miejsce jest zablokowane i spięte. Mężczyzna zaś jest jak kokos na zewnątrz twardy a wewnątrz mięciutki.
Podobnie ciała kobiece wyglądają po innych aktywnościach nastawionych na duży wysiłek. Są bardzo, bardzo spięte. Czasem jak jakaś stal, blacha, pancerz, aż mi dech zapiera jak podchodzę do takiej kobiety. Nie mogę oddychać wtedy. Czuję jak ona się dusi, jak chowa się przed czymś, jak się boi i dlatego buduje ten pancerz. Albo jak nie chce czuć i się opancerza. Albo nie che być zraniona itd.
Jeszcze wracając do jogi, to pewnie też dużo zależy jakiego mamy nauczyciela, zresztą w gimnastyce jest to samo. Im bardziej świadomy nauczyciel, tym lepiej dla nas. A jak sam z problemami i pospinany … chciałam napisać tym gorzej, ale niekoniecznie, gdyż na poziomie duszy przecież nie ma lepiej czy gorzej. Wszystko dzieje się dobrze.
Jestem pewna, że jest wielu pięknych i świadomych nauczycieli/nauczycielek (choć panów chyba jest więcej) jogi, którzy poprowadzą Was w magiczny sposób przez tę praktykę. A nawet jeśli traficie na mniej świadomego, to znaczy że tak miało być. Znaczy, że taki akurat, dokładnie w punkt, był Ci potrzebny. Takiego sobie sama wymarzyłaś i stworzyłaś, bo pamiętaj, że to wszystko Ty TWORZYSZ
🙂. Po coś. Dla wzrostu Twojej duszy. I choć czasem nie pasuje to do logiki ludzkiej, jednak ta boska wie co robi.
————————————————————–
Reasumując i wracając do pytania.
Joga i gimnastyka nie wykluczają się wzajemnie – jeśli tak uważasz, chcesz i czujesz albo wykluczają się – jeśli tak uważasz, chcesz i czujesz
🙂. Hhahah no to Wam odpowiedziałam.
Kobieta, która zadała pytanie pisze, że nie chce rezygnować z jogi. To jaka dla niej rada? Nie rezygnuj zatem. Ćwicz jogę, co nie przeszkadza ćwiczyć gimnastyki. Może nie jednego dnia, jedno po drugim, choć właściwie dlaczego nie. Wtedy można bardziej poczuć różnicę.
Mądrość kobiet jest wielka, dlatego CZUJCIE SIEBIE i SŁUCHAJCIE SIEBIE. Każda z Was jest najlepszym doradcą dla samej siebie. Możecie czasem poczytać mnie, ale i tak ostatecznie zdecydujcie same, co dla Was dobre.
Pozdrawiam jogowo-gimnastycznie, Małgosia 